kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku

Strona główna



Fałsz politycznych frazesów

"Chociaż dziś związki zawodowe są zbyt silne, w przeszłości były potrzebne"

Wyznawać przekonanie, że działania związków zawodowych przynoszą faktyczną poprawę losu klasy robotniczej, to przyznać, że gospodarka kapitalistyczna nie gwarantuje sprawiedliwej płacy i przyzwoitych warunków pracy. To przyznać, że nasza gospodarka wolnorynkowa nie funkcjonuje w sposób zadowalający, bez "wzmocnienia" jej działalnością związkową i ingerencjami politycznymi.

Prawda jest taka, że nieskrępowana gospodarka rynkowa przyznaje każdemu aktywnemu na rynku proporcjonalne owoce jego pracy. Działo się tak we wszystkich okresach historycznych i we wszystkich społeczeństwach, w których przestrzegano zasad wolności jednostki i prywatnej własności. Tak było 1900 lat temu w Rzymie, tak było w XVII-wiecznej Anglii i XIX-wiecznej Ameryce.

Powodów, dla których prapradziadek zarabiał 5 dolarów za 60-godzinny tydzień pracy należy doszukiwać się w jego niskiej wydajności, a nie w obecności związków zawodowych. Te 5 dolarów, które zarabiał, stanowiły pełne i sprawiedliwe wynagrodzenie za jego wysiłki wytwórcze. Zasady ekonomiczne wolnego rynku, konkurencji pomiędzy pracodawcami oraz mobilność pracownika i jego wolny wybór gwarantowały mu pełną płacę, w ramach określonych warunków produkcyjnych.

W porównaniu z dniem dzisiejszym w dawnych czasach płace były niskie, a warunki pracy prymitywne, ponieważ niska była wydajność, maszyny i narzędzia - proste, a technologia i metody produkcji - bardzo nieskomplikowane. Jeżeli z jakiegokolwiek powodu nasza wydajność miałaby spaść do podobnego poziomu, to tydzień pracy wydłużyłby się bez względu na to, co przedstawiciele związków zawodowych mieliby na ten temat do powiedzenia.

W gospodarce wolnorynkowej stawki płac określone są przez wydajność pracy. Jako że niezaprzeczalną polityką realizowaną przez związki zawodowe jest obniżenie tej wydajności, faktycznie związki zawodowe doprowadziły do zmniejszenia płac i doprowadziły do pogorszenia się warunków pracy całej rzeszy ludzi, choć niektórzy uprzywilejowani członkowie związków czerpią z tego korzyści kosztem innych. Jest to prawdziwe szczególnie dziś, kiedy związki cieszą się wieloma prawami i dużą władzą polityczną. Było to także prawdą w wieku XVIII i XIX, kiedy nasi pradziadowie pracowali od świtu do zmierzchu za niską pensję.

Poprzez regulowanie stawek płac, określanie zasad pracy oraz cały szereg środków przymusu związki zawodowe jedynie narzucają pracodawcom wyższe koszty robocizny. Te wyższe koszty redukują dochody z zainwestowanego kapitału i ograniczają produkcję, co z kolei prowadzi do ograniczenia możliwości zatrudnienia. Dlatego właśnie nasze ośrodki ruchu związkowego są także ośrodkami bezrobocia.

Prawdą jednak jest, że wyżsi urzędnicy związkowi - którym akurat udaje się utrzymać ich miejsca pracy - faktycznie otrzymują wyższe wynagrodzenie. Jednak robotnicy, którzy nie mogą znaleźć pracy w branżach, w których działają związki zawodowe, szukają zatrudnienia w tych sektorach gospodarki, w których związków nie ma. Ten dopływ i absorpcja nadwyżki siły roboczej, na stanowiskach urzędniczych na przykład, prowadzi zwykle do zmniejszenia płacy, co tłumaczy zaskakującą różnicę pomiędzy stawkami określanymi w porozumieniu ze związkami i tymi określonymi bez ich ingerencji. Daje to początek przekonaniu, że funkcjonowanie związków zawodowych przynosi korzyści pracującym. Jednak w rzeczywistości istnienie branż, w których nie ma związków zawodowych, pomaga ukryć katastrofalne konsekwencje związkowej polityki i zapobiega masowemu bezrobociu.

Rozwój ruchu związkowego w ostatnim stuleciu jest wynikiem błędnej teorii wartości opartej na pracy. Uczy ona, że wszelkie zyski, czynsz i oprocentowanie muszą pochodzić z "wartości dodanej", której robotnicy są niesprawiedliwie pozbawiani. Związki zawodowe wraz ze swą długą historią przemocy i krzywd wyrządzonych robotnikom o wiele gorszych od zła, które miały rzekomo naprawić, są gorzkim owocem tej właśnie błędnej teorii.

Hans F. Sennholz
Tłum. Marek Albigowski
(3 kwietnia 2006)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)


Artykuł pochodzi z magazynu "The Freeman", a opublikowany został w zbiorze "Fałsz politycznych frazesów - czyli pospolite złudzenia w gospodarce i polityce", Instytut Liberalno-Konserwatywny, Lublin 1996. Publikujemy go za zgodą wydawcy.



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię