kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku

Strona główna


Referendum akcesyjne:
zanim podejmiemy decyzję...



Pierwszy etap dyskusji na temat ewentualnego przystąpienia Polski do Unii Europejskiej toczonej od wielu miesięcy na łamach "Strony Prokapitalistycznej" zbliża się powoli do końca. 7 i 8 czerwca 2003 roku Polacy zadecydują, czy chcą, by ich kraj stał się częścią UE, czy też wybiorą państwową suwerenność i możliwość samodzielnego decydowania o losach swojej Ojczyzny, w tym o kierunku jaki obierze gospodarka.

Sytuacja w Polsce nie jest dobra. Mimo że od początków tzw. transformacji ustrojowej mija już 14 lat wydaje się, że znaczna część tego czasu została, w kilku przynajmniej aspektach, zmarnowana. Jednym z nich jest bez wątpienia aspekt ekonomiczny. Dobry start przemian, charakteryzujący się dynamicznym rozwojem przedsiębiorczości na początku lat 90-tych mamy już za sobą. "Im głębiej w las tym więcej drzew" - można by w skrócie powiedzieć. Każda kolejna kadencja sejmu cechowała się produkcją coraz to większej liczby aktów prawnych, niekoniecznie sprzyjających wolności gospodarczej. Stopniowy spadek tempa rozwoju doprowadził do tego, że dziś wynosi on niespełna jeden procent. Od lat polskie prawo dostosowywane jest do unijnego, co zapewne też nie pozostaje bez wpływu na stan naszej gospodarki, zważywszy na to, że sama Unia znajduje się na skraju gospodarczej zapaści. Przyjmowanie regulacji prawnych od państw znajdujących się na skraju recesji trudno uznać za dobry pomysł. Poza tym, na gardłach podatników coraz bardziej zaciska się podatkowa pętla, a to ani trochę nie pomaga polskim przedsiębiorcom w odbiciu się od dna.

Czy dla kraju, doprowadzonego przez polityków, a także - co tu dużo mówić - wybierające ich do władzy społeczeństwo, niemalże do bankructwa Unia Europejska jest rzeczywiście najlepszym wyjściem? Z jednej strony otwiera się przed Polską perspektywa kontynentu bez granic, bez ceł, z możliwością osiedlania się - za kilka lat - w dowolnej części Europy, na zachód od Odry. Z drugiej jednak strony - kierunek jaki powoli, acz konsekwentnie obierać zaczyna Unia Europejska zmusza do zadania pytania, czym się to wszystko może skończyć? Najbardziej chyba kompleksowej odpowiedzi na to pytanie udzielił na naszych łamach były sowiecki dysydent, Władimir Bukowski w artykule Unia Europejska jak Związek Sowiecki. Niektóre wątki wypowiedzi Bukowskiego mogą się wydawać wręcz niewiarygodne... Zważywszy jednak na to, że pochodzą one z ust człowieka, który wie, jak rodził się totalitaryzm i na własnej skórze odczuł, czym on pachnie, nie można przejść obok nich obojętnie.

"Strona Prokapitalistyczna" udostępniła swoje łamy zarówno zwolennikom przystąpienia Polski do Unii Europejskiej jak i przeciwnikom integracji. Proporcje w ilości tekstów przemawiają - w końcowym bilansie - na rzecz tych, którzy w zbliżającym się referendum zagłosują na "NIE". Jak jednak zagłosuje społeczeństwo tego nie wiedzą chyba nawet najzagorzalsi euro-entuzjaści. Gdyby byli oni pewni wyniku nie podejmowaliby w ostatnich tygodniach działań, które - ich zdaniem - prawdopodobieństwo wystąpienia korzystnego dla nich rezultatu mają zwiększyć (np. rozciągnięcie referendum na dwa dni).

Za sprawą aktywności publicystycznej naszych stałych Autorów oraz olbrzymiej inwencji wielu Czytelników, którzy, przez te miesiące odkąd na "Stronie Prokapitalistycznej" toczy się dyskusja o UE, objawili swój publicystyczny talent, staraliśmy się dostarczyć maksimum informacji na temat tego, co już wkrótce może się wydarzyć, choć zdajemy sobie sprawę, że być może nie wszyscy zostali usatysfakcjonowani.

W zbiorze artykułów znalazły się także wypowiedzi znanych publicystów, takich chociażby jak Stanisław Michalkiewicz, czy Janusz Korwin-Mikke. Do niezwykle ważnych zaliczyć także należy wypowiedź Carla Beddermanna, byłego niemieckiego urzędnika unijnego, który postanowił przybliżyć Polakom kulisy funkcjonowania Unii Europejskiej, przestrzegając przed wchodzeniem w jej szeregi.

Wielokrotnie spotkałem się z głosami, że przedstawiona przez Stanisława Michalkiewicza w artykule Czym jest Unia Europejska? diagnoza dotycząca przyszłych losów Ziem Odzyskanych i niemieckiego zagrożenia jest mocno przesadzona. Tymczasem została ona do pewnego stopnia potwierdzona przez samą "Gazetę Wyborczą", której o eurosceptycyzm podejrzewać raczej nie podobna. W wydaniu z 2 czerwca br. w artykule Marzenny Guz-Vetter "Polska w UE: władze państwowe lekceważą granice zachodnie" ( www1.gazeta.pl/ue/1,36136,1507874.html ) przeczytać można, że decyzją Brukseli, o tym, jak rozdysponowywane będą fundusze strukturalne dla polskich Ziem Zachodnich decydować będą nie Polacy, ale Niemcy. W ostatnim zdaniu artykułu autorka nie kryje swojego niepokoju: "Pozostawienie transgranicznej współpracy Interreg żywiołowi doraźnych decyzji i wewnętrznych sporów oraz pozbawienie samorządów odpowiednich funduszy i prawa głosu może sprawić, że po wejściu Polski do Unii w województwach zachodnich będą realizowane w znacznym stopniu cele niemieckiej polityki regionalnej" Cóż, łatwo jest się oczywiście wyśmiewać z "czarnowidztwa" niektórych publicystów zamieszczających swoje artykuły na "Stronie Prokapitalistycznej", niemniej już teraz widać, że jeszcze niejeden kubeł zimnej wody zostanie na Polaków wylany zanim zdołają się wreszcie otrząsnąć z głębokiego snu.

Zwolenników wolnego rynku niepokoić musi w Unii Europejskiej przede wszystkim coraz bardziej odczuwalny rozwój etatyzmu i dążenie przez brukselską elitę do obejmowania jak największej ilości dziedzin ludzkiego życia przeróżnymi regulacjami. Dotyczy to także gospodarki. Trudno pojąć, mając doświadczenie życia w komunizmie, jak Bruksela wyobraża sobie sterowanie procesami gospodarczymi w poszczególnych państwach członkowskich Unii, z centrali. Pachnie to na odległość socjalizmem, a każdy socjalizm - jak wiadomo - prowadzi wcześniej czy później do zamordyzmu. Bo jeśli - przykładowo - polscy rolnicy nie zechcą dostosować się do narzucanych przez unijnych biurokratów limitów w produkcji mleka i zaczną je przekraczać, bo tego będzie od nich oczekiwał rynek, co wówczas zrobi Unia? Siłą spacyfikuje wieś? Czy euroentuzjaści zadają sobie w ogóle takie pytania? A może wcale ich to nie obchodzi... Zawodowi politycy liczą bowiem przede wszystkim na intratne posady w unijnych instytucjach, zwykli ludzie zaś ulegają prounijnej propagandzie, której siła - o czym przekonałem się nie raz - jest przepotężna, nie zdając sobie zupełnie sprawy z potencjalnych zagrożeń.

Dyskusja na temat "Polska - UE" jaka toczy się na "Stronie Prokapitalistycznej" to także reakcja na postawę większości polskich mediów, które ludzi, wyrażających wobec Unii najmniejsze nawet obawy, skazały z góry na niebyt. Skromne możliwości jakimi dysponuje nasza witryna nie stwarzają oczywiście szansy na to, by móc rywalizować z ilością propagandy jaka wylewa się każdego dnia z gazet i telewizora. Półtora roku temu pozwoliłem sobie na żart kończąc artykuł Rzeczywistość serialowa a proza życia" następująco: "Nie chcę krakać, ale nie zdziwcie się Państwo, jak w którymś z odcinków "Klanu", na Wigilii u Lubiczów zjawi się komisarz ds. rozszerzenia Unii Europejskiej Guenter Verheigen, by po wspólnym odśpiewaniu "Lulajże Jezuniu", przystąpić do tłumaczenia dlaczego Polacy w przyszłorocznym referendum powinni powiedzieć "Tak"." Teraz okazuje się, że ów żart okazał się rzeczywistością. Co prawda komisarz Verheugen nie pojawił się - o ile mi wiadomo - w żadnym serialu, niemniej od kilku tygodni jego duch krąży w każdym z nich. Wątki unijne, prymitywnie, ale konsekwentnie wplatane są w losy bohaterów "Klanu", ">>M<< jak miłość", Złotopolskich" czy "Na dobre i na złe" - jak za dawnych "dobrych" lat Polski Ludowej, gdzie "sztuki" zaangażowanej również nie brakowało. Czyżby był to zwiastun zapowiadający powolne materializowanie się wizji Władimira Bukowskiego? Przesłanie "Strony Prokapitalistycznej" kierowane jest do myślącej elity, która z kolei powinna zarażać nim tych wszystkich, którym zależy na pomyślnym rozwoju naszego kraju. Głównie w ten sposób możemy dotrzeć do ludzi. To dzięki "Stronie Prokapitalistycznej", z wystąpieniem Władimira Bukowskiego mogli się zapoznać m.in. czytelnicy tygodników: "Najwyższy Czas!", "Nasza Polska", "Żródło", "Głos" oraz miesięcznika Prawica Razem i kwartalnika "Antyk". To dzięki nam dotarło ono do wielu tysięcy ludzi w Polsce i na całym świecie.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o ważnym przesłaniu ks. Roberta A. Sirico. W artykule Iluzja zjednoczenia, nawiązując do znanego z katolickiej nauki społecznej, ale i z unijnego Traktatu z Maastricht, pojęcia subsydiarności, wykazuje on, jak daleko Unia Europejska zaczyna odchodzić od własnych zasad. Coraz większa centralizacja polityczna w zarządzaniu UE nie jest - zdaniem ks. Sirico - właściwą odpowiedzią na niszczący nacjonalizm z pierwszej połowy oraz z końca XX wieku. To - według niego - droga donikąd, która, nie dość, że z subsydiarnością nie ma nic wspólnego to jeszcze doprowadzić może do wstrząsów społecznych, które zakończą się burzliwym upadkiem Unii Europejskiej. Ksiądz Sirico dostrzega jednak nadzieje dla Europy, pod warunkiem, że przy jej jednoczeniu się zastosowane zostaną właściwe środki: (...) są nimi wszystkie te instytucje, które tak bardzo ekscytowały liberałów XVIII i XIX wieku: wzajemnie korzystna wymiana handlowa, wymiana kulturowa, wolność migracji i wolny przepływ idei. Wszystko to jest możliwe do osiągnięcia i to bez ciągłej interwencji ze strony Unii Europejskiej..."

* * *

Przed Polską ważna decyzja. Jestem przekonany, że ci, którzy za wszelką cenę chcą wprowadzić nasz kraj do Unii Europejskiej nie zawahają się przed działaniami, które będą miały na celu "pomóc" wynikowi referendum. Natomiast ci, którzy sprzeciwiają się akcesji muszą wiedzieć, że jest tylko jeden sposób na to, by wygrać referendum: trzeba na nie iść (najlepiej drugiego dnia) i zagłosować na "NIE". Jedynym sposobem na to, by Polska pozostała krajem suwerennym i by samodzielnie mogła kształtować swoją politykę, zarówno wewnętrzną, zagraniczną, jak i gospodarczą (oby w stronę wolnego rynku) jest ważne referendum, zakończone odrzuceniem przez Polaków akcesji do UE. Każdy inny wariant to przegrana.

Mam nadzieję, że "Strona Prokapitalistyczna" choć w niewielkim stopniu przyczyniła się do tego, by jej stałym i wiernym Czytelnikom (których wciąż przybywa!), a także ludziom, którzy często nas odwiedzają, mimo że nie zawsze zgadzają się z naszym ideowym przesłaniem, ułatwić podjęcie w referendum właściwej decyzji. Niezależnie od jego wyniku łamy "Strony Prokapitalistycznej" są cały czas otwarte na dyskusję o Polsce, o jej przyszłości, o szansach, nadziejach... Tzn. o tym wszystkim, co legło u podstaw powołania 19 marca 2001 roku naszej witryny do życia.

Paweł Sztąberek
Strona Prokapitalistyczna

(5 czerwca 2003)

Skomentuj ten artykuł






Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię




Polska - UE
zbiór tekstów