Strona główna



Korespondencja ze Szwecji
Jak zatrudnić Polaków na czarno
i wyjść na swoje?

O Polakach pracujących na czarno śpiewa się już w Szwecji piosenki. Polska sprzątaczka to pojęcie obiegowe, takie jak polski sejm i polska... no, panienka, taka weselsza, co nawet znalazło odbicie w szwedzkich filmach. Mamy tu w Szwecji po prostu "dobrą" renomę, a w każdym razie Polacy są bardzo popularni. Polak potrafi...

Kiedy w Szwecji chce się coś zrobić szybko i tanio i bez podatku, wtedy zatrudnia się Polaków "na czarno" - do sprzątania, do remontu, do przeprowadzek, do zbierania jagód, do... Na tym lista się wyczerpuje. Polaków na czarno nie da się chyba zatrudnić do niczego więcej.

Polskie sprzątanie Szwecji

Przede wszystkim staramy się, aby w szwedzkich domach było czysto. Każda szanująca się szwedzka rodzina zatrudnia polską sprzątaczkę, albo dziewczynę do dziecka. Jak znaleźć polską sprzątaczkę? Pomaga szeptana propaganda... Polskie sprzątaczki to cały przemysł, to setki firm sprzątających na czarno w całej Szwecji. Na czele takiej firmy stoi "pośredniczka", (choć nasuwa się inne porównanie), która zatrudnia od kilku do kilkunastu sprzątaczek. Pośredniczka nie stała się od razu "szefową firmy". Najpierw przyjechała do Szwecji jako niewinne dziewczę szukające możliwości zarobienia paru koron. Tu posprzątała, tam posprzątała, ktoś polecił ją dalej i tak przez kilka lat zbierała kontakty - czyli listę klientów. Potem, kiedy miała już za dużo pracy, zaprosiła z Polski swoją koleżankę, której oddała kilka sprzątań, z zaznaczeniem, że od każdej wykonanej pracy dostanie pewien procent. W miarę jak interes się rozwijał, ściągała z Polski więcej znajomych kobiet, które pracowały w ten sam sposób. Czyli szefowa, która ma kontakty - ustala grafik prac i rozdziela je swoim podopiecznym, pobierając od każdej wykonanej pracy zwyczajowy procent, przeważnie od 10 do 30 procent. W pewnym momencie grafik jest już tak wypełniony, że nie musi już sama pracować, tylko zajmuje się stroną organizacyjną przedsięwzięcia. Stawka za godzinę wynosi przeciętnie 100 koron, z czego 20 trafia do pośredniczki. To pierwszy etap...

Potem zdarza się, że "pracownica" zatrudnia następną osobę i wtedy może dojść do zbudowania feudalnej drabiny zależności, ale każda sprzątaczka marzy o całkowitej niezależności, co pozwoliłoby zachować pełną stawkę, bez konieczności dzielenia się zarobkiem. Z czasem myślą więc o zatrudnieniu własnych podopiecznych i stworzeniu własnej firmy. W tym celu należy przejąć jak najwięcej kontaktów poznanych podczas "pracy" w pierwszej firmie, co w pewnym momencie zaczyna przypominać wojnę gangów, a przynajmniej ostrą walkę konkurencyjną nieprzebierającą w środkach.

Zaczyna się od poczucia krzywdy. Sprzątaczka myśli sobie: - Co jest do cholery, ja tu haruję od świtu do nocy, a ta wredna baba zabiera moje pieniądze... Zapomina przy tym, że wcale nie mogłaby tak harować i zarobione pieniądze posyłać mężowi-pijakowi w Polsce, gdyby jej "szefowa" nie znalazła miejsc do pracy, nie wypełniła całego grafiku w jej, ale oczywiście i swoim interesie. To "poczucie krzywdy" rodzi się przeważnie w momencie, gdy pozna się już rynek pracy, wie się, jak co działa, jak i czym dojechać na miejsce pracy i nauczy się paru słów po szwedzku pozwalających przekonać szwedzkiego pracodawcę, aby dzwonił już bezpośrednio do niej na komórkę, a nie do "firmy". Może być i nieco inaczej, np. pracodawca prosi, aby posprzątała także u kogoś z rodziny lub znajomych i tego kontaktu już się nie zgłasza pośredniczce i w ten sposób wypracowuje się powoli własny, niezależny grafik, umożliwiający w końcu podejmowanie całej stawki, a w dalszej kolejności zatrudnianie własnych pracownic. I tak firmy sprzątające rozmnażają się przez pączkowanie, wewnętrzne podziały, a także wojny domowe, podczas których pierwotny dobroczyńca, który ściągnął Polkę do Szwecji, staje się najgorszym wrogiem i wyzyskiwaczem.

Kto sprząta?

Polskie sprzątaczki wywodzą się ze wszystkich warstw społecznych. Sprzątają i proste dziewczyny ze wsi i panie po studiach, a nawet z tytułami naukowymi. Sprzątają panienki z poczty, dziennikarki i aktorki, którym znudziło się czekanie na rolę w przedsionku obleśnego dyrektora teatru prowincjonalnego. Sprzątają kobiety (a czasem i mężczyźni), które potrafią to robić, ale także i takie, których mamusie niczego nigdy nie nauczyły. Obowiązek kształcenia spada zatem na "pośredniczki", które najpierw cierpliwie uczą jak dojechać na miejsce pracy, pomagają w pierwszych sprzątaniach, tłumaczą na czym polega szwedzki standard czystości i czym różni się od polskiego. Zderzeniem kulturowym jest często pokaz jak wygląda posprzątana ubikacja - w misce klozetowej ma być tak czysto, aby teoretycznie można było nabrać z niej wody do picia… co najpierw budzi silne protesty, a przynajmniej zdziwienie: - Pani kochana przecież tam się tylko...

W każdym razie pośredniczka uczy i nadzoruje, aby nie było żadnego sprzątania pod dywan. Bierze też odpowiedzialność za swoje podopieczne, jeżeli coś się zbije lub coś nie daj Boże zginie. Bo przecież sprzątaczka prywatnego domu to osoba najbardziej zaufana, która prędzej czy później pozna wszystkie tajemnice tego domu i jego mieszkańców. To osoba, której daje się klucze od mieszkania, aby przychodziła sprzątać, kiedy w domu nie ma jego mieszkańców. A takie klucze to czasem duża pokusa… Pośredniczka zatem znajduje miejsce pracy, uczy i bierze odpowiedzialność, za co pobiera pewien zwyczajowy procent, co wydaje się być zupełnie w porządku, oczywiście w świecie pracy na czarno. Pomaga też znaleźć mieszkanie, czyli najczęściej miejsce do spania za 2000 koron. Samodzielne mieszkanie kosztuje kilka tysięcy... I za tę całą pomoc rzadko spotyka się z dozgonną wdzięcznością.

Polak dom ci wyremontuje

Polki sprzątają, a Polaków zatrudnia się do prac cięższych - do remontów, na budowach. Jednak tak jak polskie sprzątanie w Szwecji ma już wyrobioną renomę, a przede wszystkim pośredniczki, które odpowiadają za jakość usług, tak polskie prace remontowo-budowlane są jeszcze w pionierskim okresie organizacyjnym, choć system jest w sumie podobny. Szef zatrudnia robotników, najchętniej prosto z Polski w systemie "na czarno", albo w systemie "na sześć miesięcy". Szef ma najczęściej zarejestrowaną jednoosobową firmę, żeby zachować pozory legalności i od czasu do czasu nawet coś deklaruje. Kiedy ma zamówienia, to szuka polskich podwykonawców, którym płaci na czarno. Może się więc zdarzyć, że za każdego dnia ktoś inny będzie kontynuował robotę, ktoś, kto właśnie ma czas… Szef tylko dowozi na miejsce, mówi, co robotnicy mają robić i pobiera pieniądze od osoby zamawiającej remont. Są też niezarejestrowani "przedsiębiorcy" i inni chętni do wykonania wszelkich robót, którzy przyjechali prosto z Polski i śpią jeszcze w małym fiacie na parkingu.

Zatrudniając polską ekipę trzeba się jednak liczyć z tym, że może zdarzyć się wszystko - wszystkie warianty wykonania pracy są możliwe i zdarzają się. Kuchenka elektryczna może zostać podłączona zwykłym kablem, glazura może zostać położona w taki sposób, że nie ma dojścia do ujęcia wody, a woda może wypłynąć na świeżo położony parkiet... Możesz być zadowolony i możesz kląć, na czym świat stoi. Zależy jak trafisz, czyli, na kogo trafisz. Ze sprzątaczką sprawa jest prosta i ryzyko niewielkie. Najwyżej wazon Ci zbije, albo klozetu nie domyje, zainkasuje 300 i pójdzie. Tu im większy remont, tym większe ryzyko. Po pierwsze, że praca zostanie źle wykonana, po drugie, że czas pracy będzie przeciągany w nieskończoność, jeżeli byłeś na tyle naiwny, aby umówić się na 100 kr za godzinę, a nie za całość.

Każdy Polak, który przyjeżdża do Szwecji w poszukiwaniu pracy, twierdzi, że jest "złotą rączką", że potrafi wszystko i w związku z tym podejmuje się wszystkiego, często nie mając zielonego pojęcia jak dana praca powinna być wykonana, ani nie mając odpowiednich narzędzi. Nie mówiąc już o tym, że taki "rzemieślnik" nie ma tu żadnego zaplecza, nie wie gdzie, co kupić, a jak nawet wie, to nie potrafi sam kupić materiałów budowlanych, bo nie zna języka. Takich specjalistów znajdziemy łatwo poprzez polskie sklepy, gdzie wywieszają swoje ogłoszenia, albo wręcz pod polskim kościołem. Znacznie gorzej działa system poleceń, bo jeżeli już ktoś raz się nabierze na takiego pracownika, to przecież nie poleci go nikomu innemu, chyba, że jest złośliwy.

Jeżeli więc chce się zatrudnić Polaka do ułożenia podłogi w weekend to ludzie pytają się znajomych i jeżeli taki rzemieślnik się u kogoś sprawdził to można go zatrudnić, choć i tu czasem można się przejechać. Moi znajomi zatrudnili Polaka do położenia kamiennej podłogi w kuchni. Położył, owszem, kleju było więcej niż kafelków, a wszystko to ułożone na luźnej płycie tekturowej, która uginała się przy chodzeniu. Położył i znikł. Wszystko trzeba było robić na nowo, a przecież polecili go znajomi. U innych znajomych zauważyłem "ekstrawaganckie" kafelki w łazience, które były wzmacniane przeźroczystym plastrem, aby nie odpadły. Zrobili to już sami właściciele, po tym jak polska ekipa remontowa wróciła do kraju.

Zatrudnienie Polaków do remontu całego mieszkania to po prostu wielki hazard. Jeżeli jeszcze do tego umowa zakłada płatność za godzinę. Oj, to tylko 100 koron, ale... Jeżeli szef powie, jasne, to prosta sprawa, uwiniemy się z tym w dwa tygodnie, a my policzymy sobie godziny i powiemy: - OK, rób Pan. Potem po kilku tygodniach przeliczymy sobie wszystko na nowo i zorientujemy się, jak bardzo się przeliczyliśmy i co jeszcze dopisano nam do rachunku. I jeszcze wszystko dobrze, jeżeli kafelki nie odpadną, a pod wanną nie będzie przecieku do sąsiada... Tym samym Polacy robią sobie coraz gorszą reklamę. Pracują jak w socjalizmie a chcą, aby im płacono jak w kapitalizmie. Zwykła pazerność niektórych "firm" i zła jakość usług powoduje, że kolejne grupy Polaków mają coraz większe trudności ze znalezieniem pracy. Znajomi Szwedzi wyrzucili polską ekipę po tygodniu, po tym jak zorientowali się, na czym polega polski styl pracy. Oczywiście nie chcieli zapłacić całej kwoty za źle wykonany remont, a robotnicy skarżyli się potem, że zostali oszukani przez szwedzkiego pracodawcę… I tak dobrze, że nie straszyli "przysłaniem kogoś, kto załatwia takie sprawy", aby odebrać resztę należności. A i takie sytuacje zdarzają się na granicy rzemiosła i gangsterstwa...

Coraz więcej Szwedów i szwedzkich Polaków zaczyna się uprzedzać do zatrudniania polskich fachowców "na czarno" i woli angażować szwedzkie firmy gdzie wiadomo, że praca zostanie wykonana szybko i sprawnie i że dostanie się prawdziwy rachunek z możliwością odciągu podatkowego… Coraz mniej osób daje się nabierać na niską polską stawkę za godzinę w zestawieniu ze szwedzką stawką plus podatek. Z prostego wyliczenia wynika, że tak naprawdę tańsza okazuje się szwedzka firma, ponieważ wykona pracę fachowo i w znacznie krótszym terminie, że zatrudnianie Szwedów bardziej się kalkuluje, jeżeli ktoś chce wyjść na swoje. No chyba, że ktoś chce popierać Polaków - za wszelką cenę!

Oczywiście uczciwe polskie firmy budowlano-remontowe po prostu tracą dzięki takiej "reklamie" i może dobrzy byłoby, aby ich szefowie zastanowili się, jak przeciwdziałać nieuczciwej konkurencji.

Jest i odwrotna strona medalu. Mam na myśli Polaków, których zwabiono do Szwecji obietnicą pracy i mieszkania, za co oczywiście trzeba było wnieść pewną opłatę, a tymczasem z tego wszystkiego realna była tylko ta opłata... Ku przestrodze chętnych do pracy za granicą uruchomiono specjalną stronę internetową www.oszukany.pl Warto na nią zajrzeć przed udaniem się za granicę w poszukiwaniu pracy. Natomiast dobrze byłoby, aby ktoś równie odważny uruchomił stronę internetową ostrzegającej przed nieuczciwymi Polakami pracującymi na czarno w Szwecji.

Krzysztof Mazowski
www.relacjeonline.com
(19 listopada 2007)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)


Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię