Strona główna


Świat wg p. Laskowskiego
czyli europropaganda robi swoje

1. Pan Laskowski uraczył nas dosyć zabawnym stwierdzeniem. W UE jest wolny rynek! i aż musiał wykrzyknąć to z siebie z niepohamowaną radością. Kiedy zakładam okulary rozmaite, staram się dostrzec ten wolny rynek, ale jakoś mam kłopoty, toteż sięgnąłem sobie do innego tekstu Pana Laskowskiego, gdzie znalazłem jego stwierdzenie: "Sprawa definicji. Obydwie (>>ekonomiczną i prawną<<) stworzyłem tylko na użytek własnego tekstu. Nie istnieje jedna, oficjalna >>prawna<< definicja wolnego rynku". Za relatywizm i nihilizm Panu Laskowskiemu już podziękujemy - polemika na ten temat się zamyka. Jako racjonaliści, ekonomiści i zwolennicy etyki absolutnej możemy spokojnie z ręką na sercu powiedzieć, że istnieje definicja wolnego rynku. I prawna, i ekonomiczna. Pan Laskowski dumnie najpierw zakłada, że taka definicja nie istnieje, po czym stwierdza, że gdzieś wolny rynek można odnaleźć (zresztą zrobił to już wcześniej). Ciężko dyskutować z kimś, kto nie uznaje pewnych logicznych rygorów za podstawę do dysputy. Zresztą Pan Laskowski nie trudzi się, żeby udowadniać w swoim artykule istnienie wolnego rynku w UE. Aby to zrobić musiałby właściwie zdefiniować pewne pojęcia, po czym przeprowadzić właściwą argumentację prowadzącą do określonych wniosków. Zamiast tego wybrał retorykę i rzucanie hasła. Tak jak lewacy dyskutujący o "globalizmie" bez wcześniejszego zdefiniowania tego słowa. Mnie niewygodnie jest podejmować się walki retorycznej - wolałbym spór na gruncie trochę innym. Nie wiem, co to ryba zdaniem Pana Laskowskiego, to dlaczego mam się z nim spierać, czy ona tu pływa, czy nie? Toteż: Pan Laskowski stworzył sobie definicję wolnego rynku "na użytek swojego tekstu", więc jego wniosek nie ma dla nas żadnej wartości poznawczej.

2. Ujednolicenie PIT rzeczywiście jest sprawą odległą, ale nie jest nierealną. UE może stać się jednym państwem tak samo, jak swego czasu wiele stanów Ameryki Północnej złączyło się w całość budując Lewiatana, który zniszczył wcześniej istniejącą wolność gospodarczą (w XIX wieku odległa wydawała się wizja podatku dochodowego we wszystkich stanach, wprowadzonego w 1913). Chociaż rzeczywiście różnice są większe (języki, kultura itd.), to jednak tendencja jest identyczna - centralizacja władzy do ponadnarodowej instytucji. Jak pokazuje historia każda nowa władza zmierza to poszerzania swoich wpływów - UE nie jest w stanie tego robić ad hoc, bo napotkałby ją za duży opór. Stąd wszystko dokonuje się powoli; ujednolicanie prawa, stawek celnych, standardów, podatków pośrednich, wprowadzenie wspólnej keynesistowskiej waluty (wspaniałe narzędzie scalające władzę i oddające ją w ręce Europejskiego Banku Centralnego), okresy przejściowe (jak na przykład na podatek od lokat kapitałowych, jaki będzie ujednolicony za 10 lat) itd. itd. Wszystko musi być procesem powolnym, aby tacy ludzie jak Pan Laskowski mogli myśleć spokojnie, że liberalizm kiedyś zatryumfuje. UE buduje państwo - to fakt. Powtarzałem wiele razy, że gdyby chodziło o coś innego niż o budowę państwa, to robiono by to bez użycia etatystycznych instytucji międzynarodowych, a uwalnianie handlu przebiegałoby jak w XIX wieku: przez aborcję rządu, a nie tworzenie międzynarodowego odpowiednika. Najwyraźniej Pan Laskowski zapomina o podstawowej rzeczy, jaką widział Bastiat, autor "Prawa": określoną legislację tworzy się dla wybranych grup interesu. UE tworzy legislację, nie znosi jej. Jeśli kogoś interesuje walka o wolny handel, niech zerknie na historię dziewiętnastego wieku i przestanie opowiadać, że do liberalizacji niezbędna jest UE.

3. Prawie dostałem czkawki, gdy usłyszałem, że VAT działa stosunkowo neutralnie. VAT jest podatkiem obciążającym produkcję i konsumpcję doprowadzając do zakłóceń w strukturze produkcji. Teraz wyszło szydło z worka - Pan Laskowski został nakarmiony strasznie szkodliwą propagandą, że podatki pośrednie są nieszkodliwe dla gospodarowania, bo są łatwe do ściągania i obciążają konsumpcję. Nic nie może być dalsze od prawdy, jak mawia profesor Friedman. Podatek pośredni obciąża i produkcję i konsumpcję. Nie wierzmy w mity podatkowe, które lansują ci, co wprowadzają nowe podatki.

4. Czy samo uporanie się z górnictwem załatwia sprawę i problemy budżetu? Z pewnością nie. Laskowski pisze: "tego się nie robi z dnia na dzień". Niezupełnie. Yuri Maltsev przedstawił w 1990 roku jednodniowy plan dla Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, który rozwiązałby jej problemy i poprowadził do wolnego rynku. Trzecia droga nie działa. Interwencja państwa prowadzi do konkretnych problemów, a tego, jaki miała zlikwidować, nie rozwiązuje. Stajemy przed alternatywą: albo odrzucamy interwencjonizm całkowicie (wolny rynek), albo wprowadzamy pełną regulację w celu walki z bękartami systemu (socjalizm).

5. Prawnicy lubią wymyślać różnicę między jakimiś pojęciami. I tak koncesje różnią się od zezwoleń tym, że w ich przypadku stosuje się kryterium "uznaniowości". Tak, że urzędnik ma prawo odmówić wydania tej formy licencjonowania bez odnoszenia się ściśle do tego, jakich przepisów nie spełnił ubiegający się o aprobatę urzędu. W przypadku zezwoleń uzasadnienie ma być precyzyjniejsze. Oczywiście to zwykła laurka. Fakt pozostaje faktem, że urzędnik decyduje, a korupcja się szerzy, bo prakseologicznie podchodząc do problemu władzę ma ktoś i tyle. Wiwat etatyzm.

6. Współczesne regulacje prawne służą z zasady do ograniczania praw własności i wolności, obojętnie, jaką akrobację w tej dziedzinie zastosuje Pan Laskowski. Ulega on iluzji, które zapisywane są dla naiwnej publiki w konstytucji, która rzekomo "ochrania prawa". Prawo naturalne jest prawem naturalnym i wszelkie prawo, które jest na nim budowane, musi się opierać na poszanowaniu tej etyki. Jeśli prawo stanowione jest budowane wbrew prawu naturalnemu, oczywiste jest to, że jest ono inwazją na suwerenne jednostki. Tak też jest w przypadku istnienia państwa i UE, a Pan Laskowski nic na to nie poradzi (może jeszcze zastosować inny typowy dla siebie zabieg - uciec od logicznej analizy i podjąć się walki na retorykę - jak widzieliśmy taki sposób nie przybliża nas do prawdy, a pcha raczej do bezcelowej, emocjonalnej walki na słowa, słówka i półsłówka).

7. Należy poważnie potraktować uwagi autora na temat podatku pogłównego. Rzeczywiście wiążą się z nim liczne problemy. Jednakże po swojej krytyce autor zapomina o tym, że tak samo źle jest w przypadku podatku liniowego. Proszę sobie zapamiętać uniwersalną prawdę: podatki mają być jak najniższe. Nie liniowe, nie pogłówne i nie progresywne. Wszystkie te pojęcia są puste. Sama forma nie ma znaczenia, liczy się ogólny poziom obciążenia fiskalnego. Pogłówny 600 złotych to żart, a liniowy 55% to paranoja. Już mówiłem Pan Laskowskiemu, że od jego systemu (15% liniowy) lepszy jest progresywny z 15 stawkami (cóż za progresja!) naliczany kolejno za każde 100 złotych. Od pierwszej setki jest jeden procent, od drugiej 2, od trzeciej 3 itd. aż to 1500 złotych, od których wzwyż pobierany jest liniowy podatek 15%. Ten system jest znacznie lepszy, bo narzuca wszystkim ludziom mniejsze obciążenie podatkowe, chociaż wydaje się być z pozoru (z pozoru!) bardziej redystrybucyjny. W imię czego mielibyśmy wszystkim ludziom podnieść podatek do równej stawki 15%? Chyba tylko w imię dziwnego (zboczonego?) pociągu do liniowości. Nie muszę dodawać, że na takiej podwyżce straciliby wszyscy, zarówno bogaci, jak i biedni. Ale jak ktoś się uprze na pusty slogan "liniowości", to ciężko go przekonać do zmiany zdania. Nieważna jest liniowość, liczy się wysokość podatku.

8. Pan Laskowki w innym artykule dopuścił się rażącej pomyłki. Pomyłka oczywiście wynika z jego wcześniejszego błędu - nie przyjęcia dobrej definicji wolnego rynku. Otóż pisze: Niezrozumienie. P. Skrzynecki pisze o swoistym "zamotaniu" w związku z moim stwierdzeniem na temat >>zakresu nieskrępowanej gry popytu i podaży<<...?Usprawiedliwia go to, że, jak przypuszczam, ma mały kontakt z prawem. A szkoda, bo gdyby na ekonomii (bez obrazy - wnioskuję po stanie wiedzy swoich znajomych z UG) porządnie >>przemielono<< taki kodeks cywilny, wiedziałby, o co mi chodziło... A o co? Prosty przykład : jeżeli dwie osoby zawierają umowę np. wywozu śmieci, to gdzie te śmieci są wywożone? Na podwórko sąsiada? Nie - na specjalne wysypisko...Tak więc strony nie mogą się prawnie umówić, że np. wywrotka wysypie odpady na następnej przecznicy, prawda? I to jest właśnie zakres tej "nieskrępowanej gry popytu i podaży"!!! Albo Pan X zamierza założyć fabrykę podeszw. Kupuje więc działkę o powierzchni 1000 m.kw. w środku osiedla domków jednorodzinnych - w sam raz na działalność. Nie rozpocznie jednak działalności, bo np. odpady i wyziewy zagrażają zdrowiu i życiu mieszkańców. Po prostu - chodzi o ochronę praw i wolności ogółu i każdej jednostki z osobna. To jest ten zakres gry popytu i podaży. Jeżeli zaś piszę o sporze, co do wspomnianego >>zakresu<< - to chodzi mi o dyskusję na temat np. handlu narkotykami, bronią. To przecież kwestie kontrowersyjne (choć jest i popyt i podaż...). Jeżeli możemy mówić o niezrozumieniu, to oczywiście Pan Laskowski jest osobą, która czegoś nie zrozumiała. Prawo popytu i podaży odnosi się do handlu czyli swobodnej gry dwóch strony przy świadczeniu sobie nawzajem usług i wymiany tytułów własności. Pada absurdalny zarzut, że gdyby "przemielono prawo...", to by Paweł Skrzynecki zrozumiał. Z pewnością, gdyby Pan Laskowski uważniej słuchał, to by zrozumiał zamiast traktować prawo popytu i podaży jak podwórkową plotkę (rzecz charakterystyczna dla relatywistów i zwolenników retoryki, a nie logiki - ponoć na prawie się uczy logiki, nie?). Jeśli A zawiera umowę z B, że ten zabije C, to na pewno nie będziemy popierać takiej sytuacji i gwarantuję, że nie popiera jej również Pan Skrzynecki. Jeśli ktoś zaśmieca komuś podwórko, to dopuszcza się inwazji na jego własność, tak samo jak osoba atakująca inną osobę. Wystarczy tylko zrozumieć, co to jest wolny rynek i nieskrępowana gra popytu i podaży z nim związana. Niestety to koliduje z wcześniejszymi wypowiedziami Pana Laskowskiego na temat "tworzenia definicji na własny użytek".

9. NAFTA ma być ciekawym pomysłem i mamy rozwijać z nią współpracę. To raczej mało prawdopodobne, bo wchodzimy do UE, która konkuruje z NAFTA. Jeśli naprawdę chcemy wolnego handlu, powinniśmy integrować się gospodarczo i z jedną i z drugą grupą państw. Pan Laskowski chce nas pchnąć tylko w stronę UE.

10. No i oczywiście nie widzę nic wspaniałego w tym, że zmienia się tak podatki, że przychody pozostają na tym samym poziomie. You call it >>obniżka podatków<<, huh?

11. Pan Laskowski "apeluje o umiar", gdy Paweł Toboła-Pertkiewicz pisał o przenoszeniu się kapitału z Francji poza granicę Unii Europejskiej (Komentarz Tygodnia z 20 stycznia 2003). Tymczasem trzeba zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze wolny rynek prowadzi do takiego przenoszenia się kapitału, że korzystają na nim wszystkie strony. We wszystkich sektorach występuje długookresowa tendencja do wyrównywania zysku długookresowego (stopa procentowa vel czasowa preferencja), co pokazał ponad 100 lat temu Eugen Bohm-Bawerk. Kapitał przenosi się odpowiednio, by uniformizować ten zysk na całym świecie. Powiedzmy, że kapitał wypłaca czynnikom produkcji 10 złotych, a sprzedaje za jakiś czas za 15. Stopa wynosi 50%. Powiedzmy, że istnieje gdzieś okazja: wypłacić czynnikom 10 złotych i zarobić 20, co się dzieje? Kapitał przechodzi do sektora, gdzie zysk jest 100%. Teraz rośnie popyt na ten sektor i rośnie cena z 10 w górę. W sektorze pierwszym popyt maleje i spada cena z 10 w dół. Do momentu aż czysty zysk dla kapitału zostanie ujednolicony w obydwu branżach. Tak też się dzieje, gdy kapitał wyprowadza się z Francji do krajów rozwijających się zwiększając dobrobyt wszystkich konsumentów i pracowników w innym kraju. Lecz jest jeszcze inny element - uciekanie kapitału przez podatki. Jeśli UE wprowadza podatki, to prowadzi do tego, że kapitał ucieka w inne miejsca, gdzie znajdzie większe zyski. Mechanizm jest taki sam, ale motywy działania zupełnie inne, bo wbrew konsumentom i dobrobytowi społeczeństwa. System podatkowy UE ewidentnie sprzyja błędnej alokacji kapitału poprzez swoje nadmierne obciążenia fiskalne. Także kapitał przenosi się z dwóch powodów: (a) działanie rynku w celu satysfakcji konsumentów (popieramy), (b) zakłócenie struktury kapitałowej przez działanie UE (nie popieramy).

12. Co do tekstu Rafała Ziemkiewicza ("Rzeczpospolita" 18-19 stycznia 2003) i komentarza Janusza Antoniego Tyszkiewicza, obawiam się, że obydwaj mają zły obraz rzeczywistości. Wydaje im się, że w UE naprawdę nie ma takich kłopotów jak w Polsce, a tymczasem są. Są pozycje skrajnie roszczeniowe, są rolnicy wypuszczający świnie na miasto, są poważne napięcia związane z imigrantami i rosnące ruchy nacjonalistyczne, są przekręty i korupcje. Tylko zaślepiona osoba powie, że wchodząc do takiej instytucji Polska rozwiąże swoje problemy. Spójrzmy prawdziwe w oczy - UE zasadniczo różni się od Polski tylko jednym: tym, że jej kraje akumulowały dłużej kapitał niż III RP. A na Rafale Ziemkiewiczu się zawiodłem, gdy przestał należeć do obozu wolnorynkowego. Stało się to, gdy zaczął patrzeć na poglądy przez pryzmat prymitywnej zasady: kto z kim? Tym sposobem jestem dla niego w tej samej paczce, co poseł Lepper, bo uważam, że prywatyzacja w Polsce jest niezłym wałkiem. Kto nie wnika głębiej, może wyciągać takie błędne wnioski. Zresztą, skoro w samych wypowiedziach RAZ, przewijają się wątki o tym, że te unijne fundusze jednak prowadzą do "rozwoju", to jak mam się ustosunkować do takiego myślenia?

Mateusz Machaj
degaulle@wp.pl
(3 luty 2003)

Skomentuj ten artykuł





Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek





Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię




Polska - UE
zbiór tekstów