Strona główna


Dwie konstytucje,
dwie filozofie rządzenia...



Wprawdzie ostatni szczyt w Brukseli nie zaowocował rozwojem wypadków w pożądanym przez euro-entuzjastów kierunku, ale wysiłki na tej drodze trwają nadal. Wydarzenia te są również pretekstem do zastanowienia się nad filozofią władzy w wymiarze europejskim i, będącym w pewnym kontraście do niego, amerykańskim.

Porównywanie projektu konstytucji UE z Konstytucją USA wydaje się obecnie na miejscu z kilku powodów. Ograniczmy się tutaj do kwestii ekonomicznych, które przecież stanowią główne zainteresowanie Czytelników Strony Prokapitalistycznej. Charakter UE to szczegółowe planowanie coraz większej sfery działalności gospodarczej; konstytucja zaś jest nadrzędnym dokumentem kraju (którym jednakże UE jeszcze, na szczęście, nie jest). Nie wywołuje zdziwienia zatem fakt, że choć sam tekst projektu nie przedstawia szczegółowo wyliczeń limitów dla poszczególnych produktów, w tym prawie całości produkcji rolnej - byłoby fenomenem gdyby przedstawiał - to jednak zakłada i utrwala charakter planowy (w gospodarce) i socjalny (w zatrudnieniu) tej części Europy, która wejdzie w skład UE. Ciekawym elementem jest też coś, co można nazwać wywoływaniem wilka z lasu. Sami przedstawiciele ciał unijnych porównują, czy wręcz wyzywają na gospodarczy pojedynek Stany Zjednoczone. Częścią niezmiennej propagandy są zapowiedzi, że od tego i tego roku, to właśnie Unia ma generować najbardziej prężną gospodarkę świata. W zapowiedziach tych myli się często istotę arytmetycznej liczby mieszkańców krajów Unii, z przypisywanym jej potencjałem gospodarczym wynikającym głównie, w zamysłach autorów owych opinii, z tejże liczby mieszkańców. Zapomina się tu jednak, że to nie ilość lecz sposób jest czynnikiem powodującym efektywny rozwój. W sposobie kluczową zaś rolę odgrywa spontaniczność procesów rynkowych, a nie ich planowanie.

Wracając do porównania dwóch modelów konstytucji; kontekst historyczny i jego znaczenie wymagają tu przypomnienia. Stany Zjednoczone wyłoniły się wskutek transformacji kolonii brytyjskich w niepodległe państwo. We wczesnej fazie osadnictwa właściciel kolonii był niejako przedstawicielem króla w tejże. Jednak wraz z upływem czasu osadnicy czuli się coraz mniej "angielscy" a coraz bardziej "swoi" (słynne hasło no taxation without representation - żadnych podatków bez reprezentacji). Przed zbyt silnymi władcami często przecież sami uciekali. Nie może dziwić zatem daleko idąca ostrożność osadników w przekazywaniu kompetencji na jakikolwiek szczebel władzy. Samo przeistoczenie się nieefektywnych Artykułów Konfederacji w Konstytucję USA zajęło trochę czasu. Lecz mimo przyjęcia tego dokumentu prawa stanów nie zostały zapomniane - kompetencje nie są ujęte w sposób rozszerzający (Poprawka IX: Wymienienie w Konstytucji pewnych praw nie może być interpretowane w sposób prowadzący do zaprzeczenia lub ograniczenia innych praw przysługujących obywatelom. Poprawka X: Uprawnienia, które nie zostały przez Konstytucję powierzone Stanom Zjednoczonym, albo też nie zostały wyłączone z właściwości Stanów, przysługują poszczególnym Stanom lub obywatelom). Ten aspekt jest ważny w perspektywie zrozumienia amerykańskiego punktu widzenia na istotę i ograniczony zakres kompetencji rządu. Poza tym, współdziałanie władzy w pionie jest również mniej europejskie. Rząd federalny, stanowy i jednostki lokalne rywalizują ze sobą o obywatela, a nie współdziałają. Przez długi czas po powstaniu rządu federalnego (w pewnym sensie jeszcze i do dzisiaj) Amerykanie czują się również Kalifornijczykami, Nowojorczykami, Arizończykami itd. - przykład choćby w dalej funkcjonującej instytucji prawyborów w elekcji prezydenta.

To wszystko może nam uświadomić istotę problemu projektu konstytucji Unii Europejskiej, wraz z szerokimi kompetencjami rozciągniętymi na instytucje unijne. Dodajmy, że taki zakres definicji władzy i jej funkcjonowania, oraz tak szerokie uprawnienia nie mają miejsca w USA. Zapowiada się, że UE wyznawać będzie dokładnie przeciwną filozofię rządzenia.

O wspominanej wielokrotnie rywalizacji UE-USA donosiła niedawno Rzeczpospolita w artykule "Rośnie dystans do USA" (22 stycznia 2004). Już sam tytuł jest klarowny; hasło mobilizacji w gospodarce padło w Lizbonie, lecz po czterech latach UE nie zmniejszyła dzielącego ją dystansu, wręcz przeciwnie - USA oddalają się. Wystarczy porównać rząd wielkości: przyrost produkcji w USA to 8,2% - przedostatni kwartał 2003 - i 4% - ostatni - (3,1% za z cały rok 2003), a prognozy w Niemczech - a więc wersja optymistyczna lub co najmniej neutralna. Na bieżący rok przewiduje się tam przyrost ok. 1%. W oczywisty sposób mamy do czynienia z efektami kosztownej i nieefektywnej regulacji. W świetle tej smutnej perspektywy można mieć jednak cień nadziei na światełko w tunelu. Kiedyś będzie trzeba wprowadzić wolny rynek bo zwyczajnie skończą się pieniądze. Pod projektem konstytucji, jaki znamy obecnie, będzie to jednak trudniejsze.

Kontynuując przegląd artykułów prasowych należy zauważyć doniosłość przedstawianego problemu. Tempo rozwoju gospodarki w Polsce zaczęło spadać wraz z przyjmowaniem większości ustaw dostosowujących nasze prawo do UE. Co będzie kiedy w życie wejdzie projekt konstytucji, w jego zbliżonym do obecnego kształcie? Jest to tym bardziej ważne w świetle artykułu z Rzeczpospolitej z 7 stycznia 04 "Grozi nam dopłacanie do Unii". W zestawieniu z niskim wykorzystaniem funduszy UE - o 1/3 poniżej szacunków unijnych - jeśli nie nastąpi tu poprawa "(...) będziemy dopłacać do członkostwa we Wspólnocie". Wiele wskazuje jednak na to, że poprawy nie będzie. Gminy są słabo przygotowane do absorpcji, nie mają też własnych środków na współfinasowanie ewentualnych inwestycji. Smutna to wizja, jednak prawdziwa. Wracając do artykułu, zwróćmy uwagę na końcówkę. Otóż przyznaje się tam, że w traktacie akcesyjnym górę wzięły "ustalenia polityczne" (a nie ekonomiczne) po to aby pokazać, że wejście do UE nam się ma opłacać. Oczywiście, że o tym mówiło się już wcześniej (np. analizy Miłosza Marczuka z Najwyższego Czasu, którego wiedza na temat UE została zauważona przez fachowe pismo Press w styczniu 2003, odnotowując jego nazwisko w konkursie Dziennikarza Roku). Fakt podnoszenia problemu przez Rzeczpospolitą wskazuje dobitnie, że ostrzeżenia nie były tylko czczym gadaniem. Jeszcze nie tak dawno podobne alarmy kwitowano w rozlicznych materiałach skrajnym zdziwieniem lub ironią.

Rozwój sytuacji w styczniu wskazuje na ogólną prawidłowość. Istnieją pewne szanse, że projekt konstytucji UE może mieć swój ciąg dalszy. Kontrowersje, w oczach euro-decydentów, budzi przecież nie ogólny charakter dokumentu (dla wolnorynkowca informacja nie krzepiąca), ale głównie zapiski tyczące liczenia głosów w Radzie Europy i utrzymania systemu nicejskiego. Tu już mówi się o pewnej woli dalszych rozmów i szukania sławetnych kompromisów ("Ucieranie konstytucji", Rzeczpospolita - 14 stycznia 04). Plany tyczą też czasu wykraczającego ponad półroczny okres prezydencji Irlandii. Czekać przyjdzie zatem na ewentualne referendum, jak i rozwój wydarzeń w innych krajach UE (może wymierne efekty europejskiego wynalazku "społecznej gospodarki rynkowej" przekonają do zmian). Ale to już temat na dyskusję w przyszłości.

(Wyjaśnienie pisowni:
Wyraz "konstytucja" w kontekście USA pisany jest z dużej litery, bo rozmawiamy o dokumencie już przyjętym; w przypadku UE jest to wciąż projekt - nie stanowi zatem nazwy własnej, dokument jeszcze nie istnieje)

Marek Janik
(9 luty 2004)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)






Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię




Polska - UE
zbiór tekstów