Strona główna

Bez zaufania czyli Wielki Brat z Brukseli

Czy człowiek szanujący wolność może odnosić się z życzliwością do politycznego tworu, który debatuje nad dopuszczeniem do produkcji oscypka, rozstrzyga rozmiary jabłka czy wydaje dyrektywy odnośnie używania drabiny? Jak niebezpiecznie daleko przesunęła się granica akceptacji dla wychodzących z Unii Europejskiej centralistycznych uregulowań różnych aspektów życia współczesnego mieszkańca Starego Kontynentu.

Czy brukselskie regulacje obficie produkowane przez uniokratów nie są wyrazem zatraty zdrowego rozsądku? Czy nie występuje tu mechanizm samo napędzającej się urzędniczej maszyny, gdzie dyrektywa goni dyrektywę, wkraczając coraz głębiej i silniej w coraz to nowe dziedziny rzeczywistości? W ten sposób obniża się próg społecznej wrażliwości na rosnącą omnipotencję brukselskich komisarzy.

Takie same mundurki

Jeszcze kilkanaście lat temu wybuch śmiechu skomentowałby wieść, gdyby władza w Moskwie debatowała nad zakazem produkcji przez polskie zakłady małych ogórków kiszonych (Bruksela łaskawie zezwoliła na ich kiszenie... w naszych domach). Operacja taka byłaby przecież dalekim echem chińskiego programu "wszyscy chodzimy w takich samych mundurkach". Dziś przed idiotycznymi rozporządzeniami, dyrektywami, standardami tworzonymi namiętnie przez socjalistów z Komisji Europejskiej "stoi na baczność" w Polsce multum polityków z pierwszych stron gazet, dziennikarzy czy biznesmenów.

O prześmiewczej krytyce nie ma mowy. Wszak grozi to utratą pozycji, przerwaniem kariery, spadkiem dochodów. I potem taki np. Jacek Pawlicki, czołowy korespondent Gazety Wyborczej z Brukseli, serwuje Polakom (GW, 11 października 2002, s. 30) - jak gdyby nigdy nic - radosne nowiny, że tamtejsi eurotomani nie zabronią nam produkować bryndzy, oscypka, zsiadłego mleka czy wina owocowego (to akurat na żądanie urzędników musi być opatrzone etykietą "owocowe" - wiadomo, wg socjalistycznych standardów z UE przeciętny klient jest tak głupi, że nie potrafi odróżnić informacji zamieszczonej przez producenta wina z winogron od wina z innych owoców). Tego rodzaju doniesienia traktowane są z największą atencją. A ludzie, którzy niby wyzwolili się nie tak dawno z totalitarnego systemu, zapoznając się z nimi, używają swoich głów nie do myślenia, lecz do potakiwania.

Jaja jak berety

Istnieją oczywiście mity odnośnie unijnych regulacji, niemniej fakty skutecznie odstraszają człowieka wolności od Unii Europejskiej. Oto komisarz ds. rolnictwa Franz Fischler zaproponował niedawno nową dyrektywę dotyczącą... jaj. Jego pracownicy opracowali szczegółowy sposób znakowania kurzych jaj. Odpowiedni stempel na skorupce miałby informować np. o tym, kiedy jajko zostało zniesione, co jadła kura-matka, gdzie i jak żyła, etc. Komisja Europejska dywagowała też nad możliwością umieszczania tekstów reklamowych na skorupkach jaj (póki co reklamy wolno umieszczać na pudełkach, w których są jaja trzymane i przewożone).

Sam fakt podejmowania przez przyszły rząd Europy (takie są plany odnośnie przekształcenia KE) powyższych kwestii, jest wystarczającym memento, by wiać z objęć Brukseli jak najdalej. Potworny interwencjonizm skutkuje tym, że jeśli nawet dany producent wpadnie na pomysł sprzedawania jajek a`la pisanki, może w przyszłości napotkać dyrektywę, która takiego handlu zabroni.

Mnożenie urzędniczych bytów

Dzieje się podobnie w przypadku tysięcy uregulowań. Podczas polskich negocjacji rolnych Unia przypomniała, że na jej terenie i zgodnie z przepisami małe ogórki nie mogą się znajdować w sprzedaży detalicznej. Są przeznaczone wyłącznie dla branży przetwórczej. A klient, który sam coś chciałby zrobić z małych ogóreczków? A klient się w tej układance nie liczy.

Mleko tłuste w Unii Europejskiej zawiera 3,5 proc. tłuszczu, więc Polska początkowo miała zrezygnować ze swoich 3,2 proc. W końcu Komisja Europejska zrobiła dla nas wyjątek. I tak - zgodnie z zasadą unijnego pacana, który dzięki UE decyduje o swoich własnych sprawach - możemy cieszyć się istnieniem na polskim rynku mleka tłustego z zawartością 3,2 proc. tłuszczu. Czyli tym, co do tej pory mieliśmy. No, ale musimy pamiętać, że surowe mleko od naszych krów, które stanie się później przedmiotem fermentacji, pasteryzacji i produkcji może maksymalnie zawierać w sobie tylko 100 tys. bakterii i 400 tys. komórek somatycznych w 1 mililitrze... I jeśli w przeciągu 2 godz. nie jest oddawane do zlewni, musi być koniecznie schłodzone do nie więcej niż 8 st. C - przy codziennym przekazywaniu, albo 6 st. C - przy oddawaniu rzadszym. Jak urzędniczy mus, to mus!

Za ręcznymi regulacjami brukselskich decydentów stoją nierzadko pieniądze. Jak w przypadku osławionej już, mitycznej "krzywizny" bananów, która klasyfikuje je pod względem wielkości i jakości. W gruncie rzeczy chodzi w tym wszystkim o pochodzenie bananów. Tak się bowiem składa, że regulacje spełniają banany z byłych unijnych kolonii w Afryce i z jej zamorskich terenów. Natomiast dziwnie kłopoty ze spełnieniem norm mają banany z Ameryki Południowej i Środkowej, obłożone bajońskimi cłami.

Na nasze nieszczęście Polska sprowadza głównie "niepoprawne" banany amerykańskie. I choć występuje w negocjacjach z UE o bezcłowy import ok. 250 tys. ton bananów, nie ma praktycznie żadnych szans na uzyskanie zgody. Skończy się na tym, że kolejnym "dobrodziejstwem" dla Polaków po wejściu do Unii - dzięki której decydujemy o naszych własnych sprawach - będą... podwyżki cen bananów.

Niesportowe... papierosy

Unia Europejska, będąc współczesnym rozsadnikiem mentalności Wielkiego Brata, ustaliła, że do 1 października 2006 r. ma zostać na jej terenie zrealizowany całkowity zakaz reklamy papierosów (muszą go wprowadzić parlamenty poszczególnych państw). Parlament Europejski przegłosował takie prawo już w 1998 r.

Przeciwko zakazowi protestowały koncerny tytoniowe, a także... wydawcy prasy, którzy obawiają się spadku wpływów z reklam tytoniu. Ci drudzy mają rzeczywiście powody do narzekań. Ale ci pierwsi? Wszak w krajach, które znajdowały się pod wpływem sowieckiego Wielkiego Brata, np. w Polsce, w ogóle nie reklamowano tytoniu, a ludzie palili na potęgę. I to mimo, że mieli dostęp (z małymi wyjątkami) tylko do marnej jakości papierosów. Nie było reklamy a palili - chyba nawet więcej niż teraz, gdy w Polsce można jeszcze gdzie niegdzie tytoń reklamować. Kto wie, czy przy wprowadzaniu w życie unijnego zakazu nie zadziała zasada: zakazane pociąga i smakuje bardziej. I w efekcie nie dość, że nie zmniejszy się ilość palaczy, to zajdzie zjawisko odwrotne - zwiększy. A koncerny tytoniowe nie będą miały powodów do zmartwień.

W atmosferze wchodzącego w życie unijnego zakazu reklamy papierosów (pracuje nad nim np. belgijski parlament - zakaz ma obowiązywać od 1 sierpnia 2003) Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) w październiku br. skreśliła wyścig o Grand Prix Belgii z kalendarza imprez odbywanych w ramach mistrzostw świata Formuły 1 w roku 2003. Solidarność szefów organizujących "wyścigi bardzo szybkich samochodów" z koncernami tytoniowymi polega na tym, że te ostatnie masowo sponsorują Formułę 1. Europejskim kibicom Formuły 1 Wielki Brat z Brukseli zaaplikował nie lada dylemat, czy aby ich ulubiona dyscyplina sportu nie przejdzie w stan spoczynku.

Komisarz ds. zdrowia i ochrony konsumentów Dawid Byrne wysłał ostre, ganiące słowa o "żądzy zysku" pod adresem FIA oraz szefów ekip, które nie chciały startować, gdyż musiałyby zrezygnować z umieszczenia reklam papierosów na swych samochodach. Byrne`a, który jest w UE głównym inicjatorem centralistycznej dyrektywy, skrytykowali z kolei działacze sportowi słusznie pytając, czy nie lepiej było zostawić poszczególnym krajom swobodę w kwestii antytytoniowych rozstrzygnięć. Według FIA koncerny tytoniowe przekazują rocznie na zawody samochodowe ok. 350 mln dolarów. I co, czyżby Byrne chciał teraz zastąpić "żądzę zysku" dotacjami dla Formuły 1 z pieniędzy podatników za pośrednictwem jakiejś unijnej komórki ds. formuły 1?

Regulacyjne czeluści

Zapędy uniokratów do regulowania życia mieszkańcom Europy są niezmierzone (pamiętajmy, że dorobek prawny Unii Europejskiej, tzw. acquis communautaire liczy ok. 80 tys. stron, a także pamiętajmy o słowach Cycerona, że "im więcej praw, tym mniej sprawiedliwości").

To według unijnego prawa marchewka jest owocem, znajdując się na liście norm dotyczących produkcji dżemów. Dzięki temu Portugalczycy mogą sprzedawać swoje marchewkowe dżemy na terenie "Piętnastki".

To UE ustaliła dopuszczalny poziom hałasu kosiarek i sposób jego weryfikowania. Zniszczyła tym samym różnorodność, jak panowała pod tym względem w krajach Europy Zachodniej.

To Unia tworząc wspólnotowe prawo bhp uregulowała prawidłowy kąt oparcia biurowego krzesła (do tyłu o 30 proc., do przodu o 10 proc.), odległość oczu od komputera czy kąt łokcia osoby piszącej. To UE ustaliła, że jabłka mają mieć średnice co najmniej 55 mm.

To Unia ustaliła standard butelek, w których sprzedaje się alkohole (75 centylitrów - wino, 70 centylitrów - wódka).

To uniokraci z Komisji Europejskiej debatowali nad przyszłością angielskich autobusów piętrowych (wprowadzić nowe "bezpieczne" zalecenia czy wycofać z ruchu? wybrano pierwsze rozwiązanie).

To UE pod koniec maja 1998 r. zaserwowała swoim ludziom prawo, w myśl którego kierowca z odebranym prawem jazdy w jednym kraju "Piętnastki" nie może już kierować w pozostałych.

To unijni komisarze - zgodnie z soc-mentalnością "wszyscy mamy takie same ubranka" - postanowili wycofać z ruchu motorowery o mocy wyższej niż 74 kw. (żeby niby było mniej wypadków).

To Unia zajęła się tworzeniem listy dopuszczalnych nazw artykułów nie będących pochodzenia mlecznego, występujących jednak potocznie jako mleczne. Nie ma na niej, jak chcieli Brytyjczycy, np. "mleka sojowego". Póki co uniokraci nie zaproponowali nowej nazwy.

To Unia glajszachtuje przepisy dotyczące stosowania słodzików, substancji aromatyzujących i barwników. Hurtem decyduje, jakie ich rodzaje i do jakich produktów mogą być stosowane.

To w UE przez ponad rok debatowano nad dyrektywą dotyczącą korzystania z drabiny. Od 2001 r. wiemy, że najpierw trzeba osobę z niej korzystającą przeszkolić, sama drabina ma być ustawiona stabilnie, aby jej szczeble znajdowały się w pozycji poziomej.

Wystarczy przykładów zamachu na ludzką wolność w wykonaniu brukselskiego Wielkiego Brata? A przecież to ledwie początek... Jednak wystarczy do pozbawienia Unii Europejskiej jakiegokolwiek zaufania.

Dariusz Hybel





Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek





Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


Stowarzyszenie KoLiber



Zbiór tekstów
o UE

Czytelnicy
"SP" o UE
ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię