kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku

Strona główna



Nowozelandzka "rewolucja"

"Teraz kiedy ustawodawcy i dobroczyńcy nałożyli na społeczeństwo już tak wiele tak nieefektywnych systemów, wreszcie mogą skończyć, gdzie powinni byli zacząć: niechaj odrzucą wszelkie systemy i spróbują wolności..."

Frederic Bastiat, 1850

Lawrence Reed Dla wytworzenia dóbr materialnych oraz osiągnięcia osobistego spełnienia wolność ekonomiczna jest niezastąpiona. Wpływa ona na te wszystkie zjawiska niezwykle pozytywnie. Żaden z krajów nie udowodnił tego w bardziej przekonywujący sposób aniżeli malutka, lecz przepiękna Nowa Zelandia. Historia dramatycznej, trwającej 12 lat, transformacji tego wyspiarskiego kraju powinna zostać wykrzyczana wniebogłosy.

Usytuowana na południowym Pacyfiku, w połowie drogi pomiędzy równikiem a biegunem południowym - Nowa Zelandia jest krajem wielkości 2/3 stanu Kalifornia. 3,5-milionowa ludność zamieszkuje dwie główne wyspy i cały szereg rozproszonych po Oceanie malutkich wysepek. Nowozelandczycy znani jako Kiwi - są dumni ze swego długiego dziedzictwa jako kolonii brytyjskiej, która uzyskała pełną autonomię w 1931 roku.

W 1950 roku Nowa Zelandia plasowała się na liście jako jeden z najbogatszych krajów świata - z relatywnie wolną gospodarką oraz silną protekcją przedsiębiorczości i własności. Wtedy to, pod rosnącym wpływem idei państwa opiekuńczego, które kwitły w Brytanii, Stanach i większej części zachodniego świata - Nowa Zelandia wzięła ostry zakręt w lewo.

Kolejne 20 lat przyniosło "Kiwi" socjalizm - żniwo wielkiego rządu i ekonomicznego niepokoju. Nowozelandczycy poczuli się ofiarami wygórowanych ceł, masowych rolnych dotacji, olbrzymiego długu publicznego, chronicznych deficytów budżetowych, rosnącej inflacji, 66-cio procentowego podatku dochodowego oraz rozbudowanego państwa opiekuńczego.

W tamtych latach rząd centralny był zaangażowany w praktycznie każdy aspekt życia ekonomicznego. Zmonopolizował on kolej, telekomunikację i biznes elektryczny. Jedyną rzeczą, która kwitła w latach 1975-83 było bezrobocie, podatki i wydatki rządu.

W obliczu niekończącej się listy programów państwowych, niespełniających swojego zadania i zaglądającej w oczy ruiny ekonomicznej, w 1984 roku nowozelandzcy politycy zaangażowali się w coś, co Organizacja Ekonomicznej Kooperacji nazwała "najobszerniejszym programem liberalizacji ekonomicznej, kiedykolwiek przedsięwziętym w rozwiniętym kraju". Wszelkie dotacje rolnicze zostały wstrzymane w ciągu dwóch lat. Cła zostały obcięte o 2/3 prawie natychmiastowo i w miarę upływu czasu były ciągle zmniejszane. Dziś, przeciętna nowozelandzka stopa ceł wynosi 3,2 procent - co w rzeczywistości oznacza jednostronny wolny handel. W gruncie rzeczy, ponad 90 procent wszystkich importowanych towarów wkracza do kraju kompletnie wolnych od jakiegokolwiek kontyngentu, cła czy innych restrykcji.

Podatki zostały gwałtownie obcięte. Górna granica wynosi obecnie 33 procent, czyli połowę tego co było w czasie, gdy motłoch wielkiego rządu znajdował się u władzy. Przeciętny podatek dochodowy wynosi obecnie 21,5 procent. W ogóle natomiast nie istnieje podatek od majątku i podatek obrotowy.

Od 1984 roku rząd nowozelandzki zaangażował swoje wysiłki w masową prywatyzację sprzedając 22 państwowe przedsiębiorstwa. Największym sukcesem okazała się sprzedaż Telecom NZ. Przed prywatyzacją firma ta chełpiła się zatrudnieniem 26 500 pracowników, z których większość nie wykonywała żadnej pracy. Wyszczuplona, zmodernizowana i w prywatnych rękach firma ta zatrudnia obecnie 9 300 pracowników i po raz pierwszy współzawodniczy z takimi firmami jak MCI i Bell South (telefony komórkowe).

Kraj nie doświadczył jakiegoś koszmaru związanego z transformacją branży komunikacyjnej; przyszedł raczej z przestarzałej technologii do 97-mio procentowego systemu cyfrowego - zajmującego drugie miejsce w świecie według the World Competitiveness Report. Telecom NZ nie jest już tworem wysysającym ze skarbu państwa, wręcz przeciwnie - Telecom NZ płaci podatki.

W 1984 roku siła robocza w sektorze publicznym sięgała 88 000 zatrudnionych. W 1996 roku, po najbardziej radykalnej redukcji rządu liczba ta spadła poniżej 36 000 (59-cio procentowa redukcja). Gdy Ministerstwo Transportu było w posiadaniu i zarządzało wszystkim, począwszy od portów do krajowych linii lotniczych, zatrudniało 4 500 pracowników. Dziś cały jego personel zajmuje odpowiednik dwóch pięter typowego biurowca.

Regulacje rządowe zostały również usunięte z krajowego systemu bankowego. Dziś, nawet zagraniczne banki są mile widziane. Amerykanie, którzy przyzwyczaili się do tego, że rząd gwarantuje im depozyt bankowy mogą poczuć się zszokowani na wieść, że w Nowej Zelandii rząd centralny nie narzuca żadnego ubezpieczenia depozytowego. W zamian za to banki zapewniają publiczne ujawnienie ich stanu finansowego oraz ubezpieczenie na otwartym rynku.

Założenie nowego interesu w Nowej Zelandii jest bardzo łatwe, a to za sprawą niewielu konsekwentnie stosowanych regulacji. Regulacje środowiskowe, tak jak i regulacje bezpieczeństwa są czasami uciążliwe, ale są one kompensowane przez niskie podatki i przyjazny interesom klimat gospodarczy.

Szczególnie uderzające jest to, co Nowozelandczycy zrobili, aby zmienić politykę pracy. William Eggers z Reason Foundation określa to jako "najbardziej agresywne i daleko idące deregulacje rynku pracy w świecie". Obowiązkowa przynależność związkowa została zniesiona, tak jak i monopole związkowe nad rynkami pracy. Pozbawieni szczególnych przywilejów, które kiedyś pozwalały im na szantaż ekonomiczny, dziś związkowcy posiadają taki sam status, jak każda inna prywatna, ochotnicza organizacja.

Kilka miesięcy temu ambasador Nowej Zelandii w USA powiedział zebranym na The Heritage Foundation w Waszyngtonie, że wszystkie te dramatyczne zmiany przyniosły ekonomiczne korzyści. Budżet narodowy jest zrównoważony, inflacja jest nieszkodliwa, rozwój ekonomiczny postępuje naprzód od 4 do 6 procent rocznie.

Eggers zawiadamia, że po prywatyzacji portów i kolei, koszty przewozu towarów spadły aż o 50 procent. Pomogło to zrekompensować utratę dotacji dla rolników, którzy obecnie są jednymi z najbardziej konkurencyjnych w świecie.

Ostatnie wybory przyniosły znowu zmiany w rządzie, ale większość obserwatorów wierzy w to, że polityczny consensus wolnorynkowych rozwiązań został zbyt głęboko zakorzeniony, by mógł zostać łatwo odwrócony. W rzeczy samej jedyna partia, która otwarcie występowała przeciwko temu, co Nowozelandczycy nazywają "rewolucją" zebrała nędzne 12 procent głosów.

Leży tu głęboka nauka: wielki rząd wysysa życie z gospodarki. Wolna przedsiębiorczość jest w stanie naprawić tę szkodę. Politycy na całym świecie mogą się wiele nauczyć z przykładu Nowej Zelandii.

Lawrence W. Reed

tłum. Agnieszka Łaska
(artykuł pochodzi z drugiej połowy lat 90-tych XX wieku - publikacja na "SP" w 2001 roku)

(Tekst publikujemy za zgodą The Foundation for Economic Education)




Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW









Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię