Strona główna




Nikłe zbiory z krzewu pracy

W książce "Atlas wzruszył ramionami" Philip, brat Hank'a Rearden'a, twierdzi: "To moralny imperatyw, powszechnie uznawany w naszych czasach - każdy człowiek ma prawo do pracy". Hank na to: "Zerwij ją z krzewu, na którym uważasz, że rośnie". Na obecnym słabym rynku pracy wielu poszukujących zgodzi się z Philip'em. Istnieje nawet grupa polityczna zwąca się "Praca to właściwa kampania". Wierzą, że powinien istnieć krzak, prawdopodobnie o imieniu George, z którego mogliby zrywać pracę kiedy tylko mieliby na to ochotę.

Jak wielu innych ludzi i ja miałem ostatnio trochę problemów ze znalezieniem stałego źródła dochodu. Doprowadziło mnie to do internetowej grupy dyskusyjnej wymieniającej opinie na ten temat. Większość podchodzi do tej sytuacji z determinacją, choć może to być dla nich sytuacja frustrująca. Jednak znaczna część reaguje na nią przyjmując pozycję ofiary, wierząc, że mają prawo do pracy, która przynosi dochód i satysfakcję jaką cieszyli się w przeszłości. Za niepowodzenie w znalezieniu takiej pracy obwiniają podłych pracodawców i poszukują rządowych rozwiązań swojego problemu (czyli "walka z bezrobociem" jak głosił jeden z plakatów).

Kiedy ludzie nie pracują łatwo dochodzą do przekonania, że są uciskani. Poza tym, czy w świecie bez uprzedzeń nie znalazłby się ktoś, kto dostrzegłby ich oczywistą wartość i zatrudnił? To obarczanie winą nie ogranicza się jedynie do tradycyjnie prześladowanych mniejszości; każda grupa może stać się celem prześladowań kiedy na rynku brakuje pracy. Wielu twierdzi, że celem są ludzie po 50-ce, albo ci pozostający w związku małżeńskim.

Jednocześnie czytamy w gazetach, że dla absolwentów nadchodzi trudny rok. Mają poczucie, że znaleźli się w błędnym kole bowiem nie mogą dostać pracy bez doświadczenia, a nie mogą zdobyć doświadczenia bez pracy. Widziałem oferty pracy, w których wymagane doświadczenie mierzone liczbą lat w danej specjalności miało być dłuższe niż czas jej istnienia na rynku. Sugeruje to, że wiek i doświadczenie mają dostęp do miejsc pracy.

Każdy pracodawca ma indywidualne preferencje. Jedni wolą młodych, pełnych energii, zdolnych pracować przez długie godziny. Inni preferują pracowników stanu wolnego, bo koszta ubezpieczeń są wówczas niższe. Jeszcze inni cenią doświadczenie i stabilność dojrzałych wiekiem osób pozostających w związkach małżeńskich. Preferencje różnią się od pracodawcy do pracodawcy, tak jak tendencje w różnych przemysłach. Firmy budowlane, co zrozumiałe, wolą młodych mężczyzn do pracy na budowie. Usługi związane z prowadzeniem domu mogą preferować starsze kobiety, przy których domownicy nie czują się niezręcznie.

Każda z grup popada w pewnym momencie w niełaski pracodawców, a niemożność znalezienia pracy wydaje się być skutkiem całej złośliwości tego świata. Wyobraźmy sobie typową bezrobotną; imię i nazwisko - Jane Engineer, wiek - 52 lata. Jej firma zwolniła ją 8 miesięcy temu i do tej pory nie znalazła ona pracy. Ubiegała się o wiele posad, które mniej więcej odpowiadały jej kwalifikacjom, nawiązywała kontakty, przeczesała bibliotekę i internet. Była na paru rozmowach w sprawie pracy (raz czy dwa było już blisko), jednak nie otrzymała posady.

Zaczyna myśleć, że firmy nie dadzą jej posady inżyniera bo jest kobietą. A może dlatego, że przekroczyła już 50-tkę. Jeśli jest czarnoskóra może pomyśleć, że posady otrzymują biali. Jeśli ma jasny kolor skóry może pomyśleć, że jej postawa afirmatywna zamyka przed nią drzwi. Może firmy zatrudniają tylko swoich a umieszczają oferty po to, by szydzić z bezrobotnych. Bez względu na wszystko, rzeczą oczywistą jest, że nie daje się jej szansy z powodu, który nie ma nic wspólnego z jej zaletami.

Następnie przychodzi jej do głowy myśl, że firmy, które jej nie zatrudnią pozbawiają ją tego co się jej należy. Ktoś powinien dać jej pracę. Przecież jej tytuł inżynierski kosztował rodziców mnóstwo pieniędzy, a ją mnóstwo czasu i pracy. Od tamtego czasu pracowała jak najlepiej dla kilku firm. Czy nie ma prawa do czegoś w zamian?

"Walka z bezrobociem"

Zaczyna myśleć o firmach, w których potencjalnie mogłaby pracować, jak o wrogu. Przecież odmawiają jej czegoś, co prawnie jej się należy. Coraz trudniej prowadzić jej poszukiwania pracy ponieważ jest to zadanie, którym w ogóle nie powinna się zajmować. Rząd powinien prowadzić "walkę z bezrobociem" w jej imieniu. Powinien ustanowić prawo zakazujące pracodawcom brać pod uwagę cokolwiek innego poza jej kwalifikacjami.

Zaczyna wątpić czy warto zdobywać nowe umiejętności. Po co, jeśli pracodawcy już są przeciwko niej; dlaczego miałaby coś musieć, skoro odmawia się jej prawa do pracy? Jej niezadowolenie zaczyna ujawniać się, kiedy szuka kontaktów lub dostaje okazjonalnie telefon od potencjalnego pracodawcy, a rozmowy w sprawie pracy stają się coraz rzadsze. Ostatecznie poddaje się, zamieszkuje z dziećmi, stopniowo wydaje oszczędności, aż w końcu przechodzi na zasiłek.

W kroczeniu tą drogą po równi pochyłej, Jane Engineer zapomniała, że bycie "bezrobotną" to właściwie praca, która wymaga odrębnych umiejętności, innych niż te, które były wymagane przy jej ostatnim stanowisku pracy. Musi być poszukiwaczem. To trudne zadanie bowiem internet spowodował ogromne zmiany w technikach poszukiwawczych na przestrzeni ostatnich 10 lat. Musi ona być sprzedawcą oferującym swoje umiejętności potencjalnym kupującym. Musi rywalizować z tymi, którzy prowadzą własne poszukiwania i wykorzystują własne umiejętności sprzedaży. Czasami niestety ludzie, którzy byli kiedyś doskonałymi pracownikami nie są skuteczni w znajdowaniu pracodawców i sprzedawaniu swoich usług.

Żaden poszukujący nie ma gwarancji, że znajdzie niezbędne informacje, a żaden sprzedawca nie ma gwarancji sprzedaży. Nie byłoby poszukiwaniem, gdyby zaledwie sprawdzenie czegoś oznaczało pewność, że znajdziemy to czego nam trzeba. Tak samo nie można nazwać sprzedażą sytuacji, w której klient jest zmuszany do zakupu.

Niektórzy ludzie życzyliby sobie społeczeństwa, w którym poszukiwanie pracy i sprzedaż własnych umiejętności nie byłyby konieczne. W ich wyobrażeniu mądra władza przydzielałaby właściwą pracę każdej osobie. Czy w takim społeczeństwie każdy otrzymałby satysfakcjonującą pracę? Jeśli tak, to kto zamiatałby ulice lub pracował w kanałach? Związek Sowiecki udzielił nam odpowiedzi na to pytanie: ludzie braliby pracę jaką im dają. Książka Aldous'a Huxley'a Brave New World udziela innej odpowiedzi: ludzie musieliby od początku nauczyć się znajdować satysfakcję w przydzielanej im pracy. Jednak jeśli ludzie są wolni, poszukiwanie posady jakiej pragną musi być częścią ich życia.

Przeciwności losu ujawniają u jednych to co najgorsze, u innych to co najlepsze. Niektórzy w odpowiedzi na trudności napotkane na rynku pracy ulepszają swoją pokupność w pomysłowy sposób. Inni mówią o swoich prawach i żądają, by krzew pracy zakwitł dla nich. Żadna z grup nie ma gwarancji sukcesu jednak ci, którzy w pełni akceptują spoczywający na nich obowiązek, by podejmować próby, mogą odnieść sukces.

Gary McGath
tłum. Agnieszka Łaska
(24 maja 2010)

Autor jest dziennikarzem, byłym redaktorem naczelnym czasopisma Thomas Paine Review. Publikujemy go za zgodą amerykańskiego wydawcy.

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW










Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię