Strona główna




Nie chcę być zależny od zdania większości

O ile dobrze rozumiem przesłanie p. Roberta Sobalskiego zawarte w artykule Państwo i demokracja - symbioza czy antagonizm?, to twierdzi on, ze wykształcenie jest lekiem na całe zło wywołane przez demokrację. Jednak problemem jakiego Autor zdaje się nie zauważać jest ingerencja państwa w nasze życie.

Jeśli ograniczymy wpływ państwa (przymusu) na procesy zachodzące w kraju, co więcej ograniczymy go do funkcji jakie państwo sprawować powinno to nie ma wielkiego znaczenia jak bardzo wykształceni będą wyborcy i wybierani. Wykształcenie nie ma żadnego znaczenia dla wyborcy, znaczenie ma tylko jego własny interes. Nikt na świecie nie jest w stanie objąć swoim umysłem ekonomii państwa, ani procesów w nim zachodzących. Stąd nikt nie jest w stanie podjąć w nim dobrej ekonomicznie decyzji. Tak czasami będzie to "strzał w dziesiątkę", ale zawsze będą ludzie po dwóch stronach danego prawa (szczególnie jasno to widać na przykładzie praw gospodarczych). Przykład: zakaz pracy w niedzielę (oprócz prac gdzie wymagany jest ruch ciągły) wynikający z naszych religijnych korzeni, plus oprawa laicka. Bardziej wypoczęci pracownicy są bardziej wydajni itp. Załóżmy, ze w naszym kraju, gdzie żyje przeważająca część katolików takie prawo zostaje przegłosowane. Dopóki w tym kraju mieszka choćby jeden muzułmanin obchodzący swoje święto w piątek, albo wyznawca wiary w słońce, który zdecydował, że dzień święty to wtorek, tego typu prawo jest pogwałceniem praw człowieka.

Następny problem bijący z tego artykułu to pogarda dla ludzi niewykształconych. Albo wszyscy mamy prawo do rządzenia, albo nie. To, że ktoś nie nauczył się czytać nie powinno dyskryminować go w oczach społeczeństwa. Stąd niektóre formy w USA jeszcze w miejscu podpisu nie piszą "signature" ale "mark". Być może Autor nie potrafi spawać, ale czy to dyswalifikuje go jako człowieka rozumnego? Być może jest lepiej wykształcony niż wiekszość czytelników, ale dlaczego ilość godzin spędzonych w ławkach względnej jakości instytucji ma mu dawać prawo ingerencji w moje życie? Jeżeli wie lepiej to nie znając mnie niech powie co powinieniem w życiu robić, aby osiągnąć sukces? Jest to niemożliwe niezależnie od stopnia wykształcenia, gdyż nie wiadomo czym jest sukces dla jednostki. A przecież tak wyglądają wybory.

I jeszcze raz o wykształceniu. Bill Clinton ukończył Yale (to tak na marginesie). Większość uniwersytetów to kolonie do rozmnażania lewackiej propagandy i przekonanie o wyższych celach ludzi po studiach. To daje im prawo ingerencji i wchodzenia w moje życie. Bez żadnego sukcesu na przestrzeni ostatniego wieku, rządy podpierając się opiniami "inteligentów" (proszę porównać ilość ekonomistów po lewej i prawej stronie politycznego spektrum) próbują rozwiązywać moje kłopoty wpychając ludzkość w coraz większe bagno. Nie znaczy to, że chcę rządów niewykształconych ludzi.

Jestem człowiekiem rozumnym i mam swoje cele. Chcę w życiu je realizować niezależnie - czy są one demokratyczne czy nie. Chcę spijać pianę z piwa, które sam nawarzę i słodycz sukcesu, a nie być zależny od zdania większości. Niezależnie - mądrych czy głupich wyborców.

Janusz Domaszuk
(10 listopada 2003)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Wśród autorów tekstów
m.in.:

Ludwig von Mises
Mark Skousen
Lawrence W. Reed
Doug Bandow
Walter Block
Donald K. Jonas
Burtom Folsom
Alan Levite
Paul A. Cleveland
Hans F. Sennholz
Albert J. Nock
Dwight R. Lee
Michael Novak

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię


Czytelnicy
piszą