Strona główna




Repudiacja

Tam gdzie jest światło, tam jest i cień - tam, gdzie jest cień, musi być i źródło światła. To japońskie przysłowie sprowadza się do tego, że nawet najbardziej błogi stan zawiera w sobie tykający jak bomba zegarowa mechanizm zniszczenia, ale że i czasy najgorszej ciemności zawierają w sobie nadzieję i zalążek odnowy.

Z tego metaforycznego punktu widzenia należy rozpatrywać repudiację - czyli odmowę jakiegoś państwa spłaty zobowiązań przezeń zaciągniętych. Można powiedzieć, iż jest to kapitulacja państwa przed jego kredytodawcami, ale czy naprawdę tak jest? Nikt sobie nie wyobraża stanu niewypłacalności państwa, gdyż pojedynczego dłużnika można wsadzić za kratki (ale jego kapitał i tak może być nie do odzyskania przez wierzycieli), ale jak wsadzić za kratki państwo? Wszystko po kolei.

Dawniej, gdy spory państwowe rozwiązywało się za pomocą armii i wojny, dłużnik, jeśli był blisko, był po prostu podbijany. Z tego też powodu bankierzy nie żałowali pieniędzy (swoich, albo, co częściej, z cudzych depozytów) na wspieranie tej działalności państwa liniami kredytowymi. Dzisiaj oczywiście mamy czas cywilizowanego pacyfizmu i ponoć żadnemu cywilizowanemu państwu coś takiego nie grozi.

Obecnie najbardziej realnymi skutkami repudiacji są: Oddanie wierzycielom udziałów w państwowej firmie, zjazd na sam dół agencji ratingowych, wstrzymanie linii kredytowych, wstrzymanie usług finansowych wierzycieli dla obywateli kraju ogłaszającego repudiację. Oznacza to także odcięcie od usług publicznych oraz krach ubezpieczeń społecznych. Przyjrzyjmy się zatem każdemu skutkowi z osobna.

Oddanie wierzycielom udziałów w państwowej firmie - jest to nieco wymuszona prywatyzacja, ale zawsze prywatyzacja, więc jest to lepsze, niż pozostawienie państwu zarządu nad jakimkolwiek majątkiem. Pytanie zasadnicze brzmi: Jakim wierzycielom oddawać państwowy majątek i jak skutecznie zakończyć negocjacje (Jak sprzedać po najwyższej cenie)? Tutaj w grę wchodzi polityka. Wreszcie politycy mieliby zajęcie, które przetestowałoby ich właściwe klasycznym politykom umiejętności, a nie demagogię, korupcję i poruszanie się w pajęczynie koneksji.

Dno w ratingach - nie ma wbrew pozorom nic lepszego niż utrata przez państwo wiarygodności kredytowej. Zresztą, sam rating też nie powoduje i nie implikuje czegokolwiek, jest tylko wskazówką, że państwo jako dłużnik jest niewypłacalne.

Odcięcie od linii kredytowych - łączy się to z ratingami i jest cudowną wiadomością. Żadna polityczna siła nie osiągnęłaby trwalszych, wykraczających poza swoją kadencję, i liberalniejszych skutków swojej polityki w państwie demokratycznym, jak poprzez utratę wiarygodności kredytowej i odcięcie od następnych długów. Repudiacja oznaczałaby długoterminową gwarancję na to, że politycy wszelkiej maści nie będą zadłużali wyborców i zmusiłaby do masowego poszukiwania oszczędności przez tych, co chcą taką politykę kiedyś prowadzić.

Wstrzymanie usług finansowych np. przez banki i podległe mu spółki na terenie państwa ogłaszającego repudiację - to także jest wspaniałą wiadomością. Chociaż szczerze wątpię, żeby wszystkie banki trzymające obligacje danego państwa po prostu obrazuły się i wyniosły się z niego, ale załóżmy, że tak się dzieje. Tworzy się historyczna możliwość, aby w danym kraju stworzono zdrowy system bankowy oparty na 100%-owej rezerwie gotówkowej. Koniec z cyklami koniunkturalnymi!

Banki byłyby narodowe (co odpowiada nurtom konserwatywnym, mogącym poprzeć liberałów-repudiantów), oparte na narodowym kapitale i na kapitale zachęconych bezpieczeństwem systemu inwestorów, kapitale budowanym mozolnie, ostrożnie, ale niezwykle pewnie, w duchu konkurencji i odpowiedzialności, a nie inwazji, jaką dokonały zachodnie banki na Europę Środkowo-Wschodnią po słynnej transformacji ustrojowej.

Odcięcie od usług publicznych - kasacja przymusu ubezpieczenia zdrowotnego oraz państwowej służby zdrowia, edukacji, komunikacji i usług komunalnych oznacza przymusową prywatyzację tych dziedzin życia, co jest z liberalnego punktu widzenia oczywistym pozytywem całej sytuacji. Obywatele uzyskują tańsze i lepsze usługi, które będą odprowadzać podatki do państwa, które może zwolnić wszystkich z ciężaru opodatkowanego odpowiadającego wcześniejszym kosztom zapewniania usług publicznych.

Krach systemu ubezpieczeń emerytalnych - na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się beznadziejna: nie ma żadnych moralnych, ekonomicznych czy politycznych uzasadnień dla niewypłacenia obiecanej wcześniej emerytury. Być może jednak wstrzymanie zabójczego wzrostu długu publicznego i zmniejszenie deficytu poniżej zera umożliwi inne wyjście. Zwłaszcza przy niemożności utrzymywania wielkiej biurokracji zarządzającej ubezpieczeniem emerytalnym.

Otóż, kraj o liczbie ludności = 40 mln, może wpłacić każdemu obywatelowi na jego prywatne konto lub do ręki 500.000 (za 40 lat pracy i proporcjonalnie mniej za krótszy staż, tyle ile wynosi rzeczywisty koszt odprowadzenia składek) jednostek pieniężnych. Dużo wyższy koszt byłby obsługi tych petentów przez lata niż na "raz", ale byłoby to ostatnie zadanie państwowej biurokracji. Można by to rozwiązać, np. organizując system informatyczny rejestrujący każdego uprawnionego do jednorazowej emerytury i umożliwiający automatyczne "rozsyłanie" pieniędzy od kont państwa na konta obywateli w nowym systemie bankowym. Przyjmujące pieniądze banki byłyby uprawnione do odebrania od państwa pokwitowania w postaci banknotów (mogłoby to być ostatnie zadanie banku centralnego). Radosną nowiną będzie to, że obywatel odzyska kontrolę nad własnym zabezpieczeniem emerytalnym i może zrobić z otrzymaną kwotą co dusza zapragnie, także pomnożyć lub zainwestować. Koszt całej operacji nie powinien jednak przekroczyć znośnej dla świeżo zbilansowanego budżetu sumy. Cała nadzieja we wzroście gospodarczym przewidywanym np. w programie Centrum im. Adama Smitha.

Byłoby przecięciem tego wrzodu raz na zawsze, ponieważ ci, co dopiero zaczynaliby pracować, nie musieliby odprowadzać przymusowych składek. Byliby za to wraz z nimi opodatkowani na rzecz pierwszych, ale ogólne opodatkowanie (wyłącznie konsumpcyjne) byłoby duże niższe, niż obecnie, co zwiększyłoby produktywność osób prawnych i dochody osób fizycznych.

Przymus z zewnątrz - międzynarodowym kredytodawcom trudno byłoby się pogodzić z tymczasową utratą pieniędzy, tudzież wolnym ich odzyskiwaniem. Czy poślą na nas armię używając nacisków na także będących w ich kieszeni współplemiennych? Jeśli nawet, to istnieje na to recepta, albo hamulec - stworzenie własnej silnej, zawodowej armii plus obowiązkowe szkolenie wojskowe dla obywateli - mężczyzn na żołnierzy i kadry ekonomiczno-militarne, kobiety na sanitariuszki i personel komunikacyjno-zaopatrzeniowy. Naturalne każdy przeszkolony obywatel otrzymałby pozwolenie na broń. Jest to udoskonalona koncepcja szwajcarska (zakłada udział kobiet w szkoleniu wojskowym). Takiej Szwajcarii nie grozi się interwencją zbrojną, mimo, iż to mały kraj.

Pojawiłaby się także możliwość militarnej konwersji długu, poprzez wysyłanie wojska na misje zagraniczne. Tym razem byłoby to uzasadnione ze względu na realną korzyść i dobrowolny charakter zawodu żołnierza.

Ten ostatni akapit być może nie jest przyjazny liberalnym pacyfistom, ale jest możliwym następstwem polityki repudiacji. Obywatele płacący dwoma latami własnej pracy lichwiarzom, bo dali się złapać na teatrzyk polityczny, jaki odstawiają partie polityczne z mainstreamu? Żadna strona nie ma prawa powoływać się na argument moralny, ani lichwiarze (np. poprzez rezerwę cząstkową), ani politycy (często będący częścią kartelu politycznego, łamiącego obietnice wobec elektoratu), ani obywatele (którzy w końcu wybierają "repudiantów" i migają się od poniesienia konsekwencji za swoje wcześniejsze wybory polityków). Kolejny zbawienny, choć niespodziewany efekt repudiacji - polityczna poprawność i zakulisowa dyplomacja runą rażone gromem z jasnego nieba. Jałowa kłótnia, jaka może wyniknąć, da czas na wprowadzenie zdrowego państwa (armia, policja, sądy, część infrastruktury i narodowego dziedzictwa z malutką biurokracją) i wypracowanie nadwyżki, za której pomocą będzie można powoli spłacać zobowiązania państwa i odzyskiwać zaufanie świata. Przykłady repudiacji w historii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Repudiacja):

- Grecja, Turcja, Egipt, Kraje Ameryki Łacińskiej w latach 50. XIX w. wobec USA;
- Po rewolucji meksykańskiej, rosyjskiej, upadku Imperium Otomańskiego, początek XX w.;
- Kraje Ameryki Łacińskiej, większość krajów Europy Wschodniej, Turcja, Chiny, lata 30. XX w.;
- Japonia, 1941 r., 1952 r. (po 1952 r. rozpoczął się okres rozkwitu nowoczesnej Japonii);
- Niemcy, Hiszpania, Filipiny, XX w.

Kamil Kisiel
(26 sierpnia 2010)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW










Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię