Strona główna




Szlachetni naprawiacze świata

Jako student kierunku o nazwie Polityka Społeczna chciałbym Szanownym Czytelnikom "Strony Prokapitalistycznej" przybliżyć kim będą, jakie będą mieli poglądy i sądy oraz co i jak będą się starać naprawiać przyszli społecznicy. Na wstępie zaznaczam, że choć jestem studentem tego kierunku nie identyfikuję się z pomysłami oraz poglądami ani wykładowców, ani studentów. Wręcz odwrotnie - próbuję prostować nielogiczne i bezmyślne rozwiązania.

Problemy były, są i zawsze będą - wszak bez nich życie byłoby nudne. Ale, czy rzeczywiście państwo poprzez swą interwencje w różne dziedziny życia publicznego, w których uważa, że źle się dzieje, powinno naprawiać nierówności, wyrównywać szansę i pomagać jednym kosztem innych? Osobiście uważam, że nie.

Na początek weźmy kwestię ochrony środowiska i zanieczyszczania wód. Skąd się w ogóle bierze taki problem społeczny? Przemysł i gospodarka wraz z rozwojem nauki i techniki rozwijają się, zwiększają produkcję więc skutkiem ubocznym musi być wzrost zanieczyszczeń i emisji spalin. Młody polityk społeczny widzi dwie możliwości naprawy tego stanu rzeczy. Pierwsza to zwiększenie kar finansowych dla przedsiębiorstw, które niszczą środowisko, co ma zwiększyć wpływy do budżetu ( studenci wiedzą, że podstawą dobrobytu obywateli jest jak największy budżet państwa) . Państwo z kolei poprzez MOŚ i różnego typu agendy będzie badać gdzie skażenia są największe ( czy nie jest rzeczą oczywistą, że w pobliżu tych zakładów?) i zastanawiać się jak im zapobiegać. Państwo zbuduje oczyszczalnie ścieków, zapory wodne, sfinansuje nowoczesne filtry na kominy fabryk i hut. Drugim sposobem na ratowanie środowiska naturalnego jest wedle opinii i pomysłów oświeconych społeczników zakaz sprzedaży w prywatne ręce lasów państwowych, jezior, rzek i bagien. Zapobiec to ma drastycznemu zmniejszeniu zalesienia Polski i pogorszenia stanu ojczystych wód. Żeby stwierdzić, że taka polityka to nic innego jak pogłębienie problemu, należy przedstawić alternatywę. Moja brzmiała następująco: nie nakładać przez kilka lat żadnych kar finansowych na fabryki i zakłady produkcyjne. Pozwoli im to na sfinansowanie z zaoszczędzonych pieniędzy potrzebnych oczyszczalni i nowoczesnych filtrów na kominy. Natomiast wpłacanie ich do budżetu jest ich marnotrawieniem, gdyż zamiast na walkę z zagrożeniami, przekazane zostaną np. na finansowanie partii politycznych. Poza tym fabrykanci płacący kary czują się zwolnieni z odpowiedzialności za unowocześnianie zakładu i wprowadzanie ekologicznych technologii. Jeśli chodzi o ratowanie lasów, jezior i bagien oraz innych tego typu terenów proponowane przez społeczników rozwiązanie jest zaprzeczeniem jakiegokolwiek logicznego rozumowania. Gdyby sprywatyzowano lasy i jeziora, każdy właściciel nie tylko dbałby o utrzymanie stanu jaki zastał, ale starałby się sadzić nowe drzewa itd., itp. Dbałby chociażby dlatego, aby pozostawić swoim dzieciom kawałek wartościowej ziemi. Przedsiębiorczy właściciel otworzyłby lasy dla obywateli, którzy mieliby pewność, że spędzą czas w czystym i zadbanym miejscu, gdzie nikt nie napadnie ich dzieci, a grzyby, które znajdą będą od tej pory ich własnością. Bo w przypadku lasów państwowych dostalibyśmy jeszcze kolegium za niszczenie lasu i kradzież własności publicznej, czyli grzybów.

Prywatne lasy byłyby czyste i zdrowe - to kolejny plus ich oderwania od państwa. Czy ktoś z Państwa słyszał, żeby wrzucano odpady lub śmieci na teren prywatnej posesji? Natomiast do lasu, który jest de facto własnością państwa, czyli niczyj, jest to nagminne. I to jest powód tego, że nasze środowisko naturalne jest takie jakie jest. Niestety podstawowym błędem w rozumowaniu społeczników jest to, że nie dostrzegają ogromnej przewagi korzyści wypływających ze sprywatyzowania środowiska naturalnego. Państwowymi lasami nikt się nie przejmuje i nikt nie reaguje na ich dewastację. O własne drzewa każdy właściciel dałby się zapewne pokroić. Gdyby to dostrzegli, jeden problem mieliby rozwiązany, a tak brną dalej zgubną drogą socjalistycznego rozumowania.

Drugim "problemem" nie dającym spokoju przyszłym urzędnikom to niebezpieczne warunki pracy. Ich sposoby na walkę z tą kwestią społeczną są zatrważające. Koszty zwiększenia bezpieczeństwa pracowników powinien ponosić pracodawca zobowiązany do tego przymusem państwa. Brak nadzoru państwa spowodowałoby bowiem powrót do bezwzględnego wyzysku klasy robotniczej i nadmiernego wzrostu zamożności kapitalistów, czyli nielicznych właścicieli zakładów, których jedynym zajęciem pozostałoby bogacenie się. W dzisiejszych czasach taka sytuacja jest niezdrowa, niesprawiedliwa i pozbawiona elementarnych zasad solidarności społecznej - takie i podobne opinie są zamieszczane nie jako poglądy, lecz jako wiedza w podręcznikach do Polityki Społecznej na państwowych uczelniach. Państwo według tych, którzy nie zgadzają się na powrót do XIX wiecznego "dzikiego kapitalizmu", powinno ustalać normy i standardy warunków pracy ( zgodnie przyjmując europejskie rozwiązania). Trzeba też zaostrzyć Kodeks Pracy i przepisy BHP. To straszne i przerażające, że przyszli pracownicy administracji rządowej chcą się w ogóle zajmować tą kwestią. I do tego w taki sposób. Podczas zajęć na uczelni zabrałem głos w dyskusji i stwierdziłem, że państwo nie powinno nakładać obowiązku zapewniania przez właściciela określonych norm pracy i w ogóle nie powinno się tym zajmować. Jedyny obszar, którym powinno się zajmować państwo, to sprawowanie nadzoru prawnego. Tzn., że w razie niedotrzymania przez którąkolwiek ze stron warunków umowy człowiek ma pewność, że należna mu zapłata zostanie wyegzekwowane sądownie. I te pieniądze w końcu dostanie. I koniec. A wnikanie co robił, jak długo, w jakich warunkach i za ile to już nie jest sprawą państwa. To sprawa tych, którzy zawierają umowę.

Działanie państwa prowadzi do bardzo poważnego skutku ubocznego, mianowicie zdejmuje odpowiedzialność z człowieka za własne czyny i decyzje. To my jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie, pracę i odpoczynek, na pewno nie zaś państwo. Gdy ludzie przyzwyczają się do braku odpowiedzialności, bo za wszystko odpowiedzialna jest władza, czeka nas istny marazm. Lud przestanie pojmować co jest dla jednostki dobre, a co złe czekając na regulację państwa. W Konstytucji z 2 IV 1997r. mamy zapewnione prawo do wolności. Podczas zajęć zapytałem: "Jak to się ma do wolności podejmowania pracy za określoną kwotę w umowie (np. nie powyżej płacy minimalnej) i wolności decydowania o swoim życiu?" Nikt ze studentów mi nie udzielił odpowiedzi poza jedną osobą, która stwierdziła: "Jeśli dać robotnikom wolną rękę będą bezwzględnie wykorzystywani i zwiększy się ilość wypadków w pracy". Swoją repliką zyskałem sobie nawet przychylność kilku osób. Bo czy podczas mgły lub ślizgawicy jest więcej wypadków samochodowych, niż w normalny, słoneczny dzień? Nie. A dlaczego? Bo gdy człowiek znajduje się w tzw. niebezpiecznych warunkach jest bardziej uważny, niż gdy czuje się bezpieczny. Gdy wie, że ma zapewnione przez pracodawcę, a nie przez państwo, jak się powszechnie zwykło uważać, najlepszy sprzęt ochronny w ogóle nie uważa na to co robi. Poza tym jest pod przymusem ubezpieczony. Gdyby wszystko było na odwrót pracownik nie myślałby o niebieskich migdałach, tylko skupiłby się na pracy. I wypadków byłoby mniej ( całkowite ich uniknięcie, do których dąży UE jest matematycznie i logicznie niemożliwe). Przy jeszcze bardziej rozbudowanych przepisach BHP i Kodeksu Pracy, niewątpliwie wzrosłoby bezrobocie bo małych firm nie stać na wyposażenie każdego pracownika w sprzęt ochronny o wartości kilku tysięcy złotych.

Aż strach pomyśleć co będzie jeśli proponowane zmiany weszłyby w życie. Czy przyszłe pokolenia będą jeszcze w stanie podjąć jakąkolwiek racjonalną decyzję nie spoglądając w stronę państwa? Kolejnym problemem, którym studenci zajmują się na zajęciach, była kwestia bezrobocia. Padające propozycje walki z brakiem pracy na rynku były różne, lecz wszystkie kierowały się w stronę państwa. Zwiększyć fundusze na aktywne formy zwalczania bezrobocia, ulgi dla tworzących nowe miejsca pracy, zapewnienie każdemu bezrobotnemu minimum socjalnego, a nawet wyrzucenie wszystkich obcokrajowców pracujących na czarno, którzy stwarzają nieuczciwą konkurencję i zabierają miejsca pracy Polakom - padały propozycje. A gdzie mowa o radykalnym obniżeniu podatków, zniesieniu przymusowych ubezpieczeń, zniesieniu lub chociaż uelastycznienia Kodeksu Pracy, rozwiązaniu związków zawodowych? Żadne z tych rozwiązań nie padło. Jedynie podczas przedstawiania danych na temat stopy bezrobocia na świecie jeden student zapytał, czemu nie ma go w USA i Irlandii i czemu każdy obcokrajowiec znajduje tam pracę? Odpowiedź prowadzącego brzmiała: "W USA nigdy nie było bezrobocia". Po krótkiej rozmowie w cztery oczy chłopak dał się przekonać czemu w tych dwóch krajach nie istnieje ten problem.

To nie jedyne "problemy", którymi zajmują się przyszli naprawiacze społecznej niesprawiedliwości. Będą też dążyć do m.in. walki z analfabetyzmem, równouprawnieniem niepełnosprawnych ( czy będziemy musieli jeździć na wózkach w ramach równych szans?), zwalczania chorób cywilizacyjnych i dążyć do zmniejszania przestępczości wedle zasady, że nie jest winą przestępcy, że jest taki okropny, tylko środowiska w którym się wychował.

Cieszyć może, że są jeszcze młodzi ludzie, którzy są wrażliwi na nierówności społeczne i chcący wyrównywać wszystkim szansę życiową. To naprawdę dobrze, że są. Jedynie droga naprawy "zła", która jest im wbijana do głowy przez TV, radio, prasę i państwowe szkolnictwo powoduje, że ze szlachetnych naprawiaczy świata staną się barbarzyńskimi niszczycielami normalności, wolności i odpowiedzialności.

Paweł Toboła-Pertkiewicz



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW









Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek






Wśród autorów tekstów
m.in.:

Ludwig von Mises
Mark Skousen
Lawrence W. Reed
Doug Bandow
Walter Block
Donald K. Jonas
Burtom Folsom
Alan Levite
Paul A. Cleveland
Hans F. Sennholz
Albert J. Nock
Dwight R. Lee
Michael Novak

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię


Czytelnicy
piszą