Strona główna

Zdobycze socjalne
częścią dobrobytu narodu?

Niedawno otrzymałem list z taką właśnie ciekawą opinią sugerującą, że zachód jest mocno rozwinięty, ponieważ wprowadził w życie socjalne pomysły. Żeby zrozumieć, o co chodzi w rozwoju gospodarczym, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd on się w ogóle bierze.

Ogólnie rzecz biorąc wzrost gospodarczy wynika z kilku rzeczy. Może to być odnalezienie nowych bogactw naturalnych, albo pojawienie się nowych, wyszkolonych i zdolnych ludzi, lub też zaawansowanie technologii. Nie sposób nie zauważyć, że wiedza odgrywa kluczową rolę w tym procesie, ponieważ dzięki mądrzejszym ludziom technologia się rozwija i pomaga odszukiwać nowe sposoby wykorzystania bogactw naszej kochanej Matki Natury. Jednakże wszystkie te czynniki mogą stymulować rozwój jedynie poprzez zwiększony poziom oszczędności. Nowa technologia potrzebuje kapitału, który ją wprowadzi w procesy produkcji, nowe bogactwa i nowe metody ich stosowania także potrzebują kapitału. Również przedsiębiorcze umiejętności można manifestować jedynie poprzez zwiększony kapitał.

Tak więc sam zysk nie wystarczy, żeby zapewnić rozwój gospodarce - potrzebne są jeszcze oszczędności z tego zysku czyli inwestycje. Możemy zadać sobie pytanie, jaki rozwój byłby optymalny ... Skoro bowiem oszczędności są motorem rozwoju, to spytajmy jak socjalista-keynesista: a może w takim razie stymulować oszczędzanie i zniechęcać do konsumowania? Nałóżmy podatki konsumpcyjne, zwiększmy ogólny poziom obciążeń fiskalnych i liczbę ulg na rzecz inwestycji - wtedy ludzie będą oszczędzać/inwestować zamiast konsumować. Rozwój gwarantowany. Jednak czy na pewno?

Takie stanowisko jest charakterystyczne dla konstruktywizmu społecznego i lewicowych doktryn typu faszyzm i komunizm. Wyjaśnijmy, na czym polega inwestycja (oszczędność) - w tym celu trzeba wyjść od własności prywatnej. Akt lokowania przez człowieka swojego bogactwa albo w (1) konsumpcję, albo w (2) oszczędności jest wyborem. To suwerenna jednostka decyduje, w zależności od czasowej preferencji, jak wiele skonsumować dzisiaj, a jak wiele oszczędzić na jutro. Jeśli państwo zaczyna konfiskować dobra obywateli poprzez wysokie podatki i zaczyna je "inwestować", to tak naprawdę nie jest to żadna inwestycja - to zwykła konsumpcja urzędasów. W jednym z artykułów Milton Friedman ("Foreign economic aid") zwraca uwagę na to, że piramidy egipskie były ideałem akumulacji kapitału, ale w gruncie rzeczy przyczyniły się do wzrostu biedy. Powodem był fakt, że piramidy nie były zbudowane z własnej woli ludzi, to nie były ich oszczędności, więc nie mogły to być inwestycje. To była ostra konsumpcja Faraona i okradanie ludzi. Stąd też państwo nie inwestuje w prawdziwym tego słowa znaczeniu - jego zyski są konsumowane przez biurokratów, zaspokajających swoje potrzeby. Czy tego chcemy, czy też nie, nasze państwo tak właśnie wyzyskuje nas dzisiaj zmuszając do uiszczania opłat na rzecz jego administracyjnych żołnierzy.

No dobrze. To w końcu oszczędności są źródłem rozwoju czy też nie? Lepiej konsumować czy oszczędzać? Oczywiście oszczędzać się bardzo opłaca, ale pod warunkiem, że ludzie sami o tym zadecydują. Jeśli nagle każdy z nas stwierdzi, że ma ochotę leżeć pod drzewem bez dachu nad głową i przejadać od razu zarobione pieniądze, to nikt nie może zmienić tego stanu rzeczy. Skoro chcemy zostać hippisami, to jest to nasza sprawa i nikomu nic do tego. Jakakolwiek działalność państwa w tej kwestii będzie błędem. Błędem moralnym, ekonomicznym i intelektualnym. Związek Sowiecki był krajem "rozwijającym się", ale kosztem spadku dobrobytu. "Inwestycje" w ciężki przemysł miały na celu wprowadzenie autarkistycznego socjalizmu w imię walki z wolnością, jaka panuje w systemie kapitalistycznym.

Dlatego też państwowa pomoc nie przynosi spodziewanych rezultatów. Jakakolwiek ingerencja zakłóca naturalny porządek. Inwestowane z zapartym tchem w zachodnie gospodarki fundusze, począwszy od Planu Marshalla aż po dzisiejsze euroźródełka, nie zagwarantują wzrostu stopy życiowej. To tylko kolejna etatystyczna konsumpcja, a nie inwestycja. Z pozoru wydaje się to jasne, ale ludzie często o tym zapominają. Niektórzy naiwnie sądzą, że bezrobocie można zwalczyć edukując społeczeństwo, ale prawda jest taka, że jest to jawne odwrócenie procesu myślowego. W miarę jak się rozwija rynek i jak ludzie zaczynają oszczędzać swoje zarobione fundusze, wtedy mogą myśleć o inwestowaniu w edukację. To edukacja ma dostosować się do potrzeb rynku (preferencji konsumenta i zarządzania własnym majątkiem), a nie na odwrót. Czy konfiskowanie paciorków ludom prymitywnym i zmuszanie ich do studiowania dzieł francuskich socjalistów można nazwać inwestycją w edukację? Wątpliwe. To konsumpcja konstruktywisty społecznego. Bynajmniej nie dlatego, że chce on uczyć Marksa, ale dlatego, że przeprowadza on inwazję na cudzą wolność i własność. Oszczędności i inwestycje zatem biorą się tylko z wolnego wyboru.

Teraz możemy przejść do kwestii "zdobyczy socjalnych", jakie rzekomo mają prowadzić do wzrostu dobrobytu. Po rozważaniach teoretycznych zaprezentowanych wyżej wniosek wydaje nasuwać się sam: źródłem rozwoju są oszczędności, a nie "zdobycze socjalne". Jeśli ktoś nie wierzy, polecam jak zawsze wycieczkę do krajów III Świata. Ciekawe, czy wprowadzenie tych "zdobyczy socjalnych" zapewni wyższy dobrobyt. Gospodarka jest wyrazem działalności człowieka, który pragnie poprawiać swój byt. To dynamiczny proces ciągłego wykorzystywania i przetwarzania bogactw naturalnych w celu poprawy dobrobytu. Im bardziej gospodarka jest rozwinięta, tym umiejętniej ludzie potrafią samodzielnie zagospodarować swoje bogactwa, stwarzając infrastrukturę, budując szkoły, sklepy, fabryki, kina, teatry itd. Wszystko w zależności od indywidualnych decyzji.

Wyższe zarobki pracujących w krajach rozwiniętych nie są skutkiem prawa socjalnego, ustawy o minimum socjalnym; są one efektem wieloletnich procesów rozwojowych wyrażających się długotrwałym gospodarowaniem. Uchwalenie płacy minimalnej nie ma tu nic do rzeczy, bo jeśliby tak znakomicie było, to wystarczy wprowadzić w Polsce płacę minimalną taką, jak obowiązuje w USA, i już wszyscy będziemy bogatsi i piękniejsi. Niestety (albo i na szczęście) tak nie jest, bo świat to nie raj. Zaś wyższe realne płace na Zachodzie wynikają z przewagi, jaką zapewniły sobie kraje przebywając dłużej niż my w szeroko pojętym kapitalizmie. To właśnie dzięki swobodnej wymianie i wolnym cenom Zachód jest dzisiaj tak bogaty, że może rozdawać owoce socjalne, które aktualnie jego rozwój hamują (lokomotywa RFN ledwie zipie).

A co z progresją podatkową? Błędne jest twierdzenie, że opodatkowanie kogoś może przynieść korzyść społeczeństwu, bo hamuje to handel, na którym zawsze korzystają obydwie strony. Niektórzy wybitni socjaliści wysuwają pomysły, aby opodatkować dobra luksusowe po to, żeby "skierować siły wytwórcze na dobra niższego rzędu". Opodatkować dobra, z których korzystają tylko bogaci. I rozdać biednym. Socjaliści jednak zapominają o tym, że "dobra luksusowe" to pojęcie względne, które z biegiem czasu się zmienia i w zasadzie każde dobro było kiedyś luksusowe. Komputer - lata 50. A po co ma bogacz sobie wstukiwać cyferki na taki wielki kalkulator - my tu musimy pomoc społeczną budować. XIX/XX wiek - samochód? A po co mają jeździć sobie bogacze - niech spacerują, przecież biedniejszych na samochód nie stać. Opodatkować. Jakiś tam Ford chce produkować masowo samochody? Opodatkować i w ogóle zamknąć w więzieniu, spekulanta jednego (najlepiej niech to zrobi UOKiK za zbyt duże obniżanie cen). A po co kobietom perfumy i kosmetyki?

Stąd prosty wniosek - jakikolwiek podatek hamuje rozwój, bo uniemożliwia realizację podstawowego celu kapitalizmu: gromadzenia oszczędności i szukania coraz to nowszych sposobów zaspokajania ludzkich potrzeb. I nie ma w tym przesady - cokolwiek rząd spróbuje zrobić z majątkiem społeczeństwa, prowadzi to do naruszenia dobrowolnego kształtowania się stosunków międzyludzkich. W ten sposób ludzie przestają budować taki świat, jaki chcieliby mieć, a zaczynają walczyć o nagromadzone środki publiczne, które zostały stworzone poprzez atak na wolność i własność.

Niektóre proste fakty łatwo dostrzec okiem małego dziecka, które sprawdzi, jak wiele dóbr jest w sklepach amerykańskich i jak wiele jest w krajach postkomunistycznych i zorientuje się, że to przez realne bogactwo ludziom żyje się lepiej, a nie przez ustawę, w jakiej zapisano płacę minimalną. Niestety nie chcą tego zaakceptować skrajni lewicowcy. Zresztą co tu dużo mówić - jak słusznie zauważył Joseph Schumpeter w "Kapitalizm, socjalizm, demokracja" - antykapitaliści to sędziowie, którzy mają gotowy wyrok śmierci dla kapitalizmu niezależnie od tego, czy fakty i argumenty świadczą na jego korzyść, czy też nie. Oni i tak swoje wiedzą, ot, chociażby to, że Związek Radziecki był zły, bo miał za dużo biurokracji, a nie dlatego, że oparł sie na ekonomicznym sofizmacie, wprowadzając np. centralne sterowanie cenami.

Mateusz Machaj

PS. Ostatnim razem dyskutowaliśmy na temat poglądów red. Michała Zielińskiego z tygodnika "WPROST" w sprawie NBP. A co powiecie, Drodzy Czytelnicy, na to, że Pan Redaktor nie ma nic przeciwko "rozsądnej" nacjonalizacji Stoczni?

(publikacja - 2002 rok)





Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek





Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


Stowarzyszenie KoLiber



Zbiór tekstów
o UE

Czytelnicy
"SP" o UE
ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię