Strona główna



Dylematy wolnorynkowca
Przeciąć gordyjski węzeł układów
(Głos w dyskusji na temat bieżącej sytuacji w Polsce)

Polacy o wolnorynkowych poglądach od ponad roku stoją przed nielada dylematem. Wiadomo, że dla zwolenników wolności gospodarczej pozostały tak naprawdę dwie opcje polityczne, które można popierać: PiS lub PO, gdyż reszta partii nie liczy się w biegu po władzę, a SLD czy Samoobrona z przyczyn historycznych i politycznych odpadają. Kogo zatem popierać powinni wolnorynkowy, choćby tacy jak czytelnicy Strony Prokapitalistycznej?

Platforma Obywatelska głosi co prawda hasła liberalne jak choćby obniżka podatków, ułatwienia dla przedsiębiorców czy dokończenie prywatyzacji, ale każdy kogo pamięć sięga dalej niż poza ostatni tydzień doskonale wie, że obniżka podatków oznaczała za rządów "liberałów" spod znaku KL-D podwyżkę, ułatwienia kończyły się utrudnieniami, a prywatyzacja… no właśnie. Ilość afer, skandali mówi chyba wszystko. Jak zatem oceniać PO? Wydawać się może, że w ich wypadku praktyka trochę mija się z teorią, poza tym - co jest moim zdaniem sprawą zasadniczą - PO stało się obrońcą układu zawartego na przełomie lat 80. i 90. ub. wieku między opozycją demokratyczną a komunistami.

PiS z kolei przedstawia z jednej strony hasła Polski solidarnej, co zapewne w każdym człowieku znającym dzieła Misesa czy Friedmana powoduje reakcję co najwyżej pustego śmiechu. Z punktu widzenia haseł i idei prezentowanych na powyższej stronie internetowej wydawać by się mogło, że PiS powinien być jedynie ostro krytykowany. I rzeczywiście, niektóre inicjatywy podejmowane przez rząd kierowany przez Jarosław Kaczyńskiego są beznadziejne, kolejne podwyżki akcyzy na paliwa przyczynią się nie tylko do wzrostu cen, ale i zahamowania wzrostu gospodarczego. Mimo to, uważam jednak, że rządy PiS, jeśli w sferze politycznej będą szły nadal w tym kierunku co obecnie, przysłużą się Polsce pozytywnie.

"Istnieją powiązania interesów tak przemożne, że nikt nie ma ochoty ich tknąć" - powiedział Alexandre de Marenches, długoletni szef SCEDE, czyli francuskiego wywiadu i kontrwywiadu. Polska podczas tzw. transformacji ustrojowej zbudowała sieć zależności między politykami, a przedsiębiorstwami do czego wmieszały się jeszcze służby specjalne. Efektem tego był i jest niezwykle duży wpływ na bieżące wydarzenia ludzi, o których próżno szukać informacji na pierwszych stronach gazet, co jest oczywiście specyfiką służb specjalnych. Niemniej jednak wpływ tychże służb, w oparciu o kapitał zgromadzony podczas zmian ustrojowych spowodował, że w Polsce powstały dwie klasy najwyższe, które bardzo trzeźwo opisał w wywiadzie udzielonym "Rzeczpospolitej" z 16 grudnia 2006 roku premier Jarosław Kaczyński. "Otóż jest władza i jest panowanie. Władza jest nowa, ale to jest władza wbrew dotychczasowemu panowaniu. Panowała pewna grupa i nikt tego panowania wcześniej generalnie nie zakwestionował". Panowali właśnie ci, którzy mieli kapitał i wpływ na najważniejsze sektory polskiej gospodarki: telekomunikację, media, energetykę. Po cóż innego stworzono system koncesji i pozwoleń jak nie po to, by "chronić" konsumentów przed zbyt dużą liczbą operatorów sieci komórkowych, które dostały się w odpowiednie ręce? Kto otrzymywał koncesję na prowadzenie stacji telewizyjnych? Wychodzące teraz na światło dzienne pseudonimy to tylko wierzchołek prawdziwej góry lodowej. Premier Imperium Brytyjskiego Benjamin Disraeli powiedział kiedyś, że "światem rządzą zupełnie inni ludzie, niż to się powszechnie uważa". W przypadku naszego kraju jest dokładnie tak samo, co nie jest jakąś specyfiką naszego kraju, lecz jest charakterystyczne lub przynajmniej było, we wszystkich byłych demoludach. Zasługą rządu Kaczyńskiego jest to, że podjął próbę naruszenia istniejącego i wydawać by się mogło zatwierdzonego status quo.

Pamiętam doskonale jak Mart Laar, pierwszy premier niepodległej Estonii po 1990 roku opowiadał jak byli funkcjonariusze KGB z dnia na dzień potrafili się przemienić z agentów w kapitalistów. Dzięki powiązaniom z Moskwą i lokalną klasą polityczną stali się posiadaczami całego systemu bankowego ówczesnej Estonii. Dopiero radykalne reformy tegoż systemu, a w zasadzie zbudowanie go od nowa, spowodowało, że wpływy służb specjalnych na gospodarkę radykalnie się zmniejszyły, dzięki czemu do Estonii zaczął napływać kapitał zagraniczny.

Podobnie uczyniono w Czechach i kilku innych krajach wyzwolonych spod kurateli Moskwy. Polska niestety nadal drepcze w tym samym miejscu co 17 lat temu pod tym względem. Nie jest to moja autorska koncepcja, ale swoje rozważanie opieram na tym, co mówią osoby, które mają na ten temat o wiele większą wiedzę niż ja. Kilka tygodni temu lewicowa "Polityka" przeprowadziła wywiad z prof. Andrzejem Zybertowiczem, który bardzo zręcznie tłumaczy te sprawy. Likwidatorzy WSI, które jak ktoś słusznie powiedział, były państwem w państwie, w nielicznych wywiadach jakie się z nimi ukazały mówią, że wpływy funkcjonariuszy służb specjalnych na bieżącą politykę były o wiele mniejsze niż na gospodarkę. Polityka była tylko narzędziem służącym do osiągania celów finansowych. A mając do dyspozycji zasoby archiwalne, w których jak można przypuszczać, znajduje się wiele materiałów o tym, że "ktoś co prawda kiedyś palił trawkę, ale oczywiście się nie zaciągał", można jaśniej zrozumieć niechęć wobec naruszenia tej klasy panującej o której mówił premier.

PiS tę próbę podjęło czego wyrazem jest likwidacja WSI i budowa służb specjalnych od nowa. Kolejną kwestią jest zakończenie wreszcie lustracji, której nieprzeprowadzenie na początku lat 90. powoduje, że nie wiadomo kto jest kim, czyli kto z polityków jest całkowicie niezależny w swojej działalności, a kto jest uwikłany w jakieś niejasne powiązania, co może wpływać na jego zapatrywania podczas uchwalania ustaw.

Premier Kaczyński opisując patologie mówi, że "tak wygląda postkomunizm, tak wygląda III Rzeczpospolita, której niektórzy bronią, rozdzierając niemal szaty. Proszę pamiętać o tym, że naprawa sądownictwa, policji, służb specjalnych jest warunkiem naprawy państwa w ogóle".

Prof. Zybertowicz stawia tezę, że być może PiS dokonując tych zmian sam dokona autodestrukcji politycznej, ale zmiany te będą trwałe i nieodwracalne. Można tylko do tego dodać, że to wszystko co się teraz dzieje powinno się stać jakieś 15 lat temu. Dziś jest to o wiele trudniejsze i przez to, że sieci powiązań są bardzo zagęszczone, być może zajmie to więcej czasu i poniesie się znacznie większe koszty polityczne.

Rząd Kaczyńskiego podjął jednak tę próbę i jak wynika ze słów samego premiera oraz ruchów jakie podejmuje, wszystko wskazuje na to, że z obranej drogi nie zejdzie. Oczywiście dla wielu czytelników tego artykułu może się on wydać obrazoburczy, że na stronie, bądź co bądź prokapitalistycznej, broni się Prawa i Socjalizmu, jak się zwykło nazywać Prawo i Sprawiedliwość. To prawda, niżej podpisanemu też jest ciężko nie krytykować rządzących i ich pomysłów, ale na pewne sprawy trzeba patrzeć z o wiele szerszej perspektywy. Podwyżkę podatków czy kolejne bariery dla przedsiębiorców da się odwrócić w ten sam sposób jak je wprowadzono, natomiast na przecięcie węzła, który od lat dusi Polskę i nie pozwala jej być normalnym krajem, jest to być może ostatnia szansa.

"Nie jest łatwo przyjąć prawdę bardzo oddaloną od tego obrazu świata, z którym nasze umysły są oswojone", ktoś kiedyś napisał. Media i tzw. autorytety przedstawiają reformę państwa dokonywaną przez PiS jako realizację słynnego hasła TKM, czy też wręcz faszyzację kraju. Obraz, który się dokonuje, a który słyszymy w mediach jest bardzo od siebie oddalony i trzeba to zrozumieć. Żadna grupa, która czerpała korzyści z istnienia dotychczasowego układu nie będzie przecież podcinać gałęzi na której siedzi…

Ponieważ Strona Prokapitalistyczna bardziej traktuje o gospodarce, aniżeli o polityce, należy wyjaśnić czemu ten tekst jest bardziej polityczny, aniżeli ekonomiczny. Zmarły przed miesiącem prof. Friedman w jednym z wywiadów powiedział, że nie da się zbudować normalnej, zdrowej gospodarki wolnorynkowej bez jasnych reguł gry, prawa, porządku i równych praw dla wszystkich. Jak wiadomo prof. Friedman był zwolennikiem kapitalizmu, gdzie istnieje miliony firm zatrudniających po kilku pracowników, a nie steki przedsiębiorstw zatrudniających 80 proc. wszystkich zatrudnionych. Aby ten pożądany stan stał się faktem, należy dokonać tych zmian, które choćby w takiej Estonii dokonały się już dawno temu. Bez przecięcia układów, które zabijają prawdziwie wolną konkurencję i sprawiedliwość, żadne obniżki podatków, ani wolnorynkowe rozwiązania się nie sprawdzą.

Rządy Prawa i Sprawiedliwości są zatem szansą na uczynienie z Polski kraju, gdzie trójkąt polityka-gospodarka-służby specjalne zostanie na długi czas wysadzony w powietrze. Wówczas przyjdzie czas na budowę wolnej gospodarki. Czy budowniczym nowej Polski będzie Prawo i Sprawiedliwość nie wiem, gdyż niewykluczone, że podczas obecnej batalii zostanie zbyt poranione. Nawet jeśli nie będzie to PiS to odbudowa obecnych powiązań będzie niezwykle trudna. I to będzie największa zasługa tego rządu, pod warunkiem, że nadal będzie z taką determinacją do tego dążył.

Paweł Toboła-Pertkiewicz
(18 grudnia 2006)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Czytaj także
Wojciech Popiela - Wolni ludzie, do broni!



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię