kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku

Strona główna


Nie ma Polski ...

W dyskusji na temat integracji z Unią bez przerwy przewijają się pojęcia "suwerenności", "interesu narodowego", "interesu UE" itd. Niestety często się zdarza, że wchodzimy w walkę na kolektywne retoryczne hasła zamiast rozwalić rozmaite pojęcia w zarodku.

Jedno z głównych haseł zwolenników wejścia do Unii to twierdzenie: "W interesie Polski leży wejście do UE; Polska na nim skorzysta i będzie mogła lepiej realizować swoją suwerenność". Wyostrzmy zatem indywidualistyczny nóż i rozetnijmy doszczętnie te puste hasła.

Po pierwsze: nie ma czegoś takiego jak "Polska". Są ludzie zamieszkujący Polskę, którzy organizują ład społeczno-gospodarczy. Po drugie: nie ma czegoś takiego jak "interes Polski". Są interesy czterdziestu milionów ludzi, żyjących na terenie Polski. Po trzecie: nie ma czegoś takiego jak "suwerenność Polski" - jest tylko suwerenność mieszkańców Polski. Konsekwencją metodologicznego indywidualizmu jest odrzucenie tytułowych pojęć (jako samych w sobie), a raczej precyzyjne ich wyjaśnienie, co umożliwi nam rozwikłanie raz na zawsze zagadki Unii Europejskiej.

Na marginesie warto zwrócić uwagę na to, że nie ma czegoś takiego jak "firma". Są ludzie, którzy zajmują się tworzeniem firmy. Dlatego też CIT jest klasycznym przykładem podwójnego opodatkowania, gdyż zanim dywidendy trafią do kieszeni tych, którym się to należy, zostaną jeszcze objęte podatkiem od osób prawnych. Analogicznie nie ma takiego tworu jak "państwo". To nie "państwo" pobiera podatki od ludzi. Pobierają je ludzie z urzędu skarbowego na wniosek ludzi z Warszawy, którzy wprowadzają prawo, jakie ma na celu konfiskowanie własności obywateli.

Jak zatem należy rozumieć "suwerenność"? Pojęcie to może się odnosić do jednostki, a nie do tworu, który jest tylko nazwą na zgrupowanie rozmaitych jednostek. Suwerenność jednostki A oznacza, że jest ona "właścicielem" swojej osoby i swojego życia. Jednostka A może demonstrować swoją suwerenność poprzez wykorzystanie swoich umiejętności i talentów np. przez świadczenie usług innym. Może też zawłaszczyć rzecz niczyją i poprzez zmieszanie jej ze swoją pracą stworzyć "własność", w całości należącą do niego. Co jeśli pojawia się jednostka B? Cóż - jest tak samo suwerenna jak jednostka A. "Posiada" samą siebie i może świadczyć innym usługi lub zajmować tereny niczyje. Jak widać uniwersalność tej etyki jest nie do podważenia. Jeśli ktokolwiek wdaje się w dyskusję na jej temat i próbuje podważać jej tezy, to zaprzecza w ten sposób samemu sobie. Bowiem, żeby dyskutować trzeba być właścicielem siebie i trzeba okupować określony kawałek ziemi. W tym momencie żegnamy wszelkie egalitarne doktryny, obojętnie czy Rawsla, Marxa czy profesor Szyszkowskiej (bowiem niemożliwa jest już sprawiedliwa dystrybucja dóbr, skoro wyżej wymienieni socjaliści już uniemożliwiają innym osobom dostęp do kawałka ziemi, na jakim stoją). Wszyscy ludzie są niezależnymi, suwerennymi jednostkami, a podważenie tego faktu to wprowadzenie podziału na "nadludzi" i niewolników (co automatycznie eliminuje uniwersalność, a więc i etykę).

Każdy suwerenny człowiek działa, przez co realizuje swój własny interes. Czy oznacza to, że całe społeczeństwo jest zatomizowane i niemożliwa jest kooperacja? Oczywiście, że nie. Wolność każdej jednostki pozwala jej na zawieranie umów, na które dobrowolnie zgodzi się druga strona. Na przykład, mam prawo sprowadzić sobie przepyszne banany z Kostaryki, jeśli znajdę chętnego sprzedawcę, który zechce zaakceptować cenę, jaką mu oferuję (wiem, czepiłem się tych bananów, ale one są naprawdę smaczne!). Po drodze może być wiele pośredników. Jednakże zasadnicza rzecz, jaką należy zapamiętać, to dobrowolność, na której opiera się całość łańcucha gospodarczego. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, wobec czego realizowane są, używając słów Bastiata, harmonijnie interesy wszystkich stron transakcji. Jeśli A i B zawiążą razem spółkę AB, to jest ona "suwerenna", ale w tym sensie, że osoby ją tworzące zgodziły się dobrowolnie na uczestniczenie w tym przedsięwzięciu.

Oczywiście nie wszystkie działania ludzi szanują suwerenność innych. Instytucja przymusu, zwana "państwem", opiera się na władzy wybranych osób, które są "nadludźmi". Mają większe prawa aniżeli pozostała część społeczeństwa. Mogą dowoli naruszać wolność osób i narzucać na nich niewolnicze obowiązki (pobór do wojska, rejestracje, meldowanie się). Mogą przejmować siłą ich własność ("fiskalna i pieniężna polityka państwa"), a także ograniczać możliwości demonstrowania przez nich suwerenności (np. zakaz handlu narkotykami, bananami itd.). Zdecydowanie taka "spółka" AB, gdzie B jest wyzyskiwane przez A, nie jest "suwerenna", gdyż opiera się na ataku na suwerenność B. Obojętnie, czy podmiotem A będzie Unia Europejska czy III RP - i tak nonsensem jest mówienie w takiej sytuacji o suwerenności B. Inaczej doszlibyśmy do absurdalnej konkluzji, że mieszkańcy Niemiec wymordowani przez Hiltera demonstrowali swoją suwerenność.

Po wyjaśnieniu sobie tych trywialnych prawd, opowiedzmy się jednoznacznie za jak największą suwerennością, i jak najlepszym interesem Polski. Po pierwsze wszyscy ludzie powinni otrzymać suwerenność i niezależność. Suwerenność Polaków powinna wyrażać się tym, że nikt nie dokonuje inwazji na ich wolność i własność. Nikt, ani celnik Polski, ani urzędnik unijny, nie może zabraniać mi kupowania bananów z Kostaryki. Po drugie, co się wiąże z powyższym, dzięki temu każdy realizuje swój interes, który współgra z interesami innych ludzi. Tak rozumiany wolny rynek maksymalizuje użyteczność wszystkich uczestników. Toteż wyrazem suwerenności i najlepszego interesu dla Polski jest zaadaptowanie wolnorynkowych zasad. Każde zaprzeczenie wolnego rynku jest zaprzeczeniem suwerenności Polaków i realizacji ich najlepszego interesu.

Co ma do tego Unia Europejska? Nie ma nic. Jeśli jakiś Polak chce integracji z UE, proszę bardzo nikt mu nie broni. Rafał Ziemkiewicz, Donald Tusk, Janusz Lewandowski - serdecznie zapraszamy. Każdy z Was panowie może wejść do Unii (albo próbować wejść). Przyjąć jej prawo, regulacje, opodatkować się na jej rzecz. Ale pozostawmy wybór innym jednostkom, które chcą samemu demonstrować swoją suwerenność i na przykład jak stary przyzwoity amerykański paleokonserwatysta ogłosić secesję. Jeśli właściciel fabryki nie ma ochoty wprowadzać przepisów unijnych, so be it! Jeśli ktoś nie chce płacić VAT do Brukseli, niech i tak będzie. Jeśli ktoś chce handlować z Rosją, nikt mu nie broni. Libertas est inaestimabilis! W ten sposób zostają rozwiązane wszelkie problemy. Ja mogę sobie sprowadzać moje ulubione banany, Janusz Korwin-Mikke może zatrzymać całość swojego dochodu w kieszeni, a Pan Rafał może odprowadzać część swoich zarobków na rzecz unijnej biurokracji. I wilk syty, i owca cała, czyż nie?

Mateusz Machaj
degaulle@wp.pl

(22 kwietnia 2003)

Skomentuj ten artykuł





Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię




Polska - UE
zbiór tekstów