Strona główna


36 powodów, dla których
zagłosuję przeciwko UE

Oto argumenty przemawiające przeciwko wstąpieniu naszego kraju do Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej




  • znaczny wzrost i tak rozrośniętej już ponad miarę, skorumpowanej biurokracji.

  • stanie się członkiem organizacji stosującej "terror prawny" - w UE stale następuje dalszy wzrost liczby bzdurnych przepisów regulujących każdą sferę życia - hamujący przedsiębiorczość, zabijający inicjatywę, rodzący strach w stosunkach międzyludzkich (już dziś żartuje się, że strach się odezwać do własnego dziecka bez obecności adwokata) oraz działalności gospodarczej - ponieważ nie można jej już prowadzić, nie łamiąc żadnego przepisu, na każdego można znaleźć "haka", co automatycznie uzależnia cały świat gospodarczy od władzy na każdym szczeblu - co stanowi znakomite źródło zachowań korupcyjnych i mafijnych - każdy kto podpadnie władzy może zostać przez tę władzę zniszczony - i przeciwnie - tylko będąc w dobrych układach z władzą ($$$$$$$) można nie oglądać się na bezsensowne bariery prawne i w pełni rozwinąć skrzydła. Jest to jeden z najważniejszych problemów dla rozwoju gospodarczego w XXI wieku, a nasze przystąpienie do Unii tylko ten proces przyspiesza. W Unii Europejskiej, ogarniętej unifikacyjną manią, jednostka i jej przyrodzone prawa poddawane są systematycznym ograniczeniom w imię wydumanego technokratycznego projektu tworzenia jednego państwa. Takich jak np. tysiące urzędniczych rozporządzeń, dyrektyw i zarządzeń regulujących prowadzenie działalności gospodarczej - do końca 2002 r. Polska musi przyjąć łącznie ok. 9,5 tys. norm dla przedsiębiorców, a i tak każdego roku w Unii powstają nowe normy. Dziś nawet próba kreowania własnej polityki gospodarczej przez poszczególne kraje "Piętnastki" - w ramach coraz bardziej zaciskającej się pętli lewicowych ograniczeń narzuconych przez Komisję Europejską - postrzegana jest jako niedopuszczalna apostazja.

  • przyjęcie przez nasz kraj systemu określanego jako quasi-socjalizm (system równo dzielący wytworzony wcześniej dobrobyt, ale uniemożliwiający dojście do niego własnymi siłami - rozwiązania prawne nastawione na dzielenie dobrobytu, a nie wytworzenie nowego) i zahamowanie sobie drogi przez nasz kraj do stworzenia konkurencyjnej silnej gospodarki wolnorynkowej; bzdurne limity produkcyjne hamujące konkurencję i przedsiębiorczość. W Wielkiej Brytanii co rusz podnosi się temat opuszczenia objęć lewicowej Brukseli i przystąpienia do NAFT-y (Północnoamerykańskie Porozumienie o Wolnym Handlu: USA, Kanada, Meksyk). Przemawiają za tym fakty. W krajach NAFT-y tempo tworzenia nowych miejsc pracy wynosi kilkanaście procent, w UE nie przekracza 3 proc. Średni wzrost PKB (w 1999 r.) na głowę obywatela jest o 20 proc. wyższy w krajach NAFT-y niż w UE. NAFTA jest o wiele bardziej otwarta na współpracę ze światem niż UE - 60 proc. importu pochodzi spoza krajów zrzeszonych w strefie północnoamerykańskiej, Unia się natomiast zamyka i dopuszcza tylko 37 proc. towarów z zewnątrz. Plany przywódców państw "Piętnastki" to jedno, a życie to drugie. Na szczycie w Lizbonie (marzec 2000 r.) obwieszczono założenie, że do 2010 r. gospodarka Unii Europejskiej stanie się najbardziej konkurencyjna i dynamiczna na świecie. Od tego czasu minęły ponad dwa lata, lecz dystans między USA a UE nie tylko się nie zmniejszył, ale jeszcze uległ zwiększeniu. Według danych Komisji Europejskiej (2002 r.) "Piętnastka" przegrywa: pod względem siły nabywczej pieniądza (65,1 proc. dolara), ma znacznie większe bezrobocie (USA - 4 proc., UE - 9 proc.), dusi swoich obywateli większymi podatkami, wydajność pracy mieszkańca Unii jest zdecydowanie mniejsza (72,2 proc. wydajności przeciętnego obywatela USA), a w wypracowywanie bogactwa zaangażowanych jest mniej (o prawie 25 proc.) osób w tzw. wieku produkcyjnym. Cel wyznaczony przez eurokratów ponad dwa lata temu w Lizbonie, by dorównać i przegonić gospodarczo Stany Zjednoczone, jest coraz bardziej odległy. Metodami rodem z socjalizmu i biurokratycznymi dekretami osiągnąć go przecież nie można... Warto zauważyć, że wydatki budżetowe UE (45,1 proc. PKB) są znacznie większe niż USA (32,3 proc. PKB). O ile Ameryka w rozwoju ekonomicznym wciąż kładzie większy nacisk na inicjatywę, kreatywność, zdolności własnych obywateli, o tyle w Unii rolę pobudzania gospodarki w dużym stopniu pełnią brukselscy biurokraci, którzy - jak przystało na urzędników - działają mniej energicznie i mniej elastycznie oraz mają więcej okazji do malwersowania pieniędzy publicznych. W związku z większymi zarobkami i możliwościami rozwoju do Ameryki wciąż wyjeżdżają mieszkańcy Starego Kontynentu z krajów "Piętnastki". Zresztą rynek Stanów Zjednoczonych jest pod tym względem niezwykle chłonny. Potrafi przyjąć ogromną ilość imigrantów np. z krajów latynoskich, którzy nie dość, że funkcjonują na tamtejszym rynku i wypracowują bogactwo USA, to jeszcze szybciej (niż socjalizowani imigranci w krajach UE) integrują się ze społeczeństwem.

  • utrata ZŁOTEGO na rzecz EURO (mimo że zupełnie zbędna - wystarczyłoby wprowadzenie dwuwalutowości - rodzime waluty na terenie poszczególnych krajów i EURO na terenie całej Unii przy sztywnym powiązaniu wszystkich walut z EURO). Poza tym wprowadzenie EURO na razie nie spełniło nadziei pokładanych w nim przez eurotomanów.

  • postępujące skostnienie struktur Unii - coraz wolniejsze i coraz słabsze odpowiadanie na nowe wyzwania i zmiany zachodzące w otaczającym świecie (dowodem na skostnienie struktur są zarówno problemy z reformą wewnętrzną Unii, jak i trudności w jej rozszerzeniu na Europę Wschodnią). Efektem będzie coraz większe odstawanie od wymagań współczesnego świata (podobny proces zachodził w PRL i wynikał z niereformowalności systemu gospodarczego zbudowanego na komunistycznej utopii ideologicznej - w efekcie system runął, a Polska w większości dziedzin notowała 30-40 letnie zapóźnienia w stosunku do reszty Europy).

  • pozostawanie w "poczekalni" - zbyt wczesne przyjęcie unijnych rozwiązań prawnych i administracyjnych i ponoszenie związanych z tym kosztów (gdyż siłą rzeczy nie mogą to być rozwiązania w 100% wynikające z polskich interesów, a znacznie późniejsze przyjęcie do Unii i osiągnięcie z tego jakichś ewentualnych korzyści.

  • upadek mnóstwa przedsiębiorstw, które nie będą w stanie spełnić wszystkich unijnych norm jakościowych, bardzo często gorszych niż nasze normy; również certyfikacyjnych (CE); (np. padnie bardo dobry polski przemysł zajmujący się produkcją urządzeń chirurgicznych, ponieważ...zapomniano o nim w prowadzonych negocjacjach ; a więc kolejnych kilkaset ludzi straci pracę w imię jakiejś nieokreślonej idei).

  • upadek przedsiębiorstw, które nie będą w stanie sprostać zaostrzonej międzynarodowej konkurencji (gorsze technologie, gorszy know-how, gorsze kadry, krótsze finansowanie, słabsze wsparcie ze strony rządowej - konieczność konkurowania z produktami silnie wspieranymi przez lokalne rządy [np. dopłaty do rolnictwa w niektórych krajach Unii sięgają 70%) ; oczywiście poza wsparciem za strony rządów krajowych, zachodni rolnicy są również wspierani przez UE ( naszym rolnikom proponuje się max 40% tego co mają ich zachodni koledzy przez 3 lata, i 10 letni okres dochodzenia do pełnych dopłat przy pełnej składce płaconej przez nasz kraj do unijnej kasy!!! Łamie to podstawową zasadę traktatów rzymskich mówiącą o równości konkurencji na unijnym rynku.

  • utrata pełnego wpływu na rozwiązania wewnętrzne - społeczne i polityczne, a zatem ich nieadekwatność do naszych partykularnych potrzeb. Należy pamiętać, że UE z modelu państw narodowych coraz wyraźniej zmierza w kierunku super państwa, gdzie rola rządów i parlamentów krajowych będzie wtórna w stosunku do Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Oznacza to, że np. to Parlament Europejski nakaże wprowadzić aborcję jako usługę medyczną dla kobiet, zadecyduje za nas jaka ma być stawka podatkowa, itp.

  • trzeba mieć świadomość, że nawet przy najlepszych wynegocjowanych warunkach nigdy nie będzie tak, że wszyscy zyskają na wejściu do Unii - jak bardzo by nie było korzystne nasze wejście (a patrząc na sposób, w jaki się nas traktuje w interesach, wcale się na to nie zanosi), zawsze pozostaną całe grupy i środowiska, które na wejściu do Unii stracą.

  • pozwolenie na mieszanie się Unii w nasze sprawy wewnętrzne ; polityczne (przykład: Austria - afera z austriackim politykiem Jorgiem Haiderem), oraz ekonomiczne, np. ostatnio Komisja Europejska skrytykowała Irlandię za to, że przyciąga zbyt dużo inwestycji zagranicznych, ma zbyt niskie podatki i zbyt konkurencyjną gospodarkę w stosunku do innych państw członkowskich!!!; Przeciwko unijnej standaryzacji europodatku od osób prawnych najgłośniej protestuje Irlandzka Konfederacja Przedsiębiorców i Pracodawców. Na "zielonej wyspie" istnieje najniższy ze wszystkich krajów "Piętnastki" podatek od firm - wynosi 10 proc. Następne w kolejce są Niemcy (25 proc.), Szwecja (28 proc.), Finlandia (29 proc.), a dalej Dania, Luksemburg i Wielka Brytania (po 30 proc.). Obniżka podatków w katolickiej Irlandii zaowocowała w ciągu ostatnich lat niebywałym wzrostem gospodarczym. Rynek tego kraju stał się bardzo atrakcyjny dla inwestorów. Kiedy w rekordowym 2000 r. PKB Irlandii wynosiło ponad 11 proc., to w całej UE sięgało powyżej 3 proc., a np. w Hiszpanii - 4 proc. (podatek od firm: 35 proc.). Nic dziwnego, że typowo lewicowe zabiegi podatkowej unifikacji budzą sprzeciw irlandzkich przedsiębiorców. Oni doskonale wiedzą, czym się skończy proces podatkowej standaryzacji w wykonaniu Komisji Europejskiej. Irlandia straci na atrakcyjności, będzie musiała podnieść podatki. A na pewno nie skończy się na podatku od firm. W kolejce stoją podatki dochodowe od osób fizycznych i inne. Tym bardziej że rok po szczycie w Lizbonie, który zapowiadał gospodarczą gonitwę za Stanami Zjednoczonymi, Komisja Europejska w informacji COM (2001) 582 uznała, iż istnienie piętnastu różnych systemów podatkowych utrudnia realizację tego ambitnego zadania.

  • znaczne wydłużenie czasu podejmowania decyzji (który w Polsce jest już i tak niesamowicie długi).

  • zastąpienie mechanizmów wolnorynkowych mechanizmami negocjacyjno-biurokratycznymi o charakterze politycznej gry interesów i wpływów.

  • utrata pewnej części znaków handlowych i towarowych przywłaszczonych jeszcze za czasów zimnej wojny i początków kapitalizmu.

  • faktyczne zamknięcie wschodniej granicy naszego kraju, czyli pogorszenie naszej wymiany handlowej oraz pogorszenie stosunków dwustronnych ze wschodnimi sąsiadami.

  • utrzymywanie ponadnarodowych struktur administracyjnych o bardzo wątłym "patriotyzmie europejskim", słabo kontrolowanych i słabo związanych pełnioną misja publiczną - w efekcie podatnych na korupcję, dalszą samo-rozbudowę itp. procesy degeneracyjne.

  • zwiększenie napięć wewnętrznych (wewnątrz Unii) w sytuacji kryzysu o charakterze ogólnym (przykłady : rozpad Jugosławii, Związku Sowieckiego, Wielki Kryzys 1929-33) ; Przy takiej liczbie ściśle ze sobą powiązanych członków napięcia są nieuniknione. Pamiętajmy, że w najbliższych latach planowane jest przyjęcie do Unii obok Bułgarii i Rumunii również Turcji, a w dalszych planach również Izraela, Algieri i Maroka!!! Należy pamiętać, ze historia nie zna przykładu super-państwa, które osiągnęłoby sukces a nie byłoby oparte na wartościach moralnych, a Unia Europejska to chaos nie tylko gospodarczy ale także moralny). Historia pokazuje, że niezależne państwa narodowe współpracujące ze sobą w warunkach demokracji i wolnej konkurencji to najlepsze rozwiązanie.

  • nie tylko przywilej, ale i przymus zarobkowej emigracji (zwłaszcza po przyjęciu następnych, jeszcze biedniejszych kandydatów do UE).

  • konieczność zaakceptowania wielonarodowego charakteru społeczeństwa oraz zatrudnienia w przedsiębiorstwach, jak również międzynarodowej konkurencji o pracę.

  • znacznie zwiększona podatność na aktywne działania służb specjalnych państw trzecich, w szczególności muzułmańskich (wywiad gospodarczy, prowokacje polityczne, sztuczne generowanie wewnętrznych napięć; manipulowanie opinią publiczną, np. poprzez kreowanie wydarzeń na tle narodowościowym).

  • psychicznie bardzo nieprzyjemne (i często demobilizujące) poczucie "biednego krewnego" oraz członka drugiej kategorii, lub jak niektórzy komentatorzy polityczni twierdzą - czwartej kategorii.

  • konieczność rezygnacji z narodowego charakteru kultury na rzecz akceptacji różnych nurtów kulturowych powstałych na bazie różnych narodów i religii - konieczność dostosowania się do wymagań społeczeństwa wielo-kulturowego, wymagająca np. samoograniczania niektórych zachowań społecznych. To nastąpi niewątpliwie z całą ostrością po przyjęciu Turcji i państw afrykańskich.

  • przyspieszony stopniowy zanik kultur lokalnych (na terenach atrakcyjnych turystycznie ograniczony do wykształcenia kultury Cepelii - nastawionej na obsługę ruchu turystycznego).

  • słabnięcie motywacji patriotycznej w działalności publicznej i wypieranie jej przez cyniczny technokratyzm.

  • ułatwiony przepływ działalności przestępczej (wciąż znacząco wyższej w krajach UE niż u nas).

  • pogorszenie stosunków z krajami tradycyjnie niechętnymi "kulturze Zachodu" (Iran, Irak, Libia, etc.) oraz objęcie Polski działaniami terrorystycznymi środowisk walczących z "Zachodem" (np. islamscy fundamentaliści, niektóre sekty religijne, itp.).

  • zwiększenie liczby przestępstw na tle narodowościowym.

  • wejście w obcą nam cywilizację nie-chrześcijańską, "bizantyńsko-ahumanistyczną" skłonną tolerować i popierać takie zjawiska jak: eutanazja, zabijanie dzieci nie narodzonych, małżeństwa osób tej samej płci (Jeśli Polska wejdzie do UE będzie musiała zmienić definicję rodziny, tak aby obejmowała również związki homoseksualne), legalizacja narkotyków, itp. Obecnie UE nie może nam narzucić tolerowania tych zjawisk, ale po bardzo prawdopodobnej zmianie punktu ciężkości z unii państw-narodów na super-państwo z ograniczoną rolą parlamentów i rządów krajowych będzie to jak najbardziej możliwe.

  • utorowanie drogi do doskonale płatnych brukselskich i warszawskich posad (średnia pensja to 15.000 euro, oznacza to całkowite odcięcie tych ludzi od naszego, zubożałego społeczeństwa) postkomunistycznym miernotom, agentom którzy obecnie negocjują nasze warunki, ich rodzinom i kolesiom (większość stanowisk politycznych po ewentualnej akcesji obsadzana będzie według ściśle politycznego klucza, bez konkursów). Ludzi ci, uformowani w czasach socjalizmu będą poddańczo realizować interesy Brukseli, nie nasze narodowe. Tak jak wcześniej (oni lub ich rodzice) służyli Związkowi Radzieckiemu tak teraz będą służyć brukselskim towarzyszom i bez zmrużenia oka będą wdrażać w naszym kraju, głupie, anty-rynkowe i anty-społeczne dyrektywy.

  • wzrost zachorowań ludności RP; przymusowe odchodzenie od naturalnego rolnictwa wytwórczego na rzecz modelu rolnictwa przemysłowego (nieważna jakość tylko cena, nieważne zdrowie konsumenta, ważny mój zysk) oraz przyjęcie przez nasz kraj norm żywnościowych znacznie mniej restrykcyjnych od naszych, żywność nieznacznie zmodyfikowana genetycznie nie będzie musiała być znakowana. Unia Europejska dopuszcza do składników żywności wiele produktów uznanych w naszym kraju za rakotwórcze (np. barwniki do dżemów to jeden z tysięcy przykładów). W Holandii, najbardziej uprzemysłowionym rolniczo kraju UE w ciągu ostatnich dwudziestu lat, nastąpił drastyczny wzrost liczby ludzi chorych na otyłość, nowotwory i inne choroby układu pokarmowego, również nieograniczone kupowanie naszej nie zniszczonej chemią w przeciwieństwie do innych krajów UE ziemi rolniczej przez holenderskich rolników, spowoduje jej degradację (nawożenie azotanami, gigantyczne ilości wapna które już teraz są wysypywane na pola kupione przez Holendrów co nie nastraja zbyt optymistycznie).

  • całkowita i częściowa degradacja mnóstwa gałęzi naszego przemysłu; polskiego rybołówstwa dalekomorskiego oraz przybrzeżnego; prawo nieograniczonego wstępu na polskie łowiska uzyskają gigantyczne, nowoczesne kutry duńskie, szwedzkie, fińskie, niemieckie, z którymi nasi rybacy nie mają żadnych szans na równą konkurencję ; humorystyczne są wypowiedzi ludzi takich jak Pani Hübner, że nasi rybacy będą mogli na zasadzie wzajemności łowić np. na duńskich łowiskach...ha-ha...; przyjęcie drakońskich, bezsensownych limitów na produkcję stali (upadek polskich hut to zalew polskiego rynku zachodnią stalą i zwolnienia tysięcy osób w polskich hutach i zakładach kooperujących z nimi), mleka (upadek mnóstwa mleczarni, z powodu tego że np. kurki są w nich otwierane ręką a nie łokciem, lub kafelki są krzywo położone...oczywiście to kolejne tysiące ludzi bez pracy)...i mnóstwa innych wyrobów...

  • rezygnacja z wielu dodatkowych korzyści jakie poza zachowaniem niezależności, i uniknięciem w/w absurdów da nam pozostanie poza UE po jej ewentualnym rozszerzeniu ; np. w przypadku rozszerzenia o kraje bałtyckie Polska mogłaby w sposób bardzo znaczący skorzystać finansowo z powodu faktu, że znalazłaby się pomiędzy państwami członkowskimi (np. opłaty tranzytowe). Ale przede wszystkim wejście do Unii Europejskiej to zaprzepaszczenie szansy na zbudowanie zdrowego, wolnorynkowego systemu ekonomicznego i społecznego, opartego na wartościach i solidaryzmie społecznym, a nie na nieokreślonych wartościach ideologicznych, gdzie podmiotem nie jest człowiek tylko pieniądz, zysk. Polska nie będzie miała swobody rozwijania wymiany handlowej z innymi krajami (jeżeli np. Unia każe bojkotować jakieś państwo to Polska będzie musiała się przyłączyć inaczej dostaniemy olbrzymie kary finansowe. Jeżeli Polska wyprodukuje za dużo mleka niż nakazują nam to socjalistyczne, anty-rynkowe limity produkcyjne narzucone przez Brukselę będzie musiała płacić gigantyczne kary!!! Jeśli Polska nie będzie się stosowała do określonych zarządzeń i dyrektyw, które będą dla nas niekorzystne to znowu kary!!! To jest właśnie unijny wolny rynek...ha-ha..

  • należy pamiętać, że nie są formalnie uregulowane sprawy własności ziemi naszych rodaków na ziemiach odzyskanych (traktaty o nienaruszalności granic to pustosłowie bez znaczenia prawnego; należy wiedzieć, że Niemcy nigdy formalnie nie uznały powojennej granicy z Polską, a jeden z artykułów niemieckiej konstytucji mówi, że Niemcy istnieją w granicach sprzed 1939r.!!!); po ewentualnej akcesji należy się spodziewać fali skarg na Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu i innych unijnych instytucji, kierowanych przez obywateli Republiki Federalnej Niemiec (posiadających przedwojenne akty własności tych ziem) oraz liczne ziomkostwa niemieckie, co zapowiadają już Panie Ritha Susemund i Ericha Steinbach, na razie z oczywistych względów niezbyt głośno.

  • nie wejście naszego kraju na obecnych fatalnych i niemożliwych do zaakceptowania warunkach, do skostniałej, obrośniętej bzdurnymi przepisami, ahumanistycznej, wypranej z wartości i nie konkurencyjnej gospodarczo w swej obecnej formie organizacji nie zamyka nam oczywiście, wbrew wypowiedziom niektórych demagogów, i pseudo autorytetów jak np. Pan Geremek drogi do niej. UE będzie za wszelką cenę dążyła do jak najszybszego poszerzenia o Polskę, bo to ona ma w tym głównie interes, choćby ze względu na to że Polska jako duże terytorialnie i ludnościowo państwo o bardzo dużym potencjale, leżące pomiędzy państwami tej organizacji będzie bardzo potrzebna UE. Wszyscy eurotowarzysze zgodnie twierdzą, że rozszerzenie UE bez Polski nie ma sensu. I po kilku latach gdy uporządkujemy nasze sprawy wewnętrzne, nastąpi wzrost zamożności społeczeństwa (oczywiście przy zmianie ekipy rządzącej na trzeźwo myśląca i kierującą się interesem narodowym przy politycznym zdegradowaniu "Samoobrony"), dostaniemy dobre, partnerskie warunki ze strony UE, będzie można jeszcze raz rozważyć propozycję dołączenia do państw UE, jeśli oczywiście organizacja ta przejdzie metamorfozę. Jeśli Unia nie dokona radykalnych reform wewnętrznych to za kilka lat prawdopodobnie będzie historią, co jest według wielu wybitnych ekonomistów ( m.in. Friedman, Galbraith), polityków (m.in. chyba najlepszego szefa europejskiego rządu w historii, Margareth Thatcher) bardzo prawdopodobne. Słynna premier Wielkiej Brytanii jest zagorzałym eurosceptykiem, dostrzegając w Unii rozrost państwowości i centralizmu zamiast wolnej współpracy suwerennych narodów-państw.

  • argumenty, których używają tzw. euroentuzjaści lub jak kto woli eurofanatycy lub eurotomani brzmią: Jak nie Unia to co? Białoruś? Ten argument jest tak żałosny, że nawet nie warto z nim polemizować. Widać, ze ludzie którzy go wymyślili i się nim posługują mają już we krwi zależność od kogoś, czegoś. Ich rozumy nie są w stanie pojąć, że 40 milionowy naród żyjący w państwie średniej wielkości o bardzo korzystnym położeniu geograficznym może być niezależny. W dobie gospodarki globalistycznej zamykanie się na świat, a tym de facto jest wstąpienie do Unii Europejskiej to głupota. Należy współpracować z całym światem, nie tylko z UE ale także z NAFTA, z Bliskim i Dalekim Wschodem, regionem Południowo-Wschodniej Azji i Pacyfiku. Drugi argument jest taki, że Polska nie będzie decydowała o kształcie Unii Europejskiej. Jest to kolejny żałosny argument. Będąc poza UE nie będzie nas przecież interesowało jak państwa członkowskie zamierzają budować swój socjalizm. I zgoda, bardzo dobrze. Polska nie będzie miała wpływu na kształt socjalizmu UE, a UE nie będzie miała wpływu na Polskę. Dosyć logiczne... he-he.. jeśli jednak euroentuzjaści łudzą się, że np. Polska po ewentualnej akcesji będzie miała wpływ na konstytucję Unii to są w wielkim błędzie! Cztery osoby, które z ramienia naszego kraju uczestniczą w pracach Konwentu Europejskiego mającego przygotować przyszłą konstytucję Unii, nie mają prawa głosu! ...I nie będą go mieć bo prace konwentu zostaną zakończone do 1 maja 2004 roku, czyli daty ewentualnej akcesji nowych członków! I ostatni argument mówi, że Polska, jeśli nie wejdzie do UE nie skorzysta z Unijnych funduszy. A ileż to pieniążków przeznaczyła dobrotliwa, solidarystyczne Unia dla Polski? Kwota jaką ma otrzymać Polska od Unii jest po prostu śmieszna! Radzę porównać tę kwotę z kwotą jaką wpompowano w Niemcy Wschodnie. Ale to nie wszystko. Eksperci unijni twierdzą, że jeśli Polska wykorzysta 30% przyznanych jej funduszy będzie to jej duży sukces!

  • po nieudanym dla siebie referendum towarzysz Miller zapowiedział dymisję swojego gabinetu. A więc nie będziemy już musieli oglądać w telewizji inteligentnych i błyskotlwych wypowiedzi panów Łapińskiego, Kaczmarka, Cimoszewicza, Łybackiej i innych rasowych politków, znajomych z ZSMP, którzy z prawdziwymi politykami mają tyle wspólnego co bokserzy wagi super-ciężkiej z gimnastyczkami artystycznymi.

Paweł Pajerski

Od redakcji: W związku z ostatnim zamieszczonym w powyższym tekście argumentem przeciwko UE warto zauważyć, że premier Miller wycofał się niedawno ze swojej wcześniejszej deklaracji o dymisji rządu w razie przegrania unijnego referendum.





Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek





Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię




Polska - UE
zbiór tekstów