Strona główna




Niekończąca się nauka

Ostatnio, zapewne z powodu upałów postawiłem na przetrwanie - z minimalnym wydatkiem energii własnej - w bezruchu, z książką w ręku. Zdejmując ponownie z półki "Dzieła zebrane" Bastiata, byłem przekonany, że po wielokrotnym wertowaniu nic już istotnego nie odkryję, ale miałem potrzebę odświeżenia zachowanego w pamięci stylu argumentacji.

Byłem w błędzie. Natłok bieżącej informacji i konieczność śledzenia istotnych opracowań z dziedziny naszych zainteresowań, sprawia, że coraz mniej czasu mamy na refleksję, która jest jedynym sposobem na porządkowanie gromadzonych informacji, na wyłapywanie luk i zbędnych, nieistotnych treści. Ślizgamy się po treści starając się zrozumieć myśl autora. Gdy jakiś fragment wydaje się niezrozumiały lub nieracjonalny, zrzucamy to na karb fuszerki autora. Nie mamy czasu na zastanowienie się czy przypadkiem nie odczytaliśmy czegoś, czego w tekście tak naprawdę nie ma, bo myśli autora interpretujemy za pomocą wiedzy, którą już posiadamy. Opisy gdy wykraczają poza obiegowe sprawy, wymagają głębszego zastanowienia, a często uzupełnienia o pojęcia niezbędne do jej zrozumienia. Dlatego właśnie podręczniki zwykle są niezrozumiałe dla osób, które nie przyswoiły sobie właściwego znaczenia pojęć tam użytych (często zawartych w innych podręcznikach). Obszar wiedzy jest tak ogromny, że skazani jesteśmy albo na płaski banał albo musimy wykonać dodatkową pracę umysłową by uchwycić jej właściwą treść.

Na spotkaniach z JKM obserwowałem na twarzach niektórych słuchaczy wyraz cierpienia pomieszanego z oburzeniem. Dla człowieka nafaszerowanego pseudo ekonomicznymi bzdurami proste oczywiste argumenty burzą obraz świata, mozolnie tworzony przez wiele lat, którego zastąpienie wymagać będzie wykonania pacy umysłowej przekraczającej jego możliwości. W błędzie są ci co uważają, że prosta logiczna argumentacja dotrze do wszystkich nieuprzedzonych, problem tkwi w ukształtowanej nieelastycznej umysłowości opartej na wdrukowanych schematach.

Współczesne wychowanie i nauczanie utrwala zbitki, nie powiązanych logicznie w spójny system, przekonań i wartości. Systematycznie postępuje proces - na który Bastiat zwrócił uwagę - ciągłej utraty wartości rzeczy użytecznych, w wyniku zastępowania wysiłku człowieka działaniem praw natury. To pociąga za sobą ewolucję skal wartości. Dawniej posiłek miał zaspokajać głód, ubranie chronić przed zimnem, buty osłaniać stopy, dzisiaj ich pierwotne funkcje zeszły na drugi plan. Nie wygoda i cena decydują o wyborze butów czy ubrań, lecz moda. W cenie jest rzadkość, i to sprawia, że kobiety skłonne są kaleczyć sobie nogi, znęcać nad włosami i skórą, zniekształcać figurę, w pogoni za wyjątkowością, za choćby nieznacznym wyróżnieniem się z tłumu. O gustach się nie dyskutuje, dlatego można je kształtować do woli, wyznaczać "tryndy", przyklejać etykietki, i gasić wszelkie próby ograniczenia dyktatury "tryndu" wrzaskiem, że to zamach na wolność wyboru.

Redukcja użyteczności do oczekiwanych cenzurek wystawianych nam przez innych, kładzie się cieniem na całą naszą aktywność, banalizując cele oraz sens egzystencji (stopniowe wyzbywanie się podmiotowości).

Dlatego argumentacja powinna być kierowana do młodych. Starsi podatni na argumentację, są już przekonani, bo ich umysłowość, odporna na manipulacje, już dawno uformowała przyswojoną wiedzę w strukturę opartą na logicznych związkach.

By uzmysłowić czytelnikom o czym mówię podam przykład… Zajmując się kiedyś polityką, musiałem zgłębić "tajniki" makroekonomii. Po konfrontacji z obrazem ekonomii, który wyłonił się z "Bogactwa i ubóstwa" Jerzego Gildera (Oficyna Liberałów 1989), z modelami podawanymi do wierzenia w podręcznikach, stało się dla mnie jasne, że nie istnieje przedmiot zwany "makroekonomia" ( ściślej: sprowadza się on do budżetowania). Potem od Misesa i Hayeka mogłem, już do woli, czerpać argumenty uzasadniające moją awersję do Keynesowskiego totalitaryzmu ekonomicznego.

Teraz "zawieszając" przekonanie, że już zrekonstruowałem całość przemyśleń Bastiata, ponownie wczytywałem się w tekst sofizmatów.

W ten sposób, śledząc argumentację w sofizmacie "Utopista" uświadomiłem sobie, że Bastiat uzasadnił ponad 100 lat temu tzw. prawo Leffera. W charakterystycznym dla niego dialogu wykazał, dlaczego obniżka podatków musi zwiększyć wpływy do budżetu. Mało tego, w kolejnym artykule, analizując reformę poczty w Anglii, pokazał dodatkowo, jak to kierując się pojęciem sprawiedliwości i równości a nie pełnym rachunkiem ekonomicznym, zbudowano we Francji kosztowną zbiurokratyzowaną strukturę świadczącą usługi dostępne niewielu (w pigułce efekt skali i reguła 20/80 Pareto).

Dzięki fenomenalnej intuicji ekonomicznej, połączonej ze szczególnym darem skrótowego obrazowania, tworzył perełki i rzucał je między wieprze. Przez ponad sto lat "autorytety" ekonomiczne oceniały jego twórczość jako beletrystykę ekonomiczną pozbawioną teoretycznego szkieletu. I znowu pojawia się analogia: prosta przemawiająca do wyobraźni argumentacja JKM jest traktowana przez salon jako nieszkodliwe dziwactwo.

Od nieszczęsnej Rewolucji Francuskie biurokracja, z socjalistycznymi pożytecznymi idiotami, spycha w zapomnienie wszystko co stoi im na drodze. Każda metoda jest dobra: od przemilczania, wyszydzania, lekceważenia aż po sankcje karne.

Wojciech Czarniecki
(4 sierpnia 2010)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW










Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię