kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku

Strona główna


Tyrania bezstresowej szkoły

Od dłuższego czasu obserwujemy zmiany w polskiej szkole. Większość tych zmian ma charakter wprowadzania wymogów unijnych i, tak jak choćby w przypadku polskiej gospodarki, ma charakter wysoce niepożądany.


Edukacja w Polsce pozostaje niestety głównie w państwowych rękach. Pociąga to za sobą dużo negatywnych zjawisk. Na pierwszym miejscu przedstawić należy zagrożenie, któremu na imię "bezstresowa edukacja". W tym miejscu nie mam na myśli samego komfortu pracy nauczycieli, lecz wpływu tego zjawiska na proces wychowawczy. Z doświadczenia, filmów czy wiadomości prasowych wiemy, że w wielu krajach UE duża część obecnych nastolatków to prawdziwy wąż wyhodowany na własnej piersi ich czułych rodziców. Problemy takie to zmora dnia codziennego. Wbrew pozorom, nie to jest jednak największym problemem. Jest to raczej efekt narzuconych procedur. Najgorsze jest to, że w szkole cieplarniane warunki nie przygotowują do dorosłego życia. Młodzież, przynajmniej pewna jej część, nauczona, że życie to bezstresowa i przyjemna podróż, nie może odnaleźć się kiedy widzi rzeczywiste realia, dalekie od szkolnego modelu. Tam zawsze za własne niepowodzenia można było obarczyć kogoś innego. Pociąga to za sobą przekonanie braku odpowiedzialności za własne czyny. A przecież najlepsze, drogie szkoły prywatne w Wielkiej Brytanii stwarzały warunki dalekie od pięciogwiazdkowego hotelu pełnego wygód. Efektem miało być przygotowanie młodych ludzi do wyzwań czyhających na zewnątrz. Również w drogich boarding schools (szkołach z zakwaterowaniem) dość długo utrzymywano surową dyscyplinę, stosując "caning" czyli kary fizyczne wymierzane za pomocą trzciny. W myśl konserwatystów, ciało goi się szybciej niż dusza. Nie jest to oczywiście pochwała sadyzmu, lecz z umiarem stosowana forma dyscyplinowania. To nie wygoda, lecz trudne warunki kształtują hart ducha. (Nie mam tu na myśli tylko szkół, ale przede wszystkim wychowanie w domu. Kontrastem tego są pewne kraje kwitnącego socjalizmu, gdzie podobno za "klapsa" rodzic może ponieść konsekwencje !!!)

W obecnej szkole to nauczyciel na większe problemy ze słabym uczniem niż sam uczeń. Musi wykazać co zrobił, aby jego podopieczny "nie dostał jedynki". Na wolnym rynku szkół, proces silnego zaangażowania nauczyciela jest zrozumiały, wymusza jakość w nauczaniu. Pożądanym efektem jest szukanie metod aktywizujących uczniów, ciągły rozwój nauczycieli itd. W "darmowym" systemie publicznym powoduje to niestety syndrom uczniowskiego sabotażu. Gdzie tu idea współzawodnictwa, podejmowania nowych wyzwań. W kontekście przymusu edukacyjnego (kolejny socjal-wymysł) uczniowie do pewnego wieku muszą (!?) uczęszczać do szkoły, nawet jeśli pewna ich część robi wszystko, aby to ominąć. Jeśli ich rodzice nie przejawiają zainteresowania na tym polu (przecząc podstawowej idei konserwatywnej - odpowiedzialności) mamy często do czynienia z procesem, który można by określić hasłem: "Na złość babci odmrożę sobie uszy". Młodzi ludzie zapominają przy tym, że to nie babcia będzie ponosiła tego konsekwencje. Tyczy to szczególnie wczesnych etapów kształcenia.

A gdzie w takim modelu przekazywanie wartości młodszym przez, bądź co bądź, bardziej doświadczonych? Wykształcenie pewnych nawyków przydatnych w przyszłości? Czym owa skorupka ma za młodu nasiąknąć? Postawmy tu pewną tezę. Nie twierdzę wcale, że źle jest wszędzie. Model dochodzenia do pewnych obserwacji drogą doświadczenia, zamiast opanowania pamięciowego ma swoje zalety. Trzeba rozumieć co się widzi. Jakkolwiek dziwnie to brzmi biorąc pod uwagę realia, model empiryczny uczy myśleć. Nie zapominajmy też o umiejętnościach warsztatowych. Trudno pisać symfonie nie znając nut. Poza tym nie można wszystkiego klasyfikować tylko w bezkrytycznej kategorii "inne", zapominając o podstawowych słowach "dobre", "złe". W konserwatywnym rozumieniu problemu edukacji młodym ludziom przedstawiane są pewne wzory, aby z nich korzystali w przyszłości. Nie ma sensu wyważać otwartych drzwi. Nie robią więc później rzeczy szkodliwych dla innych nie dlatego tylko, że jest to zakazane przez prawo, lecz dlatego, bo czują, że jest to moralnie złe. (Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczynają się naturalne prawa innych.) Proces ten nie ma też ograniczać przed szukaniem nowych rozwiązań, pamiętając jednak o uniknięciu pułapki tzw. myślenia postępowego. Ma natomiast pokazać pewne wzory i uzmysłowić zrozumienie ich sensu.

Tu odkrywamy prawdziwy cel edukacji na wzór UE. W modelu do którego zmierzamy szkoła nie ma wcale wykształcić myślącego człowieka, lecz wzorowego obywatela UE, który szczerze przekonany jest o, często nieświadomie, propagowanych przez siebie wartościach. Tak jak w komunistycznej przeszłości, kiedy obywatele demo-ludów widziani byli przez rządzących jako ich własność (brak zgody na posiadanie paszportu, przestępstwo w postaci posiadania walut państw wolnorynkowych, cenzura opinii - czyli pełna kontrola niezależności), tak teraz szkołę traktuje się jak fabrykę przyszłych obywateli Unii. Ma to znamiona uporczywego wdrażania monopolu na prawdę. Jak bowiem inaczej wyjaśnić dobór słów w temacie konkursowego eseju skierowanego go uczniów gimnazjum i liceum: "Historia Europy a historia Unii Europejskiej - ogólnoeuropejskie wartości w Europie jutra." (www.konkurs.org.pl) szeroko ostatnio rozpropagowanego. Słowo Europa, lub pochodne, jest użyte CZTERY RAZY (!) w jednym zdaniu. Jest to chęć zrównania pojęcia Europa z Unią Europejską.

Zdaję sobie sprawę z dość ponurego obrazu przedstawionego w niniejszym tekście. Zagrożenia są rzeczywiste. Chciałbym jednak zakończyć pewną weselszą nutą. Otóż, chociażby ze względu na nieustępliwość i hart ducha ludzkiego, (niestety, w znacznym stopniu ostatnio zdławionego) okoliczności sprawiają, że nigdy nie jest tak źle, jak prezentują to najczarniejsze scenariusze. Wola walki zmusza nas bowiem do szukania wyjścia z najmniej korzystnej sytuacji. Doświadczenie zaś czyni silniejszymi. Z tego powodu wyrażam nadzieję, że nie wszystkie przedstawione zagrożenia zmaterializują się. Z drugiej jednak strony, szkoła ma przygotowywać do funkcjonowania na zewnątrz i ulepszania stanu zastanego, nie zaś konserwowania i pielęgnowania fałszywych, jak pokazuje doświadczenie, euro-mitów.

Marek Janik

(7 kwietnia 2003)

Skomentuj ten artykuł






Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię




Polska - UE
zbiór tekstów