Strona główna




Wstrząsnąć sumieniami chrześcijan
(czyli co Jan Paweł II powiedział w Ełku)

Smutna to prawda, ale słowa Ojca Świętego Jana Pawła II nie są chyba przez rodaków zbyt dobrze rozumiane. Być może ciągłe ich oklaskiwanie powoduje dekoncentrację, rozproszenie uwagi. W konsekwencji wielu ludzi gubi po drodze treść homilii zagłuszanych przez nadmiar emocji, zatraca istotę wypowiadanych przez papieża słów. Dotyczy to także dziennikarzy i polityków.

Przykładem dobitnie o tym świadczącym jest debata jaka rozgorzała po kazaniu wygłoszonym przez papieża 8 czerwca 1999 roku w Ełku. Jan Paweł II nawoływał tam, by być wrażliwym na "krzyk i wołanie biednych", by nie uchylać się od pomocy bliźnim - "(...) ludziom bezdomnym, żebrakom, ludziom głodnym, wzgardzonym, zapomnianym przez najbliższych i przez społeczeństwo, ludziom poniżanym, upokarzanym, ofiarom różnych nałogów". Całkowitym nieporozumieniem jest twierdzenie, że papież mówiąc tak w Ełku skarcił państwo za to, że nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań wobec ubogich oraz że upomniał je pokazując jednocześnie jaką rzekomo politykę winno ono prowadzić. Z takimi interpretacjami słów Jana Pawła II można się było jednak spotkać następnego dnia po homilii. Tymczasem papież niczego takiego w niej nie powiedział.

Przykład kazania z Ełku nasuwa smutny niestety wniosek, iż ton interpretacjom niektórych wypowiedzi Ojca Świętego, zwłaszcza tym, które odnoszą się do kwestii społecznych, nadaje lewica. Ta umiejętność przechwytywania i interpretowania na swoją korzyść co niektórych fragmentów papieskich homilii to niewątpliwie jedno ze źródeł licznych jej sukcesów we współczesnym świecie, w tym także w Polsce. Następnego dnia po wspomnianym kazaniu, w wypowiedzi udzielonej "Trybunie", lider SLD Józef Oleksy stwierdził, iż papież mówi w duchu lewicowym. Tonowi narzuconemu przez Oleksego dali się uwieść nie tylko niektórzy dziennikarze uważani powszechnie za prawicowych, jak chociażby red. Bogdan Rymanowski z Radia "Plus", ale przede wszystkim politycy AW"S". Redaktor Rymanowski przeprowadzając 9 czerwca, czyli dzień po homilii w Ełku, wywiad z posłem Wiesławem Walendziakiem zarzucił mu wręcz jako byłemu członkowi rządu, iż państwo polskie najwyraźniej zaniedbuje swoje obowiązki względem biednych, skoro nawet papież zwraca na to uwagę. Niestety, byłemu szefowi kancelarii premiera zabrakło być może odwagi, by równie stanowczo odpowiedzieć, iż papież niczego takiego w swoim kazaniu nie powiedział. Także Kazimierz M. Ujazdowski z SKL-u komentując papieskie kazanie zauważył, iż słowa papieża to głos polemiczny z ideologią liberalną, która nie zauważa społecznych zobowiązań państwa.

Warto więc, by przypomnieć, co naprawdę powiedział w Ełku Jan Paweł II. Gdybyśmy bowiem mieli poprzestać na tym, co dośpiewali sobie później w rytm narzucony przez Józefa Oleksego, politycy i dziennikarze związani z AW"S", oznaczałoby to, że godzimy się na nadużycia wykorzystywane przez lewicę do zbijania politycznego kapitału.

Ojciec Święty nawiązując do Ewangelii świętego Łukasza przytacza przykład przemiany duchowej Zacheusza - przełożonego celników, człowieka bogatego i zarazem grzesznego. Jezus przebywając w Jerychu zapragnął przenocować pod jego dachem: "Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę zatrzymać się w twoim domu" (Łk 19, 5). Po spotkaniu z Chrystusem ze strony celnika pada wyznanie: "Panie, oto połowę mojego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie" (Łk 19, 8). Jan Paweł II mówi: "Na przykładzie Zacheusza widzimy, jak Chrystus rozjaśnia mroki ludzkiego sumienia. W jego świetle poszerzają się horyzonty ludzkiej egzystencji, zaczyna się dostrzegać świat ludzi i ich potrzeby. Rodzi się poczucie więzi z drugim człowiekiem, świadomość społecznego wymiaru człowieka i w konsekwencji poczucie sprawiedliwości". I dalej: "Zwrot ku drugiemu człowiekowi, ku bliźnim stanowi jeden z głównych owoców szczerego nawrócenia. (...) Łukaszowy opis wydarzenia, które miało miejsce w Jerychu, nie traci swego znaczenia także dziś. Niesie ono z sobą wezwanie Chrystusa (...). I tak jak niegdyś przed Zacheuszem, tak i w tej chwili staje Chrystus przed każdym człowiekiem naszego wieku. Każdemu z osobna zdaje się przedkładać swoją propozycję: >>dziś muszę się zatrzymać w domu twoim<<" (Łk 19, 5).

W dalszej części homilii papież przypomniał swoje Orędzie na Wielki Post z 15 października 1998 roku, kiedy to zwrócił uwagę na istniejące na świecie "wielkie pokłady nędzy", które winny wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku "przeciwdziałania zarówno indywidualnego jak i społecznego". "Krzyk i wołanie biednych domagają się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domagają się gotowości służenia bliźniemu" - powiedział papież. Ze swoim apelem Jan Paweł II zwrócił się do wszystkich. Docenił zarazem to, co już dziś czyni się w Polsce w tym zakresie. Szczególne podziękowania złożył Ojciec Święty licznym placówkom Caritas: "Podejmują one bowiem szereg akcji, między innymi w okresie Adwentu i Wielkiego Postu, udzielając w ten sposób pomocy osobom indywidualnym i całym grupom społecznym. Prowadzą również działalność formacyjną i wychowawczą. Ta pomoc niejednokrotnie przekracza granice Polski. Jakże wiele w ostatnim czasie powstało u nas domów opieki społecznej, hospicjów, jadłodajni, ośrodków charytatywnych, domów samotnej matki, ochronek dla dzieci, świetlic, stacji opieki czy centrów dla ludzi niepełnosprawnych. Są to tylko niektóre przykłady tego samarytańskiego dzieła".

Przytoczone fragmenty homilii Ojca Świętego pokazują wyraźnie, iż taka interpretacja Jego słów, na jaką, za Józefem Oleksym, pozwolili sobie co niektórzy politycy i dziennikarze "prawicy" jest całkowitym nieporozumieniem. W słowach Ojca Świętego nie ma bowiem żadnego karcenia państwa, czy też nakłaniania rządu do większej aktywności w dziedzinie pomocy ubogim. Wprost przeciwnie, jeśli papież wspomina o państwie, to raczej w sensie dziękczynnym, doceniając jego wkład w pomoc ludziom biednym: "Pragnę także podkreślić wysiłek państwa", również angażującego się "w to dzieło" - mówi wyraźnie. Za naczelne uznaje jednak Ojciec Święty działania wypływające z głębi serc, nie zaś z nakazów państwowych przepisów przymuszających ludzi do bycia "dobrymi".

Sens i istotę papieskiej wypowiedzi widać jak na dłoni. Jan Paweł II apeluje do ludzkich serc, do sumień, gdyż wie On, jak powinno realizować się prawdziwie chrześcijańskie miłosierdzie. Trudno dopatrzyć się w Jego słowach narzekania na państwo, że nie wypełnia swoich powinności, czy też domagania się od niego, by wzięło się wreszcie za pomoc ubogim. W przytoczonym przez papieża fragmencie z Ewangelii Św. Łukasza Jezus nie zwraca się do rządu, by ten raczył wybudować jakiś przytułek dla bezdomnych, w którym mógłby znaleźć schronienie. Prośbę swoją kieruje natomiast bezpośrednio do konkretnego człowieka, by ten przyjął Go pod swój dach: "Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu" (Łk 19, 5). Nie domaga się także od Zacheusza, by oddał on swój majątek państwu, które potem "sprawiedliwie" zajmie się jego podziałem. Zacheusz dobrowolnie podejmuje decyzję o podzieleniu się z biednymi oraz o oddaniu z nawiązką tym, od których czerpał wcześniej korzyści w sposób nieuczciwy. Zacheusz, pod wpływem bożego światła, nie zaś państwowego przymusu, otwiera się na bliźnich zrzekając się połowy swojego bogactwa. To jest właśnie postawa chrześcijańska. Jest ona o wiele trudniejsza od zrzucania wszystkiego na barki państwa. Nigdzie jednak nie jest napisane, że bycie chrześcijaninem ma być łatwe i przyjemne, a już na pewno, że miłość bliźniego w duchu nauki Jezusa, przejawiająca się m.in. w czynieniu dobra ubogim, ma polegać na wyręczaniu się państwem. To bowiem nie państwo, czy też jego instytucje, lecz każdy człowiek z osobna znajdzie się kiedyś na Sądzie Ostatecznym. "Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu" (Łk 19, 9). Zacheusz pod wpływem bożej łaski odnalazł to, co niegdyś zatracił, stał się sługą Chrystusa.

Kazimierz M. Ujazdowski w jednej ze swoich wypowiedzi komentujących homilię papieża w Ełku stwierdził, że jest ona polemiką z ideologią liberalną, która nie zauważa społecznych zobowiązań państwa. Klasyczni liberałowie, zwolennicy wolnego rynku istotnie dążą do ograniczenia roli państwa w gospodarce oraz do pozostawienia takich form ludzkiej aktywności jak pomoc ubogim, organizacjom prywatnym, kościelnym, fundacjom, czy wreszcie indywidualnym osobom. Starają się więc ograniczać rolę rządu w tych dziedzinach, jednak nie zabraniają czynienia miłosierdzia innymi drogami, bez konieczności udziału instytucji rządowych lub przy minimalnym ich uczestnictwie. Zdają sobie bowiem sprawę, że taka pomoc, w odróżnieniu od państwowej, jest o wiele skuteczniejsza. Państwo o liberalnej gospodarce to takie, które pozostawia znakomitą większość zarobionych pieniędzy w kieszeniach swoich obywateli, po to m.in., by mieli oni z czego pomagać innym. Z tego przykładu widać, że Polska nie jest takim państwem. Tu, za sprawą wysokich podatków, rząd zabiera obywatelom ponad połowę ich dochodów.

Papież wyznaje: "Na świecie istnieją przejawy nędzy". Niewątpliwie jest to prawda i można domniemywać, iż Ojciec Święty ma tutaj na myśli głównie kraje tzw. trzeciego świata, z liberalizmem ekonomicznym nie mające akurat wiele wspólnego. Idąc tokiem rozumowania pana Kazimierza M. Ujazdowskiego równie dobrze powiedzieć można, iż słowo papieża to głos polemiczny z księżycową ekonomią socjalistyczną, rodzącą, gdzie tylko się ona pojawi, biedę oraz zniszczenie. Jan Paweł II mówiąc, że "na świecie istnieją przejawy nędzy", ma na myśli zapewne także Koreę Północną oraz Kubę. A gdzież owym państwom do kapitalizmu, do wolnego rynku, do liberalnej ekonomii?

Ojciec Święty podkreśla, że rozwój i postęp gospodarczy nie mogą dokonywać się kosztem człowieka, ani też za wszelką cenę. Trudno nie zgodzić się z tym oczywistym poglądem. Wolny rynek oraz prawo, które tworzy się do ochrony wszelkich dokonujących się na nim transakcji, są po to, by służyć człowiekowi, by umożliwić mu działanie na rzecz pomnażania szczęścia swojego i swojej rodziny. Jednocześnie nigdzie nie jest zadekretowane, że kapitalizm ma wykluczać chrześcijaństwo. Wprost przeciwnie, to właśnie socjalizm obiecywał niesamowity rozwój i postęp ekonomiczny przy jednoczesnym marginalizowaniu religii, redukowaniu sfery duchowej człowieka oraz gwałceniu praw naturalnych. Czym się to skończyło nie trzeba chyba przypominać.

Prawo do posiadania własności prywatnej jest prawem naturalnym. Papież natomiast wzywa do tego, by - tak jak Zacheusz - umieć się tą własnością dzielić z drugim człowiekiem i by nie "zatwardzać serc słysząc krzyk biednych". Jan Paweł II stara się "wstrząsnąć sumieniami chrześcijan" przypominając o tym, że mają mnóstwo obowiązków względem bliźnich. Ojciec Święty po prostu pyta, czy jesteśmy prawdziwymi chrześcijanami. Odpowiedź zależy od nas samych.

Paweł Sztąberek
(11 kwietnia 2005)

(Tekst ukazał się w tygodniku "Najwyższy Czas!" z 26 VI -3 VII 1999 roku, nr 26-27)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Wśród autorów tekstów
m.in.:

Ludwig von Mises
Mark Skousen
Lawrence W. Reed
Doug Bandow
Walter Block
Burtom Folsom
Michael Novak
ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię

Czytelnicy
piszą