Strona główna




Wieść o nadchodzącej śmierci...


...eurowaluty może nie być przesadzona. Niewiele ponad dwa lata temu ukazał się mój artykuł, w którym pisałem, że te wszystkie wieści o "śmierci" i "końcu" dolara są nieco przesadzone. Jeśli natomiast chodzi o przetrwanie euro, pisałem "...odsuwając jednak na chwilę na bok źródło i intencje wprowadzenia euro, zastanówmy się co trzeba by zrobić by utrzymało się ono przy życiu? Najważniejszą rzeczą jest mieć pewność, że państwa, które znajdują się obecnie w strefie Euro będą ściśle przestrzegać dyscypliny budżetowej (...)" - Jak wygląda ta dyscyplina wszyscy nagle widzą - "Prócz tego, euro jeszcze nigdy nie przeszło próby poważnego kryzysu. Według analityków z GaveKal (firma zajmująca się research'em i zarządzaniem finansami), państwa, które są członkami strefy euro mają tak różne tradycje socjalne i ekonomiczne, że w wypadku poważnego kryzysu, celem ożywienia gospodarki większość z państw tej strefy mogłaby powrócić do swych narodowych walut. PKB krajów strefy euro jest niższe a bezrobocie wyższe w porównaniu z pozostałymi krajami Unii nie będącymi w strefie Euro, przypominam również, że obywatele Niemiec, bardzo pragną powrotu swej marki." Nastroje niemieckich obywateli są obecnie wszystkim znane, zarówno w stosunku do euro jak i ratowania Grecji czy też może nawet wkrótce Hiszpanii, Irlandii, Portugalii i kto wie kogo jeszcze.

Dużo ciekawsza wydaje się być opinia George'a Soros'a na temat tej europejskiej waluty. Kim jest Soros, pewnie nie muszę tego nikomu mówić, wystarczy, że przypomnę, iż zasłynął on między innymi tym, że był w stanie "złamać" brytyjskiego funta nawet wtedy gdy do jego obrony wziął się Bank Anglii. Zarówno on jak i Jim Rogers o którym i jego opinii wspomniałem w artykule sprzed dwóch lat, nie wróżyli tej "bezpaństwowej" walucie zbyt dobrze.

No więc, ten sam Soros, przewodniczący Soros Fund Mangement twierdzi w tym momencie, że euro może nawet nie przetrwać pomimo uratowania Grecji. A proszę mi wierzyć, że ludzie biznesu są bardziej skłonni słuchać Sorosa i jego opinii na tematy gospodarcze niż np. takiej Angeli Merkel czy innego polityka. Przykładem tego może być chociażby to, że po tym jak kraje europejskie ogłosiły swą pomoc oraz podjęły dodatkowe działania, by "bronić" euro oraz uspokoić rynki, wszystkie giełdy na świecie za nic wzięły sobie te gorące zapewnienia i po prostu "padły na pysk". Nie tylko giełdy zresztą, euro również nie wydaje się reagować na te wiadomości w pozytywny sposób.


Ruchy polityków europejskich przypominają mi zresztą - i to bardzo - środki zaradcze jakie stosowali ich amerykańscy odpowiednicy by powstrzymać rozprzestrzeniający się tutaj kryzys. Setki miliardów dolarów wpompowane w rynki finansowe, bezpośrednie inwestycje w zagrożone upadkiem instytucje, które są "zbyt duże by upaść", zawieszenie tzw "short selling". Nic to nie pomogło, to co miało upaść, upadło lub zostało wchłonięte przez jeszcze większe instytucje. Ma to zresztą miejsce cały czas. Taka mała ciekawostka. Na dzień dzisiejszy właśnie ogłoszono, że zagrożonych upadkiem jest kolejnych 700 finansowych instytucji w USA.

. Wracając jednak do naszego tematu. Banki centralne Korei Południowej, Iranu i Rosji, których suma eurorezerw wynosi około 500 miliardów, zaczynają przebąkiwać, że nie jest już ona tak atrakcyjna jak jeszcze niedawno była. Przypominam, że Rosja, Chiny i Iran należą do jednych z największych zwolenników dywersyfikacji swoich rezerw walutowych - czytaj, dokopania jankesom - przez ostatnich kilka lat pozbywając się dolarów na rzecz właśnie Euro. Takie samo podejście do niej przejawiają również największe na świecie fundusze inwestycyjne. Głównym powodem ich nerwowości jest to, że nie są pewni, czy warto nadal akumulować Euro skoro w każdej chwili Niemcy mogą powiedzieć "Dość tego!", a jeśli oni to zrobią to nic już jej nie uratuje, a wtedy zostaną one z nic niewartymi papierkami, za które zapłacili miliardy...

Pewnym rozwiązaniem może być odłączenie od wspólnej waluty Grecji, Portugalii, Hiszpanii i innych "zagrożonych" państw, których mieszkańcy nie wydają się być gotowymi do porzucenia stylu życia ponad stan. W obu tych przypadkach, może to wywołać efekt domina, dodatkowo strajki w Grecji i Hiszpanii nikogo nie uspokajają. Mimo, że europejscy politycy mówią o jedności, solidarności, pomocy i temu podobnych rzeczach, nic to nie daje. By tak się stało, musi coś się diametralnie zmienić. W tym momencie wszyscy czekają na to o czym Europa boi się mówić, o końcu europejskiej waluty i marzeniach o jednej wielkiej szczęśliwej europejskiej rodzinie i powrocie krajów do decydowania o własnej walucie i budżecie.

Czy teraz mielibyśmy takie zamieszanie na międzynarodowych rynkach finansowych, gdyby kłopoty budżetowe dotyczyły tylko i wyłącznie Grecji, czy Hiszpanii? Nie wydaje mi się. Jak dla mnie upadek euro to tylko kwestia czasu, może prędzej, może później...

Tomasz Pąpka
(31 maja 2010)

P.S. Właśnie skończyłem lekturę książki Nassim Nicholas'a Taleb'a "Black Swan", i dała mi ona trochę do myślenia. Innym zakończeniem tej historii może być to, że euro przetrwa i stanie się mocniejsze właśnie dlatego(!), że wszyscy spodziewają się jej upadku... w tym i ja.

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW










Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię