Strona główna



Zysk i rynek

I. Zysk

Spore zamieszanie językowe towarzyszy słowu "zysk". Wielu ludzi myli zysk z podnoszeniem cen. Wskutek tego odruchowo mylą go z gotówką uzyskiwaną z biznesu przez właścicieli lub menadżerów. Sądzą, że duch kapitalizmu polega na "kupowaniu taniej, by sprzedać drożej" i że zyski "wpływają wprost do kieszeni" tych, którzy je tworzą.

Przywódcy religijni muszą zrozumieć, że zysk jest innym określeniem rozwoju. Brak zysku oznacza gospodarczą stagnację lub recesję. W naszych czasach przypuszczalnie połowa wszystkich Amerykanów, których dochód rodzinny przekracza 30 000 dolarów rocznie, pracuje dla rządu, zajmuje się nauczaniem lub działalnością badawczą oraz innymi dziedzinami, które nie przynoszą zysku. Nic dziwnego, że wielu z nich ma niewłaściwe o nim wyobrażenie; nie mają oni doświadczenia w zdobywaniu go w nieprzerwany, twórczy i ryzykowny sposób. W przeciwnym razie zobaczyliby, że zysk stanowi przeważnie koszt wykonania produktywnej pracy. Pewna jego część przeznaczona jest na spłatę kredytów zużytych na uruchomienie interesu. Inną z kolei inwestuje się w udoskonalanie produkcji lub szukanie dla niej nowych rynków. Lwia część zysku przeznaczona jest zatem na ponowne inwestycje. Oczywiście, tylko niewielki jego procent zużywany jest na zapłacenie dywidend pierwszym inwestorom (u których biznes jest zadłużony) oraz na podwyższenie wynagrodzeń. Można powiedzieć, że dywidendy i wynagrodzenia idą "do czyichś kieszeni", ale dosyć często pieniądze te są także ponownie inwestowane.

Przywódcy religijni mogą odpowiedzieć, że w taki oto sposób "bogaci stają się jeszcze bogatsi". Jednakże, jak wykazał John Stuart Mill w "Zasadach ekonomii politycznej", istnieje głęboka różnica między bogactwem i kapitałem. Bogactwo jedynie gromadzone lub konsumowane jest bezproduktywne. Kapitał stanowi tę porcję bogactwa, którą ponownie inwestuje się w działalność produkcyjną. Bogactwo może być społecznie użyteczne, ale nie musi. Wszelako kapitał dostarcza wielu korzyści w postaci nowych miejsc pracy, dóbr, usług, wynalazków i nowego bogactwa. Przysparza środków przeznaczanych zarówno na opłacenie zajęć, które nie przynoszą zysków, jak i na płacenie podatków. Zysk jest także źródłem funduszy przeznaczonych na prowadzenie i wykorzystywanie wyników badań, od których zależy przyszła pomyślność.

Ci, którzy sprzyjają działalności na rzecz wyeliminowania zysków, sprzyjają także siłą rzeczy wstrzymywaniu produkcji nowego bogactwa (to znaczy powstrzymywaniu rozwoju). Jeżeli zaś odpowiadają, że ich pragnieniem jest raczej "uspołecznienie" zysku przez oddanie wszystkich dochodów państwu, wówczas uzależniają system gospodarczy od systemu politycznego. Czy takie uzależnienie służy powszechnemu dobru? Tego rodzaju eksperymenty były już przeprowadzane. Badania empiryczne są pożądane. Czy nie należy jednak rozumieć zysku jako marginesu nowego bogactwa, stworzonego przez rozsądne inwestowanie starego?

II. Rynek

W środowiskach teologicznych słowu "rynek" nadano wiele symbolicznych znaczeń ubocznych. Rynek traktowany jest w kategoriach wiary lub ideologii, zaufania lub nieufności do magii rynku. Ponadto wydaje się, że niektórzy obawiają się rynku; jeżeli pozostanie on wolny i nieskrępowany, sytuacja wymknie się spod kontroli - nikt nie będzie rządził, irracjonalizm i nadużycia rozpowszechnią się, dojdzie do anarchii, a silni będą wyzyskiwać słabych.

Oczywiście nie ma jednego rynku. Istnieje natomiast wiele konkretnych rynków. Rynek domowych komputerów skupia tych, którzy chcą je teraz kupić oraz tych, którzy je wytwarzają i zajmują się ich dystrubucją w celu sprzedaży. Jeszcze niedawno nie było takiego rynku. Rynki bowiem rodzą się i znikają (chociaż antykwariusze utrzymują przy życiu rynki, które już dawno temu wyszły z mody). Niektóre są rozległe, zwłaszcza te, które mają potencjalnie obsługiwać każdą rodzinę i osobę, inne zaś są małe, a ich zadaniem jest w szczególności dostarczanie bardzo drogich lub wysoko wyspecjalizowanych usług. Niektóre rynki łatwo znaleźć lub stworzyć, inne raczej trudno. Istnieją dobra i usługi, które są niezbywalne. Powietrze, choć jest dobrem niezbędnym, nie miało ceny rynkowej w czasach Johna Stuarta Milla, jakkolwiek przewidywał on możliwość jego urynkowienia tam, gdzie go brakuje. Niekiedy słowa "rynek" używa się w znaczeniu metaforycznym, jak w wyrażeniu "wolny rynek idei" lub "rynek przynależności religijnej w społeczeństwie pluralistycznym". W takich przypadkach nie chodzi dosłownie o to, że ktoś rzeczywiście "kupuje" przynależność religijną. Jednakże nawet zobowiązania natury duchowej muszą być "wymieniane" między ludźmi i podlegać nieskrępowanemu wyborowi: stąd metafora.

Michael Novak

(Tekst pochodzi z wydanej w 1993 r. przez Wydawnictwo "W drodze" książki - "Liberalizm - sprzymierzeniec czy wróg Kościoła". Publikacja na SP - 2001 rok)



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW









Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię