Strona główna


Wolny rynek a projekt konstytucji UE



Rozważając ekonomiczne aspekty projektu przyszłej konstytucji UE, jeśli dokument w ogóle wejdzie w życie, przypominają się słowa Janusza Korwin-Mikkego z okresu debat przedreferendalnych. Wypowiedział się wówczas mianowicie o przystąpieniu Polski do UE, że jest to błąd polegający na uzależnieniu się od większego okrętu, który ma znacznie większą bezwładność. Dodatkowo, tym bardziej jest to ważne teraz, kiedy nie bardzo wiadomo w którą stronę ów okręt podąża.

Jak wskazuje tytuł artykułu celem niniejszej analizy nie jest cały projekt konstytucji UE, lecz te jej fragmenty, które tyczą zjawiska wolnego rynku. A sytuacja nie wygląda niestety różowo.

Już sama długość dokumentu i jego rozkład budzić może obawy wolnorynkowca. Jak wiadomo rolą konstytucji jako najwyższego dokumentu państwa jest ustalenie konstytucyjnych, czyli strukturalnych zasad jego funkcjonowania. Spodziewać się tam zatem należy określenia podstawowych instytucji państwa (ustawodawczych, wykonawczych, sądowniczych), wzajemnych - formalnych - relacji między nimi, procedury rozwiązywania ewentualnych problemów, oraz możliwego trybu zmiany dokumentu, czyli nanoszenia poprawek. Z tego punktu widzenia nie jest konieczne umieszczanie całego zestawu artykułów regulujących procesy rynkowe, przynajmniej jeśli celem deklarowanym jest stworzenie wolnego rynku! W omawianym projekcie nie ma to niestety zastosowania. Konstytucja to nie miejsce na gospodarkę, chyba że chce się sterować nią ręcznie. Ale co to ma wtedy wspólnego z wolnym rynkiem?

Nasuwa się tu porównanie z Konstytucją USA, która jest krótka i przejrzysta: 7 artykułów, 27 poprawek. I nie ma potrzeby więcej. Dokument określa zasady konstytucyjne państwa, nie wdając się w szczegóły ekonomiczne (wtedy jeszcze było to nieznane, poza tym Ojcowie Założyciele właśnie szczegółowych regulacji chcieli uniknąć, większą wagę przywiązując do wolności niż tzw. "bezpieczeństwa"). Jest tu jeszcze jedna istotna różnica; ta mianowicie w podejściu do roli państwa (bo przecież projekt konstytucji UE do tego zmierza). W USA konstytucja określa numerycznie prawa federalne, a niewymienione przynależą stanom i obywatelom. Jest to zatem ujęcie modelu władzy minimum. W UE problem jest odwrotny: wymienione są wprawdzie kompetencje Unii określone jako wyłączne, oprócz nich są jeszcze liczne furtki umożliwiające pozyskiwanie nowych. Nawet ogólny charakter praw obywateli jest inny. W USA Bill of Rights (pierwszych 10 poprawek) określa czego rząd nie może i jakie swobody osobiste posiadają obywatele. W przypadku UE słychać głosy, że niby jest to samo, jednak często zapomina się, że europejskie prawa skupiają się na socjalnym "zabezpieczeniu"; że coś się obywatelom należy, jeśli oczywiście przestrzegają określonych reguł. Co za tym idzie, pewne ciała będą decydować i łaskawie obdzielać, czytaj: regulować, również tzw. wolny europejski rynek.

Skupmy się zatem na samym dokumencie. W art. I-3 (Cele Unii) mamy stwierdzenie, że "na rynku Unii konkurencja jest wolna i nieograniczna". Jednak już w punkcie 3 znajdujemy stwierdzenie o "społecznej gospodarce rynkowej, gdzie celem jest pełne zatrudnienie i postęp socjalny". W oczywisty sposób jest to przykład logicznej niespójności. Poza tym można by zauważyć, że pełne zatrudnienie jest celem już chyba tylko w niewielu miejscach na Ziemi, m.in. na Kubie. Dalej znajdziemy wzmianki o "walce [Unii] z socjalnym wykluczeniem i promocji sprawiedliwości społecznej". W takich miejscach ciśnie się na usta pytanie: "Co ci przypomina widok znajomy ten?"

W art. I-5 (Relacje między Unią a Państwami Członkowskimi), który przecież może mieć zastosowanie w regulacji rynku znajdujemy punkt w którym stwierdza się, że "Państwa Członkowskie wspierają cele Unii i powstrzymują się od jakichkolwiek działań, które mogą zagrozić ich realizacji przedstawionych w Konstytucji". Wspominając te słowa musimy pamiętać, że po 1-szym maja 2004, w walce o niższe podatki, jeśli w końcu do tego dojdzie, będziemy musieli się prawdopodobnie zmagać z europejską biurokracją, dyrektywami, zaleceniami itd. Projekt konstytucji, wraz ze swoimi wytycznymi, może okazać się tu punktem odniesienia. A co on w obecnym swoim kształcie przedstawia?

W Tytule III (Kompetencje Unii) znajdujemy wspomniane już wcześniej rozwiązania umożliwiające zwiększenie kompetencji organów unijnych, pomimo posiadania już wyłączności w wielu obszarach; art. I-11 (Kategorie kompetencji) ustala zagadnienie wyłącznej kompetencji, gdzie działać może tylko Unia przedstawiając "prawnie wiążące akty". Wprawdzie znajdujemy zapis w art. I-9 (Podstawowe zasady), pkt 2, że "kompetencje nie przekazane Unii w Konstytucji pozostają w gestii Państw Członkowskich", lecz są to prawa raczej lokalnego zarządu. Potwierdza to pkt 3, który mówi, że Unia może rościć sobie dodatkowe prawa tam, gdzie cele (wynikające z subsydiarności) ze względu na skalę "nie mogą być dostatecznie zrealizowane poprzez Państwa Członkowskie na centralnym lub na lokalnym poziome". Tu rozwiązania Unii mają być lepsze. Jest to dość enigmatyczne stwierdzenie. Poza tym umożliwia ciałom unijnym przejęcie nowych pól działania. Późniejszy fragment dokumentu Tytuł V (Wykonywanie kompetencji Unii) w art. I-32 (Prawne akty Unii), wyjaśnia problem: "[Prawo europejskie] będzie wiążące w swojej całości i będzie miało bezpośrednie zastosowanie we wszystkich Krajach Członkowskich."

Złudzeń nie pozostawia artykuł I-10 (Prawa Unii). Tyczyć on może pojęć szerszych, lecz w tym także rozwiązań nas interesujących, tzn. rynkowych. Pkt 1 stwierdza, że "Konstytucja, prawa przyjęte przez Unię (...) będą miały pierwszeństwo nad prawami Państw Członkowskich". Zatem wspomniany argument o obniżce podatków, np. stawki VAT poniżej pewnego poziomu, oraz inne pochodne mają tu, niestety, zastosowanie. Dalej Państwa Członkowskie zobowiązują się do przestrzegania zobowiązań wynikających z Konstytucji. Będą też wdrażały odpowiednie rozwiązania ("szczegółowe i ogólne") do realizacji tych celów.

Art. I-11 wprowadza też zagadnienie kompetencji dzielonych. Lecz Państwa Członkowskie mogą działać tylko tam, oraz w zakresie takim, w którym nie działają organy Unii. Krótko mówiąc, na lokalnym podwórku.

Dla celów tego opracowania kluczowym jest pkt 3 tego artykułu: "Unia będzie miała kompetencje koordynowania polityk ekonomicznych i zatrudnienia Państw Członkowskich" (!!!) Oznacza to tyle, że o wysokości np. podatków de facto decyduje Bruksela, pozostawiając m.in. Warszawie "wolną rękę" w sferze szczegółów jedynie administracyjnych, żeby nie powiedzieć porządkowych. W praktyce może oznaczać to, co podobno miało już miejsce, a czego możemy boleśnie doświadczyć np. w budownictwie po 1-szym maja 2004, że organy Unii określą nam poziom podatków, co wydatnie zwiększy cenę, powodując spadek popytu, a my musimy to łaskawie wprowadzić w życie tylko dlatego, że taką otrzymamy dyrektywę. Zgoła nieważne jest już, że przy niższych obciążeniach podatkowych wpływy budżetowe, nie wspominając o popycie, okazałyby się WYŻSZE, niż w przypadku brukselskich stawek (patrz krzywa Laffera).

Art. I-12 (Wyłączne kompetencje) dotyczy zagadnień, które na szczęście jeszcze częściowo nas nie będą dotyczyć. Unia będzie miała wyłączne kompetencje regulacji rynku wewnętrznego w zakresie polityki monetarnej krajów strefy euro, ale również m.in. wspólnej polityki handlowej, cokolwiek miałoby to oznaczać. Poruszane są tu też cła; jeśli miałoby to sygnalizować ich zmniejszenie, byłby to chyba jedyny pozytyw.

Zakresy kompetencji dzielonych, umieszczonych w art. I-13 (Obszary dzielonych kompetencji) w świetle wcześniej przedstawionych rozwiązań mogą okazać się tylko wzmiankami o niewielkim realnym znaczeniu. Poza tym jaka będzie linia tego podziału? Tyle bowiem słyszy się obecnie o tzw. "nieuczciwej konkurencji podatkowej", czytaj zbyt niskich podatkach w niektórych krajach obecnej UE.

O tym właśnie traktuje art. I-14 (Koordynacja polityki ekonomicznej i zatrudnienia) W tej materii Unia centralnie będzie przedstawiać "szerokie wytyczne a Kraje Członkowskie będą koordynować swe lokalne polityki wewnątrz Unii". To samo tyczy zatrudnienia. W świetle obecnych wyników ekonomicznych krajów EU, w porównaniu np. z USA, gdzie obniżki podatków doprowadziły w ostatnim kwartale to wzrostu gospodarczego rzędu 7% zapisy owe stanowią poważny element to przemyślenia.

Art. I-17 (Klauzula elastyczności) stanowi o punkcie ciężkości w rozumieniu idei podziału kompetencji. Niestety zdaje się mieć tu zastosowanie myśl "co nie jest zabronione jest dozwolone", zasada z reguły dobra. Tutaj jednak dotyczy ona organów Unii, nie Państw Członkowskich, czy indywidualnych obywateli, których Unia tak kocha. Artykuł mówi, że jeśli przejęcie nowych uprawnień okaże się konieczne do implementacji celów zawartych w Części Trzeciej dokumentu, "Rada działając jednogłośnie, po otrzymaniu propozycji Komisji, oraz po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego podejmie odpowiednie rozwiązania". Może oznaczać to ową furtkę uzyskania dodatkowych kompetencji w sytuacjach nie dających się do tej pory przewidzieć. Obecne doświadczenie nakazuje jednak liczyć na możliwość pojawienia się dodatkowych procedur biurokratycznych.

To w zasadzie główne myśli do rozważenia. Pojawiają się jeszcze w różnych miejscach dokumentu wyrazy budzące zainteresowanie (np. "utrzymywanie stabilności cen" - art I-29 Europejski Bank Centralny), nie zagłębiajmy się jednak na tym etapie w zbyt wielkie szczegóły. Prace nad projektem konstytucji będą trwały w grudniu. Jak słychać z mediów nie będzie to zadanie łatwe. Z drugiej jednak strony, znając ogólne tendencje unijne doświadczenie nie sugeruje, aby kwestie tzw. "społecznej gospodarki rynkowej" uległy znacznym zmianom. Niepokoje zwolennika wolnego rynku, systemu który jest jedynym modelem gospodarki mogącym prowadzić do długoterminowego rozwoju, wynikają również z ilości regulacji, rzekomo nieplanowanego właśnie modelu ekonomicznego UE. Negatywne efekty tego typu rozwiązań widzimy nie tylko w Polsce, ale i innych krajach obecnej Unii. Doświadczenie historyczne wskazuje zaś, że to właśnie spontaniczne modele gospodarki, kierujące się zasadą podaży i popytu rozwijały się najdynamiczniej. Być może dlatego zatem wspomniani wcześniej Ojcowie Założyciele, autorzy Konstytucji USA, dokumentu o którym napisano o wiele więcej słów niż sam zawiera, ograniczyli się tylko do elementów wybitnie niezbędnych. Pamiętajmy tu, że nawet pierwszych 10 poprawek, stanowiących nieodłączny dziś element architektury Konstytucji dodano dopiero po pewnym czasie. Termin zaś światopoglądu "postępowego" ukształtował się o wiele później. Niestety, efekty nad-regulacji okazały się rozczarowujące.

Marek Janik
(24 listopada 2003)

(Tłumaczenie własne autora z projektu tekstu w języku angielskim, projekt z dnia 28.05.2003)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)






Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię




Polska - UE
zbiór tekstów