Strona główna



Zmiany zaczynać tam,
gdzie najmniejszy opór

Nasz Czytelnik, p. Piotr Korzeniowski przysłał do redakcji list będący krótką polemiką do artykułu p. Krzysztofa Haładusa - Apel do mieszkańców i samorządowców miast Aglomeracji Śląskiej w sprawie kierunku rozwoju komunikacji publicznej. Poniżej publikujemy ten list, a pod nim odpowiedź p. Haładusa.


Od: piotrek@lp.pl
Do: Strona Prokapitalistyczna
Temat: "Apel do mieszkańców i samorządowców miast Aglomeracji Sląskiej w sprawie kierunku rozwoju komunikacji publicznej.
Data: 23 sierpnia 2008 08:05

Witam Pana!

Włożył Pan wiele trudu w udowodnienie swojej tezy. Szanuję to i doceniam. Proszę spojrzeć na tę sprawę z jeszcze innej strony. Czy radni miejscy nie powinni się skupić na URATOWANIU niepotrzebnie wydawanych pieniędzy, zabranych pod postacią podatków, mieszkańcom Sosnowca? Czy nie powinno się w Sosnowcu i innych sąsiedzkich miastach przeprowadzić jak najszybciej prywatyzacji komunikacji miejskiej? Czy nie powinna to być prywatyzacja na drodze jawnego przetargu?

Pozdrawiam serdecznie!
Piotr Korzeniowski


* * *

Odpowiedzi na list...

Dziękuję za komentarz Panie Piotrze. Odpowiadając na Pana pytanie chciałbym je podzielić na trzy części:

1. Pyta Pan: "Czy radni miejscy nie powinni...?" Według mnie powinni. Według większości kolegów radnych w naszym mieście nie powinni. Rzecz nie w tym czy w Polsce istnieje kilkuset radnych przekonanych do rozwiązań wolnorynkowych, ale czy potrafią oni przekonać do tych idei i znaleźć większość niezbędną w demokracji do podjęcia decyzji. W moim mieście na dzisiaj mam pewne osiągnięcia w tym zakresie, ale większości dla zasadniczych zmian jeszcze nie.

2. "Jak najszybciej i na drodze jawnego przetargu...?" Teoretycznie tak, w praktyce dosyć trudno. Kwestia komunikacji komunalnej to tylko fragment całego systemu socjalistycznego, do którego w pierwszym rzędzie należy edukacja, a dalej pomoc społeczna, mieszkania komunalne, służba zdrowia, kultura i kolejne mniejsze elementy całości. Czy akurat komunikacja pierwsza? Może. W teorii najlepiej byłoby to wszystko na raz sprywatyzować poprzez tzw przetargi młotkowe. W praktyce takie rozwiązanie możliwe byłoby moim zdaniem jedynie w warunkach rewolucyjnej dyktatury. Nawet zdobywszy władzę w gminie, jeśli zaproponuje Pan tak radykalne działania, prawdopodbnie okaże się, że będzie Pan pierwszym burmistrzem czy radnym miejskim, którego wystraszeni i zmanipulowani przez Pana przeciwników mieszkańcy, odwołają w drodze referendum, co normalnie jest praktycznie niemożliwe, ze względu na wysoki próg frekwencji. Realnie potrzeba kolejne elementy krok po kroku przestawiać na właściwe, wolnorynkowe tory, przekonując do kolejnych zmian poprzez udany przykład wcześniejszych.

3. Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na jeden element. Mandat do sprawowania władzy w demokracji uzyskuje się poprzez poparcie większości. Nie można zatem, moim zdaniem, na dłuższą metę robić coś wbrew tej większości. To nie są pieniądze i majątek władcy (burmistrza, radnego), tylko pieniądze i majątek mieszkańców gminy. Powierzając nad nimi władzę konkretnemu człowiekowi (ludziom) mieszkańcy zaufali, że będzie on, na ich zlecenie, zarządzał sprawami gminy, w sposób który oni uważają za korzystny dla nich. Do zmian, do których jest się przekonanym, trzeba więc przekonywać także suwerena i zleceniodawcę, którym są mieszkańcy. A ci, aby chcieli rozwiązań wolnorynkowych i popierali je, muszą najpierw zostać uświadomieni co do znaczenia pewnych instytucji i mechanizmów. Niestety w wielu miastach ludzie dzisiaj wolą socjalizm.

Reasumując. Po kolei: udział we władzy, większość dla zmian, kolejno zmiany - zaczynając tam gdzie najmniejszy opór.

Krzysztof Haładus
(8 września 2008)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)


Komentarze Czytelników:
OD: piotrek
Do: Strona Prokapitalistyczna
Temat: Zmiany zaczynać tam, gdzie najmniejszy opór
Data: 8 września 2008 07:11

Szanowny Panie!

Zgadzam się, że większość ludzi uważa rozwiązania socjalistyczne za najkorzystniejsze dla nich czy ich społeczności. Dlatego też na swoich przedstawicieli do lokalnych samorządów większość wybiera tych, którzy tym rozwiązaniom szczerze hołdują. W przekonaniu wyborców, radni to jest elita społeczeństwa, radni to ludzie najuczciwsi z uczciwych. Skoro tak, to bazując na tej potencjalnej uczciwości rajców należy delikatnie podsuwać im rozwiązania wolnorynkowe, nie bacząc na przynależność radnego do jakiegoś konkretnego klubu czy opcji politycznej! Myślę, że warto postudiować książkę, której autorem jest Dale Carnegie p.t. "Jak zdobyć przyjaciół j zjednać sobie ludzi". Dam Panu przykład z mojego podwórka. W połowie lat 90-tych ubiegłego wieku, mieliśmy w Piotrkowie Trybunalskim wybitnego Radnego Pana Eugeniusza Cabana, który miał przekonania prawicowe ale nie był wolnorynkowcem. W czasie swojej bardzo pracowitej kadencji radnego zetknął się z dziennikarzami lokalnej gazety konserwatywno-liberalnej i stał się propagatorem wolności gospodarczej w mieście. W kolejnych wyborach przepadł, wkrótce potem zmarł, ale coś dobrego zaszczepił mieszkańcom Piotrkowa. W pierwszych powszechnych wyborach na prezydenta miasta wygrał człowiek, który miał najbardziej prorynkowy program gospodarczy i był najlepszym prezydentem w piotrkowskiej powojennej historii.

Pozdrawiam!
Piotr Korzeniowski


Od: Krzysztof Haładus
Do: Strona Prokapitalistyczna
Temat: odpowieź do piotra; dot. tekstu Zmiany zaczynać tam, gdzie najmniejszy opór
Data: 19 września 2008 21:15

Witam Panie Piotrze i dziękuję za przytoczony przykład. Zgodnie z Pana sugestią staram się przekonywać w moim mieście zarówno kolegów radnych jak i społeczeństwo do rozwiązań wolnorynkowych, co być może przyniesie identyczny skutek jak w opisanym przez Pana przypadku - w kolejnych wyborach "przepadnę". Żywię jednak odrobinę nadziei, że mój dalszy los potoczy się inaczej niż radnego Eugeniusza Cabana i dane mi będzie cieszyć się ziemskim życiem nieco dłużej niż zasłużony piotrkowski radny, o którym Pan pisze.
Natomiast polecanej książki o zdobywaniu przyjaciół jakoś nie bardzo mam ochotę przeczytać. Mam wielu przyjaciół i nie potrzebuję rad w celu powiększenia ich grona. Przeczytałem parę książek z podobnej dziedziny - min. Cialdiniego, Hogana i na razie wystarczy.
Mam jednakże wrażenie, że w swojej argumentacji popełnił Pan pewien drobny błąd. Otóż pisze Pan o tym, że "W przekonaniu wyborców, radni to jest elita społeczeństwa, radni to ludzie najuczciwsi z uczciwych." Z treści zdania wynika, że Pan sam nie wierzy w tę wyjątkowość radnych - i w mojej opinii w zasadzie słusznie. Dlatego wydaje mi się, że Pana dalszy wywód: "Skoro tak, to bazując na tej potencjalnej uczciwości rajców należy ..." pozbawiony jest nieco sensu. Chyba, że Pan również wierzy w "wyjątkowość radnych"? Bo jeśli Pan nie wierzy, to nie warto bazować na "lipnej uczciwości" i czegokolwiek na niej budować. Czy nie tak?

Pozdrawiam
Krzysztof Haładus




Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię