Strona główna




Kuglarze z socjaldemokratycznego bajzla

O technikach manipulacji napisano już wiele opasłych tomów. Dawno też wymknęły się one z rąk wojskowych trafiając pod strzechy w postaci reklam, technik nauczania, popularyzacji nauki i sposobów sprawowania władzy. Zawsze istniała pokusa by tam, gdzie pozostawiono swobodę wyboru nie pozostawiać go całkowitemu przypadkowi.

Każdy z nas ma świadomość, że nasza wolność musi podlegać ograniczeniom, bowiem nie może naruszać prawa innych do wolności. Właśnie ta świadomość stała się wystarczającym przyczółkiem do budowania pakietów powinności wobec "społeczeństwa socjalnego". Od przedszkola wbija się do głów, że tylko dzięki ciężkiej pracy innych, pracy gwarantowanej przez przewidujące i opiekuńcze państwo, możemy cieszyć się dobrobytem i dlatego winni jesteśmy posłuszeństwo i wdzięczność przedstawicielom tych innych. Z faktu podziału pracy i dobrowolnej wymiany jej wyników, wyciąga się nieuprawniony wniosek, że coś jeszcze jesteśmy winni komuś trzeciemu. Nikt z nas efektów swojej pracy nie konsumuje do końca. Naturalną koleją rzeczy zgromadzone dobra trwałe i kapitały przechodzą w ręce spadkobierców. Czy w związku z tym komuś jeszcze coś z tego tytułu się należy? Na pewno winni jesteśmy pamięć i szacunek naszym przodkom za pozostawiony kapitał, pracujący na naszą pomyślność, ale nie współczesnym. A co z moralnym obowiązkiem pomocy bliźniemu swemu w potrzebie? Poczucie solidarności i empatia, we wszystkich kulturach i epokach zapewniały samorzutną pomoc tym którzy jej naprawdę potrzebowali. Dobroczynność nagradzana wyrazami wdzięczności, wspierała rozwój moralny dających i biorących, nie ma tu miejsca dla urzędnika. Upaństwowienie miłosierdzia ma ten skutek, że ci którym zabrano czują się obrabowani zaś ci co dostają uważają, że im się to bezwzględnie należy.

Konsekwencje wbijanych do głów bzdur są widoczne na co dzień, rośnie nam łańcuszek zawodów (policjanci, górnicy, lekarze, sędziowie), których przedstawiciele uważają, że coś im się od społeczeństwa dodatkowo należy ponadto, co otrzymują. Marksizm na trwałe wdrukował przesąd, iż mój zysk okupiony został czyjąś stratą więc trudno się dziwić żądaniom sprawiedliwego podziału bogactwa. W interesie państwa jest wzmacnianie tych oczekiwań, bo na nich buduje się całe uzasadnienie polityki ograniczania wolności oraz drobiazgowej regulacji przejawów każdej aktywności obywateli drogą transferów dochodów i uprawnień.

Od rewolucji francuskiej do rządów dochodziły partie, które w swych programach najlepiej potrafiły dopasować się z argumentacją do przekonań większości. Nie gwarantowało to stabilności rządów ani skuteczności w działaniu. Źródłem bieżącej informacji o nastrojach była prasa, ona też była wykorzystywana przez opozycję a nawet wrogów do prowokowania i podsycania ocen niechętnych rządzącym. W tej sytuacji totalitaryzm wydawał się właściwym lekarstwem na niedomagania demokracji. Przez cały dwudziesty wiek testowano totalitarne warianty sprawowania władzy. Zakneblowanie prasy i karanie wszelkich przejawów niezadowolenia połączone z intensywną propagandą nie przyniosło oczekiwanych efektów. Zarówno faszyzm jak i komunizm napędzany resentymentem wobec wrogów wewnętrznych i zewnętrznych musiały zakończyć się katastrofą. Wobec tego wykoncypowano coś pośredniego w postaci tzw. modelu socjaldemokratycznego, który do kręconych lodów dopuszcza jeszcze elity związkowe oraz tworzone ustawowo samorządy zawodowe. Stworzone w ten sposób szwadrony beneficjentów budżetu dają ilościową przewagę nad zwolennikami ograniczenia ingerencji państwa.

Doświadczenia systemów totalitarnych wykazały bezsilność policji politycznej wobec biernego oporu mas. Również propaganda która nie nawiązywała do ugruntowanych przekonań była nieskuteczna (np. nachalna propaganda ateistyczna wzmocniła kościół w Polsce, podczas gdy na zachodzie pod hasłami tolerancji i wsparcia rządowego dla instytucji kościelnych jego wpływ został całkowicie zneutralizowany). Ale jak władza ma dotrzeć do rzeczywistych poglądów mas, gdy te, ćwiczone w oportunizmie, głęboko je skrywają? Tu z pomocą przychodzi psychologia i ośrodki badania opinii społecznej. Zbyt zestrojone pudła rezonansowe zwane mediami nie nadają się do rejestrowania powracającego echa, choć listy od czytelników dają jakiś ogólny obraz reakcji. Dopiero wyspecjalizowane filtry jakimi są ośrodki badania opinii pozwalają z szumu informacyjnego wydobyć to, co dla władzy i biznesu jest najcenniejsze - uśredniony profil psychologiczny adresata (głupie reklamy świadczą, że na takim poziomie oszacowano jej potencjalnego odbiorcę). Z tego powodu osobiście odmawiam udziału w każdej ankiecie. Podzielam pogląd J.M.Bocheńskigo wyrażony w "Podręczniku mądrości tego świata" - choć mówienie o sobie i swoich sprawach jest zajęciem przyjemnym, to bardzo często służą one, tym którzy otrzymują te informacje, do szkodzenia gadatliwemu głupcowi. Zdumiewa mnie brak instynktu samozachowawczego (pomijam zagadnienie dobrego smaku) u tych co biorą udział w programach p. Drzyzgi lub w innych ekshibicjonistycznych zabawach organizowanych w TV. Ale już szczytem jest udział w portalach "społecznościowych" typu naszaklasa.pl gdzie na talerzu podaje się informacje nie tylko o sobie, ale i o innych, nie pytając ich o zgodę (zabezpieczenia hasłem to dziecinada). Czy można sobie wyobrazić lepszą kopalnię wiedzy dla obcych wywiadów (typowanie potencjalnych kandydatów na agentów). Nawet korzystanie z wyszukiwarki Google daje wystarczającą ilość informacji do sporządzenia naszego profilu psychologicznego, ustalenia zainteresowań, poglądów itd.

Informacja staje się bronią przy pomocy, której prowadzone są polowania z nagonką na klienta.. By nie być gołosłownym, opiszę śmieszny choć symptomatyczny wypadek. Ponieważ posiadanie telefonu stacjonarnego stało się zbyt uciążliwe, z powodu ciągłych zaproszeń na prezentacje jakiś wyrobów, ankiety dotyczące czegoś dla kogoś, postanowiłem go zlikwidować i 2.03.2009 wysłałem listem poleconym rezygnację (tak na marginesie; za 1/3 ceny abonamentu wykupiłem stały numer telefonu w Voip.pl bez podpisywania jakichkolwiek świstków). Umowa z Netią przewidywała miesięczny okres wypowiedzenia i płacąc za fakturę kwietniową miałem pewne wątpliwości co do jej zasadności, bo okres rozliczeniowy był od 22 każdego miesiąca. Ale gdy otrzymałem fakturę za maj to już się wściekłem i wyżyłem na obsługującej reklamacje sympatycznej i cierpliwej pani. Po miesiącu otrzymałem korektę faktury tak napisaną, że przy pobieżnym czytaniu wychodziło, iż mam zapłacić około 30 zł. Co ciekawe wszyscy, łącznie z panią na poczcie, tak tę korektę odczytywało, a była to faktycznie kwota zmniejszenia. Dwukrotnie Netia liczyła na moją nieuwagę lub ofiarę składaną zwykle na ołtarzu świętego spokoju. W tym samym okresie kupowałem baterię u zegarmistrza. Gdy na podaną cenę zareagowałem retorycznie "o podrożały o złotówkę!" zegarmistrz przytomnie z uśmiechem odpowiedział: stali klienci mają po starej cenie. Zderzeniu tych dwu sytuacji uświadomiło mi różnicę miedzy klasyczną wolną wymianą a polowaniem z nagonką na klienta. Cenę jaką płacimy za efekty skali to odwrócenie się firm od indywidualnego klienta. Nawet informacje statystyczne o nasileniu się określonych chorób mają wpływ na ilość środków kierowanych na ich badania (decyduje o produkcji kalkulowany zysk z nowych opracowanych lekarstw, natomiast zaprzestaje się produkować te dla których kończy się ochrona patentowa, mimo ich wysokiej skuteczności). Chorzy na rzadkie przypadłości nie wspierane przez budżet są bez szans.

Dzięki naganiaczom złożonym z prawników, specjalistów od reklamy i PR firmy jak trałowce zagarniają w sieci całe ławice, na pojedynczą płotkę szkoda im przynęty i czasu. Jednostka staje się ziarenkiem mało znaczącego pisku. Ale właśnie ten piasek może zatrzeć nawet dobrze naoliwiony mechanizm, gdy ludzie przestaną ujawniać swoje preferencje przed faktycznymi wyborami. Elity polityczne pozbawione wiedzy o przekonaniach milczącej większości i skuteczności akcji propagandowych przestaną głosić to, co chce większość usłyszeć. Ponieważ sondaże stracą swą wiarygodność, znowu opracowywanie zróżnicowanych propozycji programowych nabierze sensu i zniknie oparcie dla argumentu straconych głosów. Również handel pozbawiony wiedzy o naszych słabościach, irracjonalnych reakcjach lub nawykach wyłuskanych w badaniach „przesiewowych”, zrezygnuje z manipulacji na rzecz rzetelnej informacji o oferowanych produktach. To internet za sprawą wspólnego wysiłku, zamiast udostępniać wiedzę o nas może gromadzić wstydliwą i ukrywaną wiedzę o nieuczciwych praktykach władzy i innych podmiotów prawnych wykorzystujących swą przewagę nad jednostką (jakaś forma zbliżona do wikipedii). Ta forma uzbrojenia jednostki przed samowolą nie wymaga pieniędzy tylko odwagi i odporności jej uczestników na próby zablokowania takiej inicjatywy.

Moim celem nie jest sianie strachu. Proponuję by częściej sięgać do pokładów zdrowego rozsądku, który przechowuje sprawdzone przez wieki mechanizmy obrony przed zagrożeniami, a rzadziej wsłuchiwać się w głosy "autorytetów".

Wojciech Czarniecki
(17 sierpnia 2009)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW










Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię