Strona główna


Unia Europejska - w stronę socjalizmu...



Coraz bliżej referendum. Większość ludzi, choćby po części interesujących się UE, zgodzi się zapewne, że Unia to, w dużej mierze organizacja wypisująca na swoich sztandarach i wdrażająca w działaniach myśli socjalistyczne, lub, jeśli kogoś to sformułowanie razi, myśli lewicowe.

Sensowne zatem na tym etapie wydaje się zamieszczenie kilku (subiektywnych, przyznaję) refleksji o "socjalistycznych sukcesach". Oto niektóre z nich:

  • Równość ponad różnorodnością - trend przyświecający ustawodawstwu unijnemu jest dobrze znany z socjalizmu.

  • Gospodarka coraz bardziej planowa, a nie wolnorynkowa. Proces wytwarzania towarów i usług w coraz większym stopniu regulowany jest przez ustawy i rozporządzenia, a nie przez indywidualną decyzję klienta, który powinien sam decydować na co wydawać SWOJE pieniądze. Unia nie ma na tym polu osiągnięć. Co więcej, niektóre definicje prawne UE przeczą zdrowemu rozsądkowi (marchew to podobno owoc - takich rewelacji jest więcej, ostatnio podawano o tym nawet w Wiadomościach TVP). Decyzję klienta w dużym stopniu ograniczają drobiazgowe regulacje. Sam traktat akcesyjny liczy ok. 6 tyś. stron. Dlatego trudno się dziwić, że niewiele osób przeczytało go w całości.

  • Faworyzowanie zakładów publicznych ponad firmy prywatne, które to firmy z samej swej natury są w stanie szybciej przystosować się do potrzeb rynku wolnych konsumentów.

  • Coraz więcej koncesji, licencji, regulacji i innych przepisów w gospodarce. (A kierunek zmian dostosowujących polskie standardy do unijnych oznacza zwykle więcej komplikacji, np. większa liczba cyfr w numerach kont bankowych, żeby podać jeden z codziennych przykładów.)

  • Wspólna polityka rolna to dokładne zaprzeczenie wolnego rynku. A zaprzeczenie to pochłania prawie połowę budżetu UE. Swoją drogą, czy słyszał ktoś wcześniej o paszportach dla zwierząt?

  • Od kiedy zaczęto przyjmować w Polsce prawo unijne, w gospodarce dają o sobie znać negatywne zjawiska. Wciąż słychać o okresie koniecznego wyrzeczenia, aby "później było lepiej". A sukcesy są rzekomo już za rogiem (którego niestety nijak nie widać).

  • Prawa człowieka w rozumieniu UE, chronią osoby łamiące prawo, a nie ich ofiary. Nie potrzeba chyba specjalnie dowodzić, że kiedy starsza pani idzie ulicą wieczorem naprzeciw grupy małolatów, to ona odczuwa niepokój, nie członkowie owej grupy. Warto przypomnieć sobie opowieści o tzw. znikomej szkodliwości społecznej czynu. A czy ktoś ostatnio słyszał o zastosowaniu jako kary tzw. community service, czyli zadośćuczynienia pracą za skutki dokonanego występku/wykroczenia? Za to często słychać o nowoczesnych naukach tolerancji i resocjalizacji. Na miejscu jest tu przywołanie sytuacji sprzed jeszcze kilkunastu lat (abstrahując od ówczesnej sytuacji politycznej), kiedy to karygodne dyscyplinarnie zachowanie ówczesnej młodzieży bez wahania napominali starsi. Dziś, chcąc ujść z życiem lub co najmniej bez uszczerbku na zdrowiu czy, w wersji soft, unikając serii wyzwisk, tzw. porządni ludzie unikają swoich komentarzy. No cóż, prawa człowieka AD 2003.

  • Dlaczego na niektóre tematy, jak na przykład krytyka UE, zwykły szary obywatel niechętnie wyraża swoje opinie (zwłaszcza w sytuacji bardziej oficjalnej, kiedy wypowiadane słowa mogą gdzieś zostać zacytowane)? Skoro nie ma cenzury, wymienione zjawisko też nie powinno mieć miejsca. Jednak ma. Coraz wyraźniej zaobserwować można pojawianie się jednego typu myślenia, jednego punktu widzenia.

  • Pojawienie się zjawiska mainstream'owych opinii (jeden nurt, wspominany wyżej) często przeradza się w zjawisko "monopolu na prawdę". W wymiarze amerykańskim zjawisko znane jest z książki reportera CBS Bernarda Goldberga, "Bias" ("Uprzedzenie"). Wprawdzie przed filmami w kinach nie mamy jeszcze Kroniki Filmowej, ale efekty lansowania, niestety także wybierania (świadomego lub nieświadomego), jednej opcji są widoczne. A gdzie tu idea John'a Stewart'a Mill'a, który przekonywał, że nawet w sytuacji braku wyboru (choć zawsze wybór istnieje!) należy samemu prowokować różnicę opinii w celu podejmowania najbardziej trafnych i dojrzałych decyzji.

  • Kolejny sukces polega na przymusowych ubezpieczeniach, a zatem niemożności dokonania rynkowego wyboru. Co więcej, ostatnie zmiany stanowią, iż na, choćby, ubezpieczenia zdrowotne, których wielkość rośnie, trzeba odprowadzać pewną kwotę, lecz tylko jej część można odliczyć od podatku (dobrze o tym wiedzą osoby prowadzące działalność gospodarczą). Pomimo tego publiczne szpitale są w coraz gorszej sytuacji finansowej. Ponadto, po odprowadzeniu przymusowego ubezpieczenia, za rosnącą grupę usług medycznych w placówkach społecznych "ubezpieczeni" płacą sami. Mogą oczywiście leczyć się prywatnie, co w tej sytuacji oznacza odprowadzanie składki i niekorzystanie z usługi, za którą się wcześniej zapłaciło.

  • Linia zmian w naszym kraju przebiega tak jak w pewnym żarcie. Podróżnik na pustyni dostaje radę odnośnie jazdy na wielbłądzie. "Nie popędzaj go zbytnio. Wprawdzie jest tu gorąco, ale kiedy wielbłąd biegnie, powietrze schładza go." Niepomny na te słowa podróżnik zmusza zwierzę to gonitwy ponad siły, a kiedy wielbłąd w końcu pada podróżnik konkluduje: "o, zamarzł". Przekładając żart na obraz gospodarki można zauważyć: różne grupy domagają się coraz więcej "ochrony" dla wykonywanych prze siebie zajęć, nieświadome, że ta "ochrona" jest dla nich zgubna. Lecz łatwiej jest pracownikom domagać się przyjemnych rzeczy, myśląc tylko o krótkiej płaszczyźnie czasowej. Nietrudno też zapomnieć o konsekwencjach swoich żądań. Na zasadzie: po mnie choćby potop. Na długą metę to czego trzeba to więcej, a nie mniej wolnego rynku, bo każdy z nas jest przez większość życia konsumentem. Zatem oczekujemy, aby towary były maksymalnie dobre i maksymalnie tanie. Wszelka "ochrona" sprzyja zaś interesom producenta, a nie klienta. Ten ostatni umie zaś sam wybrać co jest dla niego najlepsze, bo sam wie najlepiej czego szuka i za co skłonny jest zapłacić żądaną cenę.

  • Na arenie europejskiej (kraje UE) niekorzystne skutki omawianych "sukcesów " też są widoczne (np. bezrobocie). Może jeszcze nie w takim stopniu jak w Polsce, ale zawsze. Wolnorynkowcy nie pozostają obojętni. Dowodem tego jest stanowisko Margaret Thatcher, w książce "Statecraft" konsekwentnie przemilczanej w Polsce. Pani Premier zajęła stanowisko niezwykle krytyczne odnośnie obecności UK w UE, sugerując możliwość wyjścia i stowarzyszenia z NAFTA. Jeśli coś takiego sugeruje konserwatysta, muszą istnieć po temu poważne powody. Pamiętać należy, iż sama Thatcher określiła konserwatystę, jako człowieka niechętnego podejmowaniu niekoniecznych (!) zmian.

Kończąc, spostrzeżenie ogólnej natury... Przecież ustrój socjalistyczny trenowaliśmy już od 1945 roku. Co by nie powiedzieć, w 1989 wyborcy podsumowali to doświadczenie czytelnie. Czy chcemy powtórki, repryzy z historii?

Czy w odpowiedzi na przedstawione opinie i zjawiska, logiczną odpowiedzią jest prośba o jeszcze? Czy chcemy ponownie powiedzieć "tak"? Nie zamierzam wcale "moralizować". Niech każdy sobie sam odpowie. Ale czasów realnego socjalizmu nie da się chyba gloryfikować. Bo przecież cóż za przyjemność stać w nocy po pól kilo mięsa (na kartki) czy kilka parówek? Czy tym razem mądry Polak przed szkodą (czy też nowe przysłowie sobie kupi ...)?

Marek Janik

(19 maja 2003)

PS: (Odnośnie Beethovena, słowa te piszę jako osoba, która poświęciła trochę czasu Jego Muzyce)... Dziwi i przeraża łatwość z jaką przejęto jedno z największych Dzieł muzycznych do agitacji. (Swoją drogą ciekawe jak wielu euro-entuzjastów słyszało omawiany Utwór w całości). Używanie w propagandzie unijnej motywu z IX Symfonii Beethovena jest nietrafionym pomysłem z powodów:

  • W finale tejże symfonii tekst Schillera zatytułowany jest Oda do Radości, a nie do zjednoczenia.
  • Jednym z generalnych przesłań Ody jest wezwanie do Boga-Stwórcy; ideały unijne są tu dość odległe ze względu na unijne przywiązanie do tolerancji, praw jednostki, a nie religii. Nie zapominajmy o braku zgody na umieszczenie wezwania do Boga w projektach unijnej preambuły.
  • Z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać można, iż sam Beethoven nie byłby zafascynowany używaniem jednego z jego największych arcydzieł do promowania idei politycznych. Skomponował on bowiem wcześniej III Symfonię, którą oryginalnie chciał zadedykować Napoleonowi, lecz pomysłu tego w ostatniej chwili zaniechał, kiedy Napoleon obwołał się cesarzem wszystkich Francuzów. Symfonia poświęcona jest "pamięci człowieka wielkiego", zaś jej druga część (Marcia funebre), być może ze względu na rozczarowanie twórcy, stanowi marsz żałobny.


Skomentuj ten artykuł






Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię




Polska - UE
zbiór tekstów