Strona główna



Służba zdrowia...
Jaka reforma?

Jadąc samochodem, usłyszałem komentarz redaktora lokalnego radia w Rzeszowie, do dyskusji wokół pakietu ustaw reformujących służbę zdrowia. Otóż jego zdaniem, rolą szpitali jest leczyć ludzi a nie wypracowywać zyski. Każdy z nas prywatnie może hołdować najgłupszym przekonaniom. Ale z pozycji reprezentanta medium, które sili się na obiektywizm, w sprawach wątpliwych powinien przytoczyć przeciwstawne opinie a sam powstrzymać się od komentarza. Jeżeli już popiera jedną ze stron to zobowiązany jest do powołania się na solidne argumenty.

Przytoczona opinia jest skrótem powszechnego przekonania, że tam gdzie wystąpi zagrożenie zdrowia i życia pieniądze nie powinny się liczyć. W demokracji, coś co jest powszechne, uznaje się bez szemrania za absolutną prawdę. No dobrze, ale tą samą nadrzędną funkcję ratowania zdrowia i życia pełnią apteki, dlaczego więc toleruje się fakt iż są całkowicie prywatne i gonią wyłącznie za maksymalnym zyskiem, stosując przebrzydłe praktyki: informowania klientów o tańszych zamiennikach a także sprzedają niektóre specyfiki za złotówkę, które bez wątpienia są przynętą dla zdezorientowanych pacjentów.

Zgodnie z przytoczoną opinią, lekarstwa na receptę powinny być za darmo, bo są całe grupy emerytów, których nie stać na ich wykupienie.

Podstawowe prawo ekonomii mówi, że popyt na dobro użyteczne, gdy jego koszt pozyskania zbliża się do zera, rośnie do nieskończoności ( stąd konieczność reglamentacji dóbr rozdawanych). Już teraz robią niektórzy niezły biznes, fałszując recepty na lekarstwa refundowane i nie trudno przewidzieć co się stanie gdy będą one za darmo. Budżet broniąc się przed bankructwem będzie musiał ustanowić limity miesięczne dla każdej apteki. A to już znamy ze szpitali i specjalistycznych przychodni. Teraz umęczeni pacjenci po wysiedzeniu wizyty u specjalisty dogorywaliby w aptekach wyczekując na nowy limit.

Oponenci powiedzą: państwo ma obowiązek surowo karać tego rodzaju przestępstwa! Ależ ono zawzięcie kara, tyle że bez wyraźnego efektu. Paradoksalnie sukcesy, w walce z przestępczością żerującą na reglamentacji wprowadzonej przez państwo, wzmacniają tylko jej struktury i pomnażają zyski, bo eliminują słabszą konkurencję ograniczając tym samym podaż deficytowego towaru co powoduje, że rośnie jego cena czarnorynkowa. Największy wzrost potęgi mafii amerykańskiej odnotowano w okresie prohibicji. To wyjaśnia dlaczego kartel kolumbijski jest już tak potężny, że rządzi niektórymi krajami przez podstawionych polityków, mimo zaangażowania od lat do jego zwalczania oddziałów specjalnych armii amerykańskiej.

Dlaczego policja radzi sobie z "klasyczną" przestępczością a jest bezradna wobec łapówkarzy i tzw. przestępstw gospodarczych. W przestępstwie klasycznym jest przestępca i poszkodowany. W przestępstwach gospodarczych jedynym "poszkodowanym" jest państwo i istnieje społeczne przyzwolenie na wyręczanie nieudolnego państwa w świadczeniu usług przez szarą strefę. Papierosy, benzyna, lekarstwa ze szmuglu tworzą uzupełniający rynek bo są tanie. Na transakcjach obie strony korzystają. Tam gdzie administracja trudni się rozdziałem dóbr, pojawia się też atrapa rynku - korupcja. Ponieważ nie ma poszkodowanych, którzy donosiliby o przestępstwie, państwo musi sięgać po prowokację. Tylko w ten sposób uda się przyłapać "handlujących" na gorącym uczynku. Chłopi w Boliwii, Kolumbii, Afganistanie traktują mafię narkotykową jak dobroczyńcę, bo daje im zarobić na uprawach maku czy koki. A gdyby tak powrócić do klasycznej reguły, że chcącemu nie dzieje się krzywda a ludzie to nie bezrozumne bydlątka i sami potrafią o siebie zadbać.

Odrębną kwestią jest lansowanie z uporem maniaka sprzeczności między dbałością o zyskowność działalności a dobrem pacjenta. Czyż w kraju, w którym przez prawie pięćdziesiąt lat, na każdym kroku odczuwaliśmy efekty prymatu planowanej produkcji nad wolną wymianą opartą na zysku, należy dalej przekonywać o beznadziejności urzędniczych decyzji? Przecież elementarna wymiana na wolnym rynku dokonuje się tylko dlatego, że każda ze stron widzi w tym swoją korzyść ( wycenia je w odwrotnej kolejności). Przeciwieństwem wolej wymiany jest przymus i nie ma znaczenia dla delikwenta czy robi to urzędnik czy mafiozo ( we Włoszech ochrona ze strony mafii jest skuteczniejsza niż ta którą zapewnia państwo).

Słusznie Anna Rand piętnuje hipokryzję większości "społeczników" wybrzydzających na egoizm kapitalistów. Pokazuje, że oni też dyskontują profity od swojej działalności ale w innej formie - wyżej przez nich cenionej (uznanie, zaszczyty, rząd dusz).

Do dziś pamiętam scenę, nakręconą niby to ukrytą kamerą, pokazującą jak to towarzysz Gomułka starannie dzieli "Sporta" na pół, wkłada go do szklanej fifki i z przyjemnością zapala. Obraz miał przemówić do wszystkich: swój chłop, pali takie same śmiecie jak my ale oszczędnie.

Odkąd "bezinteresowny" urzędnik przestał dbać o produkcję i dostawę artykułów pierwszej potrzeby a chleb, mleko, lekarstwa dostarczają nam rządni zysku piekarze, mleczarze, chemicy, w sklepach i aptekach znajdujemy więcej niż oczekujemy. Bo oni z "żądzy" zysku, nie śpiąc po nocach, kombinują, czym jeszcze mogą nam dogodzić, czym uda się przyciągnąć naszą uwagę, jak ubiec konkurencję.

Wygląda na to, że niektórzy wolą dostać się w ręce zmęczonego i sfrustrowanego lekarza, którego myśli krążą wokół obiecanych podwyżek, zamiast do zapobiegliwego lekarza który wie, że satysfakcja pacjentów przekłada się na jego dochody.

Z drugiej strony analfabetyzm ekonomiczny społeczeństwa jest zadziwiający. Od lat pojąć nie mogę dlaczego w szkołach nie uczą podstaw ekonomii zamiast np. śpiewu. Często nachodzi mię myśl, że analfabetyzm ten jest zamierzony, bo ułatwia manipulację. Desperacja z jaką walczy się o zachowanie obecnego stanu w "służbie" zdrowia, wskazuje, że chodzi tu o duże pieniądz. Kto więc straci na komercjalizacji?. Na pewno dostawcy sprzętu, ordynatorzy, firmy farmaceutyczne. Kto zyska? - ano dobrze poinformowani, którzy zainwestowali w wykup długów za 20-30% ich wartości. Ten proceder trwa od kilkunastu lat i za zaniechania urzędników kolejny raz zapłacą podatnicy. Inwestujący w długi szpitali zacierają ręce, prędzej czy później w ich łapki wpadną dobrze wyposażone szpitale za ułamek ich rzeczywistej wartości. Ujmując to w żargonie przestępców, poprzednie ekipy wystawiły służbę zdrowia na żer cwaniaków. Gdy na rynku pojawi się równocześnie kilkaset ofert sprzedaży szpitali ich cena musi sięgnąć dna (powielenie schematu powszechnej prywatyzacji tandemu Balcerowicz-Lewandowski). Gracze rynkowi potrafią przewidzieć z dużym wyprzedzeniem możliwe scenariusze rozwoju sytuacji ( to wyselekcjonowana elita), i urzędnicy próbujący ich przechytrzyć są bez szans. Dlatego proste i przejrzyste reguły są tu najlepsze.

Nie będę drażnił "społecznie uwrażliwionych" rozwiązaniami rynkowymi. Ale nawet w ramach tej koślawej atrapy rynku, którą jest NFZ da się poprawić jakość usług poprzez rachunek ekonomiczny (prywatyzacja bez zmian w NFZ pogłębi tyko chorobę tego systemu). Wystarczy by to pacjent dokonywał wyboru lekarza (szpitala) realizując płatność w formie bonu medycznego. Wtedy szpital będzie kalkulować koszty usług na różnym poziomie a pacjent dokona wyboru, i ewentualnie dopłaci do usług o podwyższonym standardzie. Konkurencja między szpitalami pozwoli ustalić rzeczywistą cenę usług (wymyślane w NFZ ceny powodują fałszowanie dokumentacji medycznej i pozbywanie się pacjentów z przypadłościami wycenianymi za nisko).

Poza rachunkiem ekonomicznym i jakąś nawet ułomną konkurencją, nie ma metody pozwalającej na optymalne i najbardziej sprawiedliwe rozdzielenie ograniczonych środków przeznaczanych na ochronę zdrowia. Obecny burzliwy rozwój technologii manipulacji genetycznych, biochemicznych, automatyki medycznej, stawia dyrektorów jednostek medycznych przed ciągłym dylematem ile przeznaczyć środków na zakup nowoczesnej aparatury a ile na leczenie. Zwrot kosztów zakupu drogiej nowoczesnej aparatury mogą zapewnić ekstra klienci, których będzie stać na ten luksus. Tak jak na powszechność telefonów komórkowych za złotówkę czy GPS musieli przez parę lat składać się bogaci snobi przypomnę że były to wielkie cegły z których dało się zadzwonić tylko w wybranych nielicznych miejscach). Gdyby nie oni nikt nie podjąłby się budowy kosztownej sieci przekaźników, satelitów, komputerów, aparatów cyfrowych, ale za to byłoby sprawiedliwie, równo bez komórek i innych zbędnych bajerów. Należy tu przypomnieć, że technologie doskonalone przy masowej produkcji tych luksusów, przenikają do innych dziedzin, przyśpieszają rozwój nauki i badań, wpływają na diagnostykę i coraz mniejszą inwazyjność przeprowadzanych operacji. Miliony utalentowanych naukowców i inżynierów nieustannie zmienia warunki w jakich przyszło nam żyć. Tylko niczym nie poparta urzędnicza pycha - wynikająca z niedouczenia i braku wyobraźni - daje odwagę urzędnikom i politykom by brać się za decydowanie o tym co słuszne a co zakazane, czego potrzebujemy i co nam szkodzi, dłubać w materii, której nie rozumieją, w przekonaniu, że tym kupią łaskawość tłumów...

Wojciech Czarniecki
(15 grudnia 2008)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)



Komentarze Czytelników:

Od: "Witold Falkowski"
Do: Strona Prokapitalistyczna
Temat: Jaka reforma?
Data: 14 grudnia 2008 18:37

... a rolą piekarza jest piec chleb, a nie wypracowywyać zyski itd. Kiedy już wszyscy będa robić swoje i nikt nie będzie wypracowywał zysków, zapanuje powszechna szczęśliwość, czyli komunizm. Jest tylko jedno pytanie: czy pan dziennikarz zastosuje również do siebie tę zbawienną zasadę?

Witold Falkowski


Od: "Wojciech Czarniecki"
Do: Strona Prokapitalistyczna
Temat: dotyczy art. Jaka reforma?
Data: 15 grudnia 2008 17:53

Pan Witold Falkowski był łaskaw zwrócić uwagę na ten artykuł choć z treści komentarza wnioskuję, że przeczytał go zbyt pośpiesznie. Stąd zapewne cierpka uwaga, która nie odnosi się wogóle do argumnentacji zawartej w artykule. Sięganie po lewackie argumenty i epitety w tym kontekscie ma uwypuklić, ich absurdalność. Uważam, że jedynym sposobem walki z lewackimi przesądami to doprowadzanie ich argumentacji do absurdu, bowiem nie ma potrzeby przekonywać przekonanych. Przecież lewica wykształciła swój język, nasyciła go mitologią, tworząc wokól niej swoiste zbitki myślowe. Wysublimowane pojęcia "austryjaków" opisujące ekonomiczną rzeczywistość są nawet przez dobrze wykształconych źle rozumiane bowiem wymagają uważnego przeczytania "Ludzkiego działania" Misesa w doskonałym pana Witolda Falkowskiego tłumaczeniu i przebudowania całego wdrukowanego im wyobrażenia o ekonomii.

Pozdrawiam
Wojciech Czarniecki


Od: "Witold Falkowski"
Do: "Strona Prokapitalistyczna"
Temat: Jaka reforma?
Data: 28 stycznia 2009 23:34

Nieporozumienie jest piętrowe. Polemizuję ironicznie z tezami pana redaktora radiowego cytowanego przez Pana Czarneckiego. W głowie by mi nie postało, że Pan Czarnecki ma lewicowe poglądy. Po prostu tekst radiowego Guevary - tak znakomicie wychwycony przez Pana Czarneckiego - wywołał u mnie ciąg "nostalgicznych" skojarzeń.

Pozdrawiam
WF


Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię