Strona główna




Maksymalne ceny - maksymalna klapa

Piotr Luberda odpowiada na artykuł Stanisława Chmielewskiego Mises nie wszystko pisał serio?" z 12 października 2009 roku

Ponieważ zostało mi jeszcze nieco pokory , więc ignorując sarkazm i złośliwostki przyznaję : tak , jest wielce prawdopodobne , że to ja mało co zrozumiałem. Wyłuszczę więc, jak ja pojąłem "austriackie wykłady", a mojego Polemistę i Czytelników proszę o wytknięcie błędów.

  • historyjke "u dealera" ( "Zależność między podatkiem a ceną") uznałem za tendencyjną, ponieważ nikt nie przychodzi do sklepu mówiąc: - Mam wprawdzie tylko x pieniędzy, dajcie mi jednak najlepszy na rynku towar. Przeciwnie: najpierw sprawdzamy, ile chcemy/możemy przeznaczyć na auto, a potem sprawdzamy, który produkt Z DOSTĘPNYCH W TEJ CENIE jest najlepszy.

  • Napisał Pan "jak pokazuje moja historyjka to konsument jest dobrany do produktu albo raczej jego status majątkowy". Ja zaś , nawet z tej historyjki, wyciągam wniosek, że to producent, celując w daną grupę klientów, musi dobrać produkt, a to m. in. oznacza ocenę i dobranie kosztów.

    3. Pisze Pan "wszystkie podatki są wliczone w cenę produktu". Tak, jeśli oznacza to UWZGLĘDNIENIE ich jako kosztu. NIE , jeśli ma to oznaczać bezpośredni wpływ na cenę , czyli prostą przerzucalność. Ale... Jeśli dobrze kombinuję, to jako producent, na wzrost podatku mogę zareagować dwojako :
    - "doliczam" do ceny , która wzrasta. Część klientów zapłaci , ale ci "krańcowi " zrezygnują. W efekcie, ci, którzy kupili, "pokryją" podatek, ale ponieważ aut sprzedam mniej, mój zysk spada. Byłoby to nieracjonalne, więc jeśli pomyślę - to tego nie zrobię.
    - muszę rozważyć "reorganizację" kosztów ( płace? surowce? kreatywna księgowośc? cięcie kwot na reklamę? szara strefa? i tysiąc innych rzeczy...) Nie twierdzę , że sie uda....przecież produkty znikają , firmy upadają , ludzie tracą pracę...

  • To prawda , że w swoim gabinecie zareagowałem odruchowo , nierozsądnie , podniosłem ceny , a jednak nie zosałem ukarany spadkiem dochodów. Ale tylko dlatego, że wcześniej źle wyceniłem swoje usługi . Zbyt nisko! Świadczyły o tym kolejki 3-4 tygodniowe. Dlatego po podniesieniu cen nie spadły dochody; zauważyłem jedynie skrócenie kolejki pacjentów, ale nie od razu zrozumiałem: straciłem WCZEŚNIEJ, mogłem zarabiać sporo więcej. I bez kolejek.

    Gdybym miał maksymalne możliwe ceny na swoje usługi, czyli żadnej kolejki, nie mógłbym podnieść cen, bo za drzwiami zrobiłoby się pustawo...

    Piotr Luberda
    (19 października 2009)

    Skomentuj ten artykuł
    (wpisując jego tytuł w temat)

    Artykuł powiązany:
    Mateusz Machaj - "Czy podatki zwiększają ceny?"

    Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW










Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię