Strona główna

Pożywka dla biurokratów

Odkąd wprowadzono w Polsce podatek VAT (1992 r.), jego zabójcza moc rozlewa się, niczym przygniatająca magma, na coraz to nowe dziedziny gospodarki. Przez wszystkie minione lata utrzymywany był i dalej jest - zgodnie z żądaniami Unii Europejskiej (w 1992 r. Rzeczpospolita podpisała Układ Stowarzyszeniowy) - jeden kierunek: VAT rośnie horrendalnie.

Jest to swoista miara "dobrodziejstw" wchodzenia do UE - rokrocznie wprowadzane są nowe stawki podatku VAT na kolejne artykuły. Jego funkcjonowanie w Polsce (konstrukcja, sposób obliczania, przedmiot i podstawa) opiera się oczywiście na rozwiązaniach unijnych.

Fiskalni nadgorliwcy

W naszym kraju podstawowa stawka podatku od wartości dodanej wynosi 22 proc. Doprawdy, pod tym względem nasi rodzimi uniopoddańcy wykonali zadanie z naddatkiem. Według prawa Unii Europejskiej standardowa stawka VAT na większość towarów i usług powinna wynosić minimum 15 proc. Polscy politycy, kierując się niewątpliwie mentalnością fiskalną, dociążyli swój naród stawką znacznie większą.

Na jawną kpinę zakrawałaby próba pocieszania, że wcale nie mamy najgorzej. Dwa kraje - Szwecja i Dania poszybowały podatkowo jeszcze dalej, ustalając u siebie podstawową stawkę VAT w wysokości 25 proc. No, ale taki Luksemburg przyjął stawkę 15 proc., Hiszpania 16 proc., Niemcy 16 proc., Portugalia 17 proc...

W podobnym duchu, nadgorliwych gnębicieli rodaków, zachowali się polscy uniokraci jeśli chodzi o wprowadzenie obniżonej stawki VAT. W UE wymagane jest co najmniej 5 proc., u nas wprowadzono 7 proc.

Skoro o ostatecznej wysokości obu stawek - standardowej i obniżonej decydują rządy poszczególnych państw (może się to zresztą w przyszłości zmienić), zachowanie władz Polski jest karygodne. Szacunek dla własnych obywateli i ich własności wymagałby, aby rządzący z SLD-UP-PSL przynajmniej obniżyli stawki VAT do minimalnie wymaganych wysokości. Niestety, w perspektywie rządów naszych socjalistów, jest to marzenie ściętej, podatkowej głowy...

Nie widać końca

Po wejściu do Unii Europejskiej proces drenowania kieszeni podatnika będzie dotkliwie kontynuowany. Widać to doskonale przez pryzmat czekających nas w Unii Europejskiej kolejnych drastycznych podwyżek VAT, które wynegocjowali w Brukseli (dla czyjego dobra?) polscy przedstawiciele.

Rząd RP, na którego czele stał Jerzy Buzek, 7 grudnia 1999 r. otworzył rozdział negocjacyjny z UE na temat podatków. Dzieło podjęcia zobowiązań o zaaplikowaniu w Polsce unijnych wzorców podatkowych zakończone zostało przez gabinet Leszka Millera 21 marca 2002 r. Pointa podpisanego stanowiska jest tylko jedna: podwyżki, podwyżki i jeszcze raz podwyżki. Oto katalog haniebnych "korzyści" i "sukcesów" - tylko w zakresie VAT (jest to zasadniczy fragment negocjacyjnego rozdziału o podatkach) - za które przyjdzie nam zapłacić:

  • w 2004 r.
    - wzrasta z 7 do 22 proc. VAT na artykuły dziecięce (np. pieluchy, tornistry, wózki, smoczki);
    - wzrasta z 12 do 22 proc. VAT na zabawki, sanki, łyżwy, narty;
    - wzrasta z 7 do 22 proc. VAT na artykuły medyczne (np. strzykawki, opatrunki, okulary);
    - wzrasta z 3 do 7 proc. VAT na produkty rolne - warzywa, owoce, zboża, mięsa, jaja;
    - wzrasta z 3 do 7 proc. VAT na środki produkcji rolnej (np. pasze, maszyny rolnicze, nawozy);
    - wzrasta z 7 do 22 proc. VAT (jeden z najwyższych w Europie) na materiały budowlane, gotowe domy i mieszkania;

  • w 2008 r.
    - wzrasta z 7 do 22 proc. VAT na usługi gastronomiczne (nie tylko w restauracjach ale także w zwykłych stołówkach zakładowych i szkolnych - ta ostatnia kategoria aktualnie zwolniona z podatku);
    - pojawia się 22 proc. VAT na książki i czasopisma specjalistyczne (aktualnie 0 proc.);
    - wzrasta z 7 do 22 proc. VAT na usługi w budownictwie;
    - pojawia się 22 proc. VAT na usługi pogrzebowe (aktualnie zwolnione z VAT)

Nie, to wcale nie jest koniec katalogu podwyżek VAT. W Unii Europejskiej szereg towarów i usług wciąż objętych jest stawką obniżoną podatku od wartości dodanej (np. dostawy wody, dostawy gazu ziemnego, artykuły spożywcze, napoje niealkoholowe, produkty farmaceutyczne, zwierzęta, sprzęt medyczny, transport pasażerski, bilety teatralne, ubrania). Jednak ich los już jest przesądzony. Z Brukseli dochodzą sygnały, iż unijni decydenci chcą stopniowo wycofywać się ze stawki obniżonej i coraz więcej towarów i usług obejmować stawką podstawową - a więc wyższą. Do tego dochodzą plany wprowadzenia coraz większej ilości zakazów odliczeń VAT przez przedsiębiorstwa.

Polska, jeśli zostanie wepchnięta do Socjalistycznej Wspólnocie Europejskiej, będzie się musiała dostosować do przyszłych dyrektyw podatkowych. Co nikomu - poza biurokratyczną, coraz bardziej nienawidzoną w Europie Zachodniej, kastą unijnych polit-urzędników - nie służy. Patologiczne wręcz utrzymywanie przez brukselskich biurokratów tendencji do podwyżek podatków owocować będzie wyszukiwaniem przez nich kolejnych dziedzin, które w ich opinii należy obciążyć nowymi daninami.

Podatkowa pętla

Za konsekwencje wprowadzenia VAT-owskich "prezentów" z Unii słono zapłacimy. VAT działa na klienta jak lawina. Z coraz większą siłą uderza go... po kieszeni. Jeśli np. od 2004 r. ma nastąpić wzrost podatku na produkty rolne, to wzrost cen na rynku jaki z tego tytułu nastąpi nie będzie wynosił 4 proc. Będzie wyższy, spowodowany wzrostem podatku na środki produkcji rolnej. Wiadomo przecież, że baz paszy czy nawozów, rolnik nie dostarczy mięsa ani jaj.

Zaaplikowanie 22 proc. VAT w budownictwie to dotkliwy cios dla tej branży. Budownictwo, które w sposób naturalny winno być jednym z kół zamachowych gospodarki zostaje w ten sposób wyhamowywane. Łańcuszek skutków w mieszkaniówce będzie następujący:

  • droższe mieszkania na rynku - mniej chętnych do ich kupna (przy tym dramaty wielu małżeństw, które borykają się z brakiem własnego lokum, co z kolei utrudnia prowadzenie normalnego życia rodzinnego)
  • zmniejszona produkcja i sprzedaż mebli, dywanów, lamp, artykułów rtv i wyposażenia wnętrz
  • zwolnienia i wzrost bezrobocia w firmach, które nie mogą zarobić
  • nowe zasiłki owocujące wzrostem podatków...

Już dziś wiele małżeństw z powodów finansowych ogranicza ilość posiadanych dzieci do jednego bądź dwóch. Perspektywa posiadania więcej potomstwa nawet nie jest brana pod uwagę. I oto państwo, któremu winno zależeć na dzietności swoich obywateli, aplikuje im zabójcze dla rozwoju dzietności podatki na artykuły dziecięce i zabawki. Czyżby Bruksela szykowała się do wydania dyrektywy na temat modelu rodziny - tylko 2 plus 1?

Wprowadzenie 22 proc. VAT na usługi pogrzebowe w obliczu bankruta jakim jest ZUS to prawdziwe curiosum. Czy ktoś łudzi się, że do 2008 r. instytucja ta stanie na nogi i będzie mogła wypłacać wyższe zasiłki pogrzebowe, by zrekompensować podatkowy narzut? To już pewniej jakiś lewicowy rząd, zgodnie ze swym lewym miłosierdziem, podejmie wysiłek, by skasować bądź ograniczyć "pogrzebówkę".

Podatkowa ekwilibrystyka

W swoim działaniu VAT to skomplikowany podatek. Jego obliczanie jest pracochłonne. Nic dziwnego, że przedsiębiorcy, którzy mu podlegają, nawet ci drobni, muszą zlecać prowadzenie swych ksiąg specjalistom z biur rachunkowych. W urzędach skarbowych z kolei zatrudnionych jest tysiące urzędników, którzy zajmują się weryfikacją VAT-owych deklaracji. Rządzący biurokraci z UE i Polski co rusz opracowują nowe tabele artykułów i usług, które mają być objęte podatkiem, nowe klasyfikacje i stawki, nowe rozporządzenia odnośnie posiadania kasy fiskalnej i przechowywania jej wydruków.

Ale zarówno rachmistrze i pracownicy fiskusa zajmujący się podatkiem od wartości dodanej, są w rzeczywistości specjalistami od sztucznie stworzonej wiedzy, która mówi o wrednym świecie polityczno-urzędniczych pomysłów na wyciągnięcie z kieszeni klientów jak największych ilości pieniędzy. Armia jeszcze innych ludzi kształci kolejnych uczestników VAT-owskiej ekwilibrystyki, która tak dotkliwie utrudnia ludziom życie - prowadzenie wolnej działalności gospodarczej. Za tym idzie z kolei ogromne marnotrawstwo ludzkiego czasu i ludzkiej energii. Zwłaszcza jeśli spojrzy się na całą sprawę z naprawdę głębokiej, wręcz metafizycznej perspektywy...

Unijni i polscy biurokraci mają pożywkę. I nie ma się czemu dziwić, że w UE powiększa się deficyt budżetowy i dług publiczny, a wzrost gospodarczy staje się coraz bardziej mikroskopijny...

Dariusz Hybel


(listopad 2002)





Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4

Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail


Stowarzyszenie KoLiber



Zbiór tekstów
o UE

Czytelnicy
"SP" o UE
ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię