Strona główna



Weto dla ustawy gruntowej
Prezydent sprzyja korporacjom i korupcji!

25.11.2008 Prezydent Kaczyński zawetował ustawę gruntową, która miała uwolnić pod inwestycje grunty rolne w miastach oraz otaczających je gminach. Zawetował ją choć PiS w trakcie swoich rządów chwalił się pracami nad taką samą ustawą i szykowaną z tych samych powodów, które obecnie przyświecają Platformie forsującej te rozwiązania.

Dziś, wskutek fatalnej ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym status zdecydowanej większości gruntów w miastach i ich okolicach jest niedostępny dla inwestycji, bo albo nie ma planów zagospodarowania przestrzennego albo plany są, ale dopuszczają tylko niewielką część wolnych gruntów pod inwestycje!

Skutkiem tego jest ograniczona podaż terenów inwestycyjnych - a przez to wysoka ich cena. Wysoka cena i ograniczony wybór lokalizacji zniechęca inwestorów do budowy domów i fabryk w Polsce. Domy, które nie zostały wybudowane nie wygenerowały nowych miejsc pracy a te, które jednak zostały wybudowane są drogie i mniej dostępne dla polskich obywateli.

Wybudowane fabryki są mniej konkurencyjne, produkują mniej, zatrudniają mniej pracowników i płacą mniejsze pensje bo w cenie wytworzonych wyrobów muszą zamortyzować wyższy koszt nakładów inwestycyjnych poniesionych na zakup gruntu. Te nie wybudowane fabryki to jeszcze bardziej oczywista strata!

Przedstawiony mechanizm wpływa na obniżanie konkurencyjności naszej gospodarki oraz hamuje tempo wzrostu gospodarczego i zamożności Polaków. Niewielka część obywateli per saldo zyskuje z powodu biurokracji związanej z planowaniem przestrzennym, więc lobbują za utrzymaniem staus quo i to ich opinią kierował się Prezydent Kaczyński wetując ustawę. O weto zawnioskowali Towarzystwo Urbanistów Polskich i Prezydium Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju Polskiej Akademii Nauk, o weto prosili też prezydenta samorządowcy.

Kto kiedykolwiek otrzymał odmowną decyzję na wniosek o zamianę kwalifikacji gruntów z rolnych na inwestycyjne wie, że przeważnie odmowy argumentowane są naruszeniem tzw. Ładu przestrzennego, lub walorów krajobrazowych, lub naruszeniem zasady racjonalnego gospodarowania i zarządzania zasobami przestrzeni. Takie możliwości dają pierwsze dwa i szósty z dziewięciu kryteriów kształtowania planów, zapisane w ustawie o planowaniu przestrzennym.

Jednocześnie ani ustawa ani żaden inny akt prawny nie precyzuje co to jest ten ład przestrzenny i czym się różni od racjonalnego gospodarowania i zarządzania zasobami przestrzeni, bo faktycznie ciężko to zdefiniować! Tak więc o ładzie i walorach przestrzennych i jej racjonalnym zagospodarowaniu decydują subiektywne i abstrakcyjne odczucia autorów planów, czyli architektów-urbanistów oraz samorządowców.

Warto też wspomnieć, że ostatnie dziewiąte ustawowe kryterium przy planowaniu przestrzennym to prawo własności. Prawo to w praktyce nie jest brane po uwagę bo urbaniści i samorządowcy mogą zaplanować na prywatnym terenie co chcą, bez zgody właściciela a nawet bez formalnego poinformowania go o swoich pomysłach. Na dodatek zablokowanie inwestycyjne i obniżenie wartości gruntu wskutek zaplanowania np. parku, lub drogi na terenie prywatnym nie zobowiązuje gminy ani do wykupu tego gruntu ani do zapłaty odszkodowania, do czasu rozpoczęcia zaplanowanej inwestycji! To, że plany inwestycji publicznych na prywatnych gruntach mogą czekać na realizację wiele lat i ostatecznie wcale nie muszą być zrealizowane, nikogo nie obchodzi, nawet w świetle konstytucyjnego poszanowania własności prywatnej !

Jakie skutki dla budownictwa niesie zastąpienie wolnego rynku decyzjami urzędników widzimy w skrajnym przypadku po budownictwie socjalistycznym zwłaszcza tym wielko-osiedlowym. Przecież różnorodność, piękno, funkcjonalność i dostosowanie do potrzeb obywateli pojawiło się w architekturze i zagospodarowaniu przestrzennym już dawno temu, gdy nikomu się jeszcze nie śniły ustawy o planowaniu przestrzennym, i gdzie prywatny inwestor – właścicieli z naturalnych względów ekonomicznych o wiele bardziej od urzędników liczył się z potrzebami rynku, czyli również ze zmysłem estetycznym i funkcjonalnym klientów-użytkowników!

Istota interesu grupowego samorządowców i urbanistów, którzy domagali się od Prezydenta utrzymania status quo w prosty sposób przekłada się z gwarantowanej im ustawowo nieograniczonej władzy planistycznej na interes materialny. Obie te grupy zawodowe mają zagwarantowane wyłączne zatrudnienie przy tworzeniu planów zagospodarowania przestrzennego, a im bardziej prawo w tym zakresie jest skomplikowane tym dłużej i drożej pracują na koszt oczywiście podatników, co jednak ważniejsze proces tworzenia planów daje im olbrzymie możliwości korupcyjne!

W ich wyłącznej gestii jest bowiem astronomiczna, bo około 20-stokrotna, zmiana ceny gdy grunt rolny dopuszczą pod zabudowę w miastach i okolicach. Urbaniści i samorządowcy podnoszą ceny wybranych gruntów raz na kilka, lub kilkanaście lat w drodze bardzo skomplikowanej, czasochłonnej (minimum rok) i nieprecyzyjnej procedury tworzenia planu zagospodarowania przestrzennego.

Mechanizm prawa popytu i podaży powoduje, że im rzadziej i mniej gruntów udostępnia się pod zabudowę tym większy głód terenów inwestycyjnych i tym większa różnica w cenie między powszechnie dostępnym gruntem rolnym i mocno limitowanym budowlanym. Tym samym obok nieprecyzyjnego prawa dopuszczającego grunty pod inwestycje, kreowany jest drugi oczywisty i niezbędny warunek dla zaistnienia korupcji - wysokie korzyści kuszące do ryzyka. To częściowo tłumaczy czemu plany robione są tak rzadko.

By jeszcze bardziej podkręcić koniunkturę na łapówki osoby tworzące plany zagospodarowania, najczęściej w tych rzadko tworzonych planach przekształcają jak najmniej terenów pod inwestycje. Wykorzystują przy tym najczęściej trzy wspomniane wcześniej nieprecyzyjne zapisy ustawy, ale też posiłkują się innymi kryteriami wymienionymi w tym samym artykule 2 ustawy o planowaniu przestrzennym jak: dziedzictwo kulturowe, ochrona środowiska czy też interes publiczny, oczywiście też nie zdefiniowanymi co do swojego znaczenia i zakresu.

Tymczasem im mniej terenów inwestycyjnych tym znaczenie i wartość decyzji urbanistów i urzędników rośnie, a wraz z nią rośnie skłonność do korupcyjnych propozycji składanych samorządowcom i urbanistom przez ubezwłasnowolnionych właścicieli terenów.

Andrzej Wianecki
(1 grudnia 2008)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię