Strona główna



O ile i komu podwyższyć płace?

Będą z troską zastanawiać się nasi cudotwórcy, zamiast zapytać protestujących, skąd wiedzą ile powinni zarabiać. Jestem pewny, że w zależności od okoliczności, argumentację zaczną od lat straconych na naukę ( tak jakby z tej nauki wszyscy mieli korzyść tylko nie delikwent), poprzez wyjątkową odpowiedzialność przypisaną do zawodu, trud wykonywanej pracy a zakończą na stwierdzeniu, że za tą samą pracę to "za granicą " płacą trzy razy tyle, co u nas.

Wszystko to prawda tylko że nie ma to nic wspólnego z należnym wynagrodzeniem. Gdyby przyjąć powyższe argumenty za wyznaczniki wartości pracy to cenę każdego produktu musiałby wyznaczać rząd na podstawie stwierdzonej uciążliwości i ilości pracy oraz oceny ryzyka z nią związanego. Bowiem niesprawiedliwa natura wyposażyła nas nierówno w zdolności, co powoduje, że bardziej pomysłowi, lepiej przystosowani, mniej pracując, mogliby sprzedawać taniej, a tym samym i więcej swoich produktów. I tak długo jak długo kupujący ma możliwość wyboru, tak długo ceny będą kształtować się zgodnie z jego skalą wartości a nie oczekiwaniem producenta lub urzędnika.

Nie obchodzi mnie jak ciężko pracuje premier, lecz jakie są efekty jego działań. Podobnie kupując ziemniaki u chłopa nie pytam jak ciężko przy nich pracował, pytam o cenę i sprawdzam ich jakość.

Powołanie się na "trud pracy" to przywilej niewolnika, który zwraca uwagę właściciela, że nadmiernie eksploatuje swą własność, działając na swoją szkodę. Człowiek wolny wybiera, zniewolony buntuje się. Zniewolenie nie musi wiązać się z fizycznym ograniczeniem swobody, współcześnie jest to psychiczne uzależnienie, niezdolności do samodzielnego dokonywania wyborów, to niechęć do ryzyka wspierana przez nadmiernie rozbudzone lęki. Buntownicy nie oczekują zniesienia niewolnictwa ( bo co z sobą poczną będąc wolnymi ), oczekują gwarancji, zwykle prawnych, poprawy egzystencji, od wszechmocnego właściciela-państwa. Już dwa wieki temu Fryderyk Bastiat proroczo przepowiedział konsekwencje urzędniczego dekretowania sprawiedliwości społecznej. Terror, ograniczenie konsumpcji, stagnacja gospodarcza i obozy pracy - taki stan wywiódł on z konsekwentnych działań na rzecz sprawiedliwości społecznej. Możemy wybierać między niepewnością wynikającą ze swobody wyboru, a uporządkowanym obozem pracy.

Wybitny piłkarz, piosenkarz, aktor zarabiają miliony, bo miliony chcą ich oglądać lub słuchać. A prawda jest taka, że nie ma innego uzasadnienia dla naszych płac niż satysfakcja odbiorcy z efektów naszej aktywności. W tym miejscu włącza się zwykle Marksa: bezduszna konkurencja powoduje eliminowanie z rynku producentów, którzy przyzwoicie opłacają swoich pracowników, bo mając wyższe koszty nie mogą skutecznie konkurować z bezwzględnymi nie liczącymi się z potrzebami innych ( uzasadnienie dla cen minimalnych i ceł ochronnych). W ten sposób zyski pazernych kapitalistów stale rosną a płace pracowników maleją. Powyższe stwierdzenie będzie prawdziwe, gdy:

a. podaż pracy będzie stale większa, we wszystkich branżach, niż popyt na nią,
b. pracownik nie będzie mógł zrezygnować z pracy i np. emigrować,
c. nie będą powstawać nowe firmy,
d. wyposażenie zakładów w kapitał produkcyjny, będzie wszędzie jednakowe.

W rozwijającej się gospodarce, rosną zakupy zasobów wykorzystywanych w produkcji. Ponieważ praca jest wykorzystywana przy produkcji wszystkich zasobów, najszybciej pojawi się niezrównoważony popyt na pracowników. Branże z najwyższą stopą zwrotu (procent zysku z kapitału) będą oferować największe przyrosty płac konkurując o pracowników. Tam gdzie spodziewany jest największy zysk pojawi się też najwięcej kapitału. Wzrost wyposażenia produkcyjnego zmniejsza procentowy udział pracy w jednostce produktu, bo rośnie wydajność. W interesie "pazernego" kapitalisty jest zatrudnienie odpowiedzialnego i kompetentnego pracownika, który nie zmarnuje mu wartościowych zasobów. Zmniejszony udział pracy w produkcie finalnym pozwala tę pracę lepiej opłacić, bo z założenia warunkiem inwestycji w wyposażenie produkcyjne jest pojawienie się zwiększonej marży.

To wyjaśnia istnienie różnicy w płacach między krajami bogatymi a biednymi. Inwestowane przez dziesięciolecia oszczędności w kapitał produkcyjny zwiększyły przeciętną wydajność tak, że mniejszym wysiłkiem w komfortowych warunkach pracownik amerykański zarabia wielokrotność płacy oferowanej w krajach biednych. No dobrze, powie lekarz, to wyjaśnia różnicę płac w produkcji przemysłowej, ale ja pracuję nie mniej wydajnie niż lekarz w Irlandii, dlaczego więc nie mam takich samych zarobków. Odpowiedź staje się oczywista, gdy uświadomimy sobie, że każdy z nas przeznacza, po opłaceniu wydatków stałych, jakiś procent dochodów na usługi ( dlatego emeryci często nie wykupują lekarstw). Gdy przeciętne dochody w produkcji dóbr materialnych są wysokie, to i wielkość wydatków np. na zdrowie będzie wyższa. To ile każdy z nas byłby skłonny wydać na poszczególne usługi da się ustalić dopiero po ich urynkowieniu. Natomiast wymuszanie kontrybucji w postaci rosnących podatków powoduje marnowanie pieniędzy na programy uzdrawiające kieszenie wybrańców. Pracowicie wyliczane w NFZ stawki za usługi są parodią mechanizmu rynkowego. Co więcej, mnoży się jednostki usługowe, których usług nikt by na rynku nie kupił. Różnego rodzaju agencje, które nie tylko z nazwy kojarzą się z towarzyskimi, świadczą usługi, których normalny rynek nie potrzebuje.

Bezczelność urzędników doszła do tego poziomu, że każą sobie płacić za dokumenty oraz informacje, które są potrzebne urzędnikowi a nie obywatelowi. Bezczelność tę wspiera bezkarna działalność dobrze zorganizowanych grup nacisku. Wiedzą oni, że opór milionów okradzionych ze złotówki, będzie zbyt słaby by przełamać atak, niewielkiej ale zdeterminowanej grupy, tych do których one trafią. W ten sposób stopniowo, po złotówce pozbawiani zostajemy naszych dochodów na rzecz, co raz liczniejszych, grup nacisku. Tak też stopniowo wypłukiwane są klasyczne fundamenty wzrostu gospodarczego. Tworzy się wielkie żerowisko, zdominowane przez reguły przetargu politycznego. W tym wszystkim coraz mniej jest miejsca na indywidualne wybory. Nadchodzą dobre czasy dla subtelnej inżynierii społecznej. Czasy, w których śmierć, narodziny, uniesienia i lęki będą wyłącznie zagadnieniami natury technicznej, zgodnym lub niezgodnymi z interesem społecznym.

Wojciech Czarniecki
(11 luty 2008)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię