Strona główna



Konstytucja III RP a gospodarka (cz. 1)

Konstytucja, zwana niekiedy ustawą zasadniczą, jest podstawowym i najważniejszym prawem kraju. Z niej mają się wywodzić, lub nie być z nią w konflikcie, wszystkie inne prawa stanowione w kraju. System tych praw i ich stosowanie ma olbrzymi wpływ na gospodarkę i ogólny perspektywiczny rozwój narodowy. Przyjmując za oczywiste, że im wszechstronniejszy i szybszy jest ten rozwój, tym lepiej służy on dobru ogółu obywateli, wpływ ów nazywamy dodatnim lub pozytywnym, gdy sprzyja temu rozwojowi, a ujemnym, lub negatywnym - gdy go hamuje.

W poniższych rozważaniach spróbujmy określić stosunek oraz warunki prawne jakie obecnie obowiązująca w Polsce Konstytucja (uchwalona w roku 1997) stwarza w odniesieniu do gospodarki narodowej - a na tej podstawie przewidzieć skutki, dodatnie czy ujemne, jakie będzie to miało dla rozwoju kraju.

Artykuł 1 Konstytucji stwierdza: Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, a Artykuł 2 dodaje, że RP jest: ... państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.
Z obu tych Artykułów jasno wynika, że, według Konstytucji, państwo jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, czyli całego narodu. W ten sposób, zamiast stwierdzić, na przykład, że Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, a państwo polskie o ustroju rzeczypospolitej (czyli republiki) i jako państwo prawa jest organizacją środków politycznych i instytucją powołaną do służenia temu dobru, Konstytucja unika uznania państwa za taką instytucję. I ustala jego prymat; rzeczywiście, w żadnym z Artykułów tej Konstytucji nie jest powiedziane, że państwo ma obowiązek służenia dobru ogółu obywateli. Jest za to powiedziane w Artykule 82, że obowiązkiem obywatela jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne. Wynika z tego, że obywatele mają dbać o interesy państwa, ale państwo wcale nie musi dbać o interesy ogółu obywateli, czyli o dobro społeczeństwa i narodu. Można by sądzić, że winno to czynić na podstawie Artykułu 5 stanowiącego, iż Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju. Jaskrawym jednak przykładem, że nie musi tego czynić, jest Artykuł 90, punkt 1, zezwalający państwu: na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach, czyli innymi słowy - na zrzekanie się przez państwo narodowej suwerenności. Takie zrzekanie się na pewno nie leży w interesie narodowym. Podobnie i inne Artykuły Konstytucji anulują lub czynią niewiarygodnymi twierdzenia Artykułu 5. Wynika z tego, że również i w sprawach dotyczących gospodarki, działalność państwa, sprzeczna z interesami narodowymi może być przez tę Konstytucję dozwolona czy nawet wytyczona.

Wydaje się, że podobnie jak w Konstytucji komunistycznej z 1952 roku, dla Polski Ludowej, również i w Konstytucji RP z 1997 roku, czołowym celem jej twórców wydaje się być urzeczywistnianie sprawiedliwości społecznej. Treść wspomnianego Artykułu 2 jest identyczna z tekstem Artykułu 1 owej wcześniejszej Konstytucji.

W państwie praworządnym - w którym wszystkie prawa szczegółowe wywodzą się z Konstytucji, a niezawisłe sądy stoją na ich straży pilnując przestrzegania tych praw - niezwykle ważną rzeczą jest, aby postanowienia i język Konstytucji były jasne, spójne i ogólnie zrozumiałe, tak, aby owe prawa szczegółowe były jednoznaczne i możliwe do egzekwowania. Również w odniesieniu do gospodarki, jednym z podstawowych warunków jej pomyślnego rozwoju jest porządek prawny, wynikający z istnienia przejrzystych i stabilnych praw pozwalających każdemu obywatelowi na zrozumienie tego co jest legalne a co nie, a więc również - jaki jest zakres przysługującej mu wolności w działalności gospodarczej - dających mu pewność, że może swą działalność planować bez obawy, iż jakieś dotyczące go prawo nie ulegnie rychłej zmianie. W przeciwnym razie powstaje bałagan i chaos. Z takiego zamętu chętnie korzystają "ci co łowią w mętnej wodzie", ze szkodą dla ogółu.

Tymczasem w treści omawianej Konstytucji, poczynając od wymienionego Artykułu 2, występuje szereg niejasnych sformułowań. Niektóre z nich przypominają hasła polityczne, lub wydają się przedstawiać "pobożne" życzenia jej twórców. Spotyka się też w niej sprzeczności między postanowieniami poszczególnych Artykułów (tak jak w Art.5 w odniesieniu do Art. 90), a nawet czasem wewnętrzną sprzeczność w treści samego Artykułu, co pozwala na dialektyczną interpretację tych postanowień, że "są za, i są przeciw".

Wracając do Artykułu 2: Przecież jeśli coś jest społecznym, a w tym wypadku mają tym być zasady sprawiedliwości, to to nie należy do państwa a do społeczeństwa, i nie państwo winno to realizować, lecz społeczeństwo, w przeciwnym wypadku staje się to państwowe. Władza państwa a władza społeczeństwa, czyli władza obywateli, to dwie różne i nieraz kolidujące ze sobą rzeczy. Czy treść tego Artykułu rozumieć należy jako ograniczenie zakresu władzy obywatelskiej, a więc i wolności obywateli na rzecz władzy państwowej? Inne Artykuły Konstytucji stanowią jednak, że państwo chroni i zapewnia wolności obywatelskie. Niejasność powoduje też brak bliższego określenia samej "sprawiedliwości społecznej", choćby tylko dla odróżnienia jej od sprawiedliwości zwykłej; niewiadoma czy ma ona mieć w rozumieniu Konstytucji wartość nadrzędną czy podrzędną w stosunku do tej drugiej i czy wykroczenia przeciw sprawiedliwości społecznej miałyby być rozpatrywane i karane przez istniejący system wymiaru sprawiedliwości, oczywiście po opracowaniu i ustanowieniu odpowiednich Kodeksów. Można by powiedzieć, że właściwie nie wiadomo o co w tym Artykule 2 chodzi. Ale wiadomo, że "gdy niewiadoma o co chodzi, to chodzi o pieniądze" i o rozdział dóbr materialnych, a to bezpośrednio dotyczy gospodarki. Dlatego niejednoznaczność sensu Artykułu 2 będzie stanowić pośrednio jeden z czynników niekorzystnych dla rozwoju gospodarczego kraju.

Bez zdefiniowania pojęcia "sprawiedliwości społecznej" można je różnie interpretować. Socjaliści międzynarodowi pod tym pojęciem rozumieć mogą "sprawiedliwość dialektyczną" lub "socjalistyczną" (i tak to pojmowali w PRL-u na podstawie poprzednio wspomnianego Artykułu 1 Konstytucji z 1952 roku), narodowi socjaliści - "narodowo-socjalistyczną", ludowcy - "ludową", katolicy - "tomistyczną" lub po prostu "zwykłą", ekonomiści - "rynkową", a inni - jeszcze inaczej. (Nieporozumienia i spory stąd wynikające można zilustrować następującym przykładem: Pewien rzemieślnik wykonał pięć jednakowych koszyków, po czym, na bazarze, wystawił je na sprzedaż po 60 złotych za sztukę. W ciągu tygodnia kilka osób zainteresowało się tym towarem, ale nikt nie chciał zapłacić więcej niż 35 złotych za sztukę, lecz gdy pewna klientka po dłuższym zastanawianiu się zaofiarowała zapłacić za koszyk 32 złote, sprzedający go rzemieślnik zdenerwował się: "Pani szanowna, ja przez ponad dwa dni ten koszyk robiłem, a pani chce mnie tu eksploatować. Należy mi się co najmniej 50 złotych za pracę. Tego wymaga sprawiedliwość społeczna, i przepisy nakazujące płacić za pracę pewne minimum wynagrodzenia. Zgodnie z prawem, za odmowę zapłacenia mi tego minimum może Pani zostać surowo ukarana". "Panie, ale przecież dla mnie to nie jest warte więcej niż 32 złote. Mógł pan pracować dłużej lub krócej, mnie to nie obchodzi. Mnie interesuje wynik pana pracy - ten koszyk. Gdybym panu zapłaciła więcej niż to warte, to byłoby to z moją szkodą. A z jakiej racji? Życzę powodzenia i żegnam!" - i nieco przestraszona kobieta szybko odeszła. Powyższy przykład z mikroekonomii wskazuje na sytuacje konfliktowe w pojmowaniu sprawiedliwości społecznej a sprawiedliwości zwykłej. Jeśli zgodzimy się (ze św. Tomaszem z Akwinu), że cena sprawiedliwa to jest cena swobodnie i dobrowolnie ustalona między sprzedającym a kupującym, to kobieta próbowała taką cenę uzgodnić. Sprzedający odmówił. Podobne konflikty występować mogą i na dużą skale w gospodarce narodowej).

Artykuł 20 Konstytucji RP stanowi: Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Opracowanie praw szczegółowych na podstawie tego sformułowania konstytucyjnego wymaga nie lada gimnastyki umysłowej i to ze strony najtęższych umysłów, ażeby prawa takie mogły być praktycznie stosowane. Co to jest "społeczna gospodarka rynkowa"? Określenie niejednoznaczne, a nawet może być wewnętrznie sprzeczne, szczególnie wówczas gdy przymiotnik "społeczna" ma oznaczać, "uspołeczniona", lub "upaństwowiona", a więc w sensie ograniczania praw wolności wymiany dóbr między obywatelami przez jakieś władze, na przykład drogą "kontroli cen", czy innymi sposobami wchodzenia w konflikt z prawami rynku. Gospodarka rynkowa jest przecież z samej natury rzeczy społeczna, bo to konsumenci, których ogół stanowi społeczeństwo, tworzą rynek i nim rządzą poprzez kupowanie pożądanych towarów i usług lub poprzez wstrzymywanie się od kupowania; po co więc potrzebny jest przymiotnik "społeczna"? Można sądzić, że potrzebny po to, aby państwo mogło decydować co jest społeczną gospodarką, a co nią nie jest, i móc ingerować w gospodarkę ograniczając ludziom korzyści jakie odnoszą ze swobodnej wymiany towarów i usług między sobą ...

W odniesieniu do czego ma występować owa solidarność, którą wymienia Artykuł 20? Dialog zaś to, według słownika wyrazów obcych, "rozmowa dwu osób", lub "rodzaj widowiska teatralnego w średniowiecznej Polsce". Co ma być przedmiotem dialogu? Kim mają być wspomniani partnerzy społeczni w owym dialogu? Czy mają nimi być wytwórcy i konsumenci, pracodawcy i pracownicy? A może działacze społeczno-polityczni i przedsiębiorcy? Czy też jeszcze kto inny? Na podstawie ducha tej Konstytucji, wnioskować jednak można, że głównym partnerem społecznym okaże się władza państwowa, w osobach polityków i urzędników, która fałszywie lubi nazywać się społeczną.

Po co wprowadzać takie dziwne postanowienia do Konstytucji, skoro R.P. zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela (Art. 5), chroni wolność człowieka (Art. 31) i jego prawo do własności (Art. 64)? Jeśli jest wolność, to każdy ma prawo i do wolności gospodarczej, jak również może być solidarny i może sobie dobrowolnie współpracować czy prowadzić dialog z kimkolwiek i o czymkolwiek chce. Stwierdzenie zawarte w Artykule 20, że ustrój gospodarczy R.P. oparty jest na solidarności i jakimś bliżej nieokreślonym dialogu, a więc na dość abstrakcyjnych pojęciach, stwarza nieodparte wrażenie, że sam ten ustrój ma niesolidne podstawy. Poza tym, jeśli Artykuł ten ma być egzekwowany, to partner który odmówi współpracy, dialogu i solidarności z drugim partnerem społecznym (cokolwiek by to miało oznaczać w języku prawa) winien podlegać karze; a więc, zakładając, że wspomnianym partnerem społecznym są pracownicy jakiegoś przedsiębiorstwa, którzy zamiast "dialogowania" zajmuję się produkowaniem i dostawą towarów na rynek będą za to podlegali karze. Kara ta pośrednio byłaby wymierzana za podważanie ustroju RP, ponieważ "dialog", zgodnie z Art. 20, jest podporą "społecznej gospodarki rynkowej", a ta z kolei jest "podstawą ustroju gospodarczego". Z drugiej jednak strony, kara ta stałaby w sprzeczności z konstytucyjnym zapewnieniem wolności obywatela i ochroną przez państwo tej wolności, oraz z pierwszą częścią Artykułu 20 stanowiącego, iż ustrój gospodarczy RP oparty jest na wolności działalności gospodarczej.

Reasumując: omawiany Artykuł 20, opisujący ustrój gospodarczy R.P. podaje niejasne określenie czegoś co z kolei jest oparte na innych niejasnych określeniach, i zawiera sprzeczności. Wróży to bardzo chwiejne podstawy prawne na jakich ów ustrój ma się opierać. Artykuł ten byłby już znacznie bardziej wiarygodny w odniesieniu do gospodarki gdyby w nim zastąpić słowa "solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych", słowami "przestrzegania warunków umów dobrowolnie i legalnie zawieranych między kontrahentami", co odpowiadałoby pojęciu "solidności". W gospodarce wolnorynkowej bowiem solidarność rozwija się na bazie solidności.

Innym podważaniem podstaw ustroju gospodarczego RP, opartego na wolności działalności gospodarczej, a więc - wolnym rynku, jest dopuszczanie przez Konstytucję prawa do tworzenia monopoli. Jest to jak gdyby podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Artykuł 216, punkt 3, stwierdza: Ustanowienie monopolu następuje w drodze ustawy. Tworzenie monopoli przez państwo jest bowiem przeciwieństwem wolnego rynku, gdyż monopol wyklucza z rynku konkurentów w dziedzinie objętej monopolem, w której mają oni zakaz prowadzenia swobodnej działalności gospodarczej. Jego celem jest windowanie w górę cen produktów sprzedawanych przez monopol. Działa to na niekorzyść obywateli. Najkorzystniej dla gospodarki narodowej byłoby gdyby Konstytucja zabraniała państwu tworzenia monopoli w ogóle, a zasadniczo również i prowadzenia przedsiębiorstw przemysłowych i handlowych.

Gospodarka każdego kraju rozwija się najpomyślniej, gdy prawa naturalne ekonomii są w nim przestrzegane zarówno przez władze jak i przez ludność. Czołowym takim prawem jest prawo do własności i wynikający z tego zakaz kradzieży, w jakiejkolwiek jej formie. Ten zakaz jest najważniejszym imperatywem gospodarczym. Jest to równocześnie nakaz szanowania cudzej własności, uczciwie nabytej (a więc nie drogą przymusu, szantażu, oszustwa czy innej formy zabierania ludziom ich dóbr bez wiedzy lub zgody właściciela). Dlatego konstytucje, które zapewniają obywatelowi prawo do własności i jej solidną ochronę, łącznie z surowymi karami dla tych którzy te prawa łamią, prowadzą do stwarzania warunków prawnych i do praworządności najbardziej sprzyjających rozwojowi gospodarczemu kraju, w którym taka konstytucja obowiązuje.

Artykuł 21, w punkcie 1, Konstytucji R.P. zapewnia, że R.P. chroni własność i prawo dziedziczenia, ale zaraz dodaje w punkcie 2, iż wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem. Niestety nie określono w Konstytucji pojęcia "celów publicznych" i jego zakresu. Podobnie, nie ma informacji o "słusznym odszkodowaniu". Czyni to ową ochronę bardzo problematyczną. Przypuśćmy na przykład, że jacyś miłośnicy natury przekonają władze, że na terenie kilku gospodarstw rolnych i hodowli zwierząt założyć należy park natury. Jakim kryterium mają się kierować władze, aby uznać, że taki park godny jest celów publicznych i że dlatego należy wywłaszczyć właścicieli gospodarstw płacąc im odszkodowanie z funduszy pochodzących z opodatkowania ludności (łącznie z właścicielami tych gospodarstw)? A jak obliczyć wysokość odszkodowań aby była ona "słuszna"? Czy kierować się tu cenami wolnorynkowymi plus jakimś dodatkowym od niej procentem, tytułem odszkodowania za kłopoty dla właścicieli, czy też "sprawiedliwością społeczną"? A może subiektywnym sądem władz, które mogą być przyjazne odnośnym właścicielom i "słusznie zapłacą im bardzo sowicie, bądź są im niechętne, lub chcą się na tych właścicielach za coś zemścić i, za karę słuszną w ich mniemaniu, zapłacą im "grosze"? Inny przykład: Jeśli jakiś inwestor będzie chciał zbudować miejski stadion sportowy, czy władze będą miały prawo uznać to za cel publiczny i na tej podstawie wywłaszczyć właścicieli terenów uznanych przez miejskich planistów za najbardziej dogodne, oraz usunąć przedsiębiorców te tereny dzierżawiących? Takie niejasności prawa prowadzą do stwarzania w kraju warunków korupcjogennych.

Jan Michał Małek

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Konstytucja a gospodarka (cz. 2)
Konstytucja a gospodarka (cz. 3)



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW









Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię