Strona główna



Strajk w służbie zdrowia
Koszyk świadczeń gwarantowanych jedyną szansą?

W nawiązaniu do artykułu Stanisława Michalkiewicza "Sprywatyzować miłość bliźniego?"...

Podpisuję się pod większością tego, co pan Stanisław Michalkiewicz napisał na kanwie strajku lekarzy. Od tego czasu sytuacja jeszcze się zaogniła, ponieważ zacietrzewiony szef Rządu nie zwykł się zniżać do prostego ludu, by go uważnie wysłuchać (co potwierdził stwierdzeniem, że nie wie właściwie o co w tym wszystkim chodzi), tym mniej przeprosić za swoje aroganckie zachowanie - ignorowanie setek, tysięcy ludzi zajmujących się na codzień ciężką pracą niesienia pomocy chorym Polakom. Jest to ignorowanie nie tylko setek tysięcy pracowników ochrony zdrowia, ale w istocie milionów ludzi, którzy w każdej chwili mogą pomocy potrzebować, a organizacja tej pomocy właśnie wywołuje ten krzyk rozpaczy.

Co prawda osobiście uważam, że to pacjenci głośniej powinni protestować, problem jednak zaczyna ich obchodzić dopiero, kiedy sami lub ktoś z rodziny musi skorzystać z tego chorego systemu służby zdrowia... Rzeczywiście, gdyby sam Pan Premier ze swoim Rządem chciał stosować Ewangelię Chrystusową, nie doszłoby nawet do obecnych konfliktów, chodzi jednak jak zwykle o interpretację, bo być może doprowadzając środowisko medyczne do deklaracji o głodówkach, nie po raz pierwszy zresztą, może potraktuje to jako własny wkład w większe uduchowienie społeczeństwa.

Chciałbym jednak odnieść się przede wszystkim do zarzutów o chęć prywatyzacji w ochronie zdrowia. Nie chodzi o prywatyzację , a o urynkowienie usług medycznych (wbrew pozorom nie są to terminy równoznaczne) i o zwiększenie dostępności do opieki zdrowotnej. Drugi problem to uczciwa zapłata za ciężką i wymagającą bardzo wysokich kwalifikacji pracę.

W obecnym systemie nie można mówić ani o socjalizmie, ani o kapitalizmie, ani też o sprawiedliwości. Obywatel płaci składkę zdrowotną (jak wiadomo - nie każdy obywatel płaci tę składkę, tzn. miliony jej nie płacą!; z drugiej zaś strony bardzo wielu płaci dwie składki i więcej). Jednak nawet gdy ktoś płaci pięć takich składek i ma furę pieniędzy i jest gotów zapłacić za lepsze warunki leczenia, nie ma takiego prawa. Mam na myśli to, że system, o którym się mówi, że cierpi na chroniczny niedobór pieniędzy, jest przed nimi jednocześnie dość hermetycznie zamknięty ! Te natomiast środki, które doń wpływają, są rozdzielane przez monopolistę - Narodowy Fundusz Zdrowia, który jest jeszcze do tego konkurentem dla pacjentów, jeśli chodzi o konsumpcję tych środków. Dlatego między innymi nie płaci za rzeczywiste koszty udzielania świadczeń zdrowotnych, ale używa stawek wziętych z sufitu (lub z księżyca) i do tego płaci z opóźnieniem. W kosztach tych zresztą nie uwzględnia się kosztów pracy ludzkiej... A czym jest szpital bez lekarzy i pielęgniarek? Być może niedługo w wielu miejscach się o tym przekonamy. Oby nie.

Nie oskarżam tu NFZ-u, gdyż działa w ramach ustawy. Kto jest odpowiedzialny za ustawę?

Szansą wydaje się być przygotowywany koszyk świadczeń gwarantowanych, czyli co się każdemu od Państwa z opieki zdrowotnej należy i na co system stać, a jakie wolno stosować formy współpłacenia, ale czy wystarczy naszym rządzącym dość odwagi, żeby wreszcie powiedzieć narodowi prawdę i jednocześnie podjąć decyzję (nie zrzucając odpowiedzialności na społeczeństwo).

Mam na myśli pomysł na kolejne referendum, bo jeżeli tak mamy stanowić prawo, to zróbmy referendum z zapytaniem: "Czy chcesz płacić podatki?" i zastosujmy się do jego wyników!

Grzegorz Wielgus
(25 czerwca 2007)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW









Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię