kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku

Strona główna



Złoty czy euro?

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Artykuł 227. 1. Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.

To XIX-wieczne postrzeganie państw i narodów, gdzie immanentną cechą suwerenności są język, waluta, państwowość. Dziś mamy inne postrzeganie rzeczywistości. Dziś niepodległość i suwerenność to jest silna gospodarka i zamożni obywatele. My zmierzamy do tego modelu - jest reakcja Nowaka na słowa prezydenta, który uznał, że własna waluta pozwala suwerennie kierować polityką gospodarczą.

Zasadniczo nie zgadzam się z ustami Tuska, mam również wątpliwości, co on rozumie przez koncepcję suwerenności i autonomiczną politykę finansową, dlatego chciałbym się odnieść nie tyle do uwag Nowaka, co do związków własnego pieniądza i suwerenności państwa.

Ponadto wydaje mi się, że sprawa jest tak poważna, że nie można jej sobie lekce ważyć i w tak pogardliwy sposób zbywać osoby otwarte na poważny dyskurs.

Jak przed kilku laty zauważył prof. Jerzy Kranz, nie zgadzający się jednocześnie na używanie terminu suwerenność walutowa oraz dowodzący korzyści z przystąpienia do Wspólnoty:

Nie ulega wątpliwości, że problemy związane z unią walutą są poważne i nieporównywalne z niektórymi innymi ograniczeniami państw w wykonywaniu ich kompetencji (por. Spór o suwerenność).

Dyskusja o euro (czy w ogóle o suwerenności) ma kapitalne znaczenie dla obywateli i ich pojmowania państwa i integracji europejskiej. Taka dyskusja może dostarczy informacji, które będą im potrzebne w podejmowaniu ważkich decyzji.

Cezary Kosikowski w Finansach publicznych i prawie finansowym tak odnosi się do kwestii wprowadzenia wspólnej waluty:

Natomiast dla Polski skutki wprowadzenia EURO mogą ujawnić się w obszarze stosunków w handlu zagranicznym oraz mieć znaczenie dla przepływu kapitału, a także wpływać na stan i strukturę długu zagranicznego. Przewiduje się zarówno optymistyczny, jak pesymistyczny scenariusz tych skutków.

Poniższy wybór zagadnień nie pretenduje do głosu tej w dyskusji, a jest li tylko próbą jej rozpoczęcia, obierając formę publicystyczną jaką bardziej przystępną.

1. Istota suwerenności. Samowładność i całowładność. Suwerenność zewnętrzna, czyli możność kształtowania stosunków z innymi podmiotami podług trzech zasad: wolności, wzajemności i równości. Suwerenność wewnętrzna, nadrzędna, niezależna, samodzielna władza państwowa. Prawnik i historyk Jan Baszkiewicz, wymieniając trwałe wartości ukonstytuowane w okresie średniowiecza, wskazuje i akcentuje kształtowanie się form politycznych dla rozwoju narodowego - państw suwerennych.

Odrębnego omówienia wymagałaby kwestia niepodległości i suwerenności, wielu komentatorów traktuje te terminy jako synonimy, stosując je zamiennie. Nie zgadzam się z taką interpretacją, uważam, że co najwyżej pojęcie wolności może być utożsamianie w pewnych warunkach z pojęciem niepodległości (zob. nota J. Piłsudskiego z 16 XI 1919r. do rządów państw: (...)odbudowanie niepodległości i suwerenności Polski stało się odtąd faktem dokonanym)

Stosunek do suwerenności często jest determinowany przez dyscyplinę naukową, jaką zajmuje się jego interpretator. Na przykład poglądy konstytucjonalistów mogą skrajnie różnić się od stanowiska prawników zajmujących się porządkiem międzynarodowym.

Jak słusznie się podkreśla suwerenność absolutna jest trudna do utrzymania, ponieważ państwa wchodzą w relacje, zawierają umowy, organizują się w różne struktury. To, co należy do kompetencji własnej państwa, określone jest przez aktualny stan jego zobowiązań prawnomiędzynarodowych - podkreślają autorzy podręcznika do prawa międzynarodowego W. Góralczyk i S. Sawicki. Dodać można, że chodzi tutaj o dobrowolne zobowiązania.

2. Jeżeli byśmy zaczęli analizę od kwestii historycznych, to musielibyśmy ze zdziwieniem przyjąć twierdzenia przedstawiciela premiera. Ekonomiści są zgodni, co do tego, że polityka pieniężna (nie koncepcje suwerenności!) w swojej obecnej postaci pojawiła się w XX, wtedy to nastąpiło zerwanie z ograniczoną rolą państwa. Do sławetnego Kryzysu doprowadzili etatyści, a nie wolny rynek - to już moja uwaga, a nie powszechna opinia, zaznaczmy, niestety - wtedy to zdecydowano się wzmocnić politykę w obrębie gospodarczym, ze szczególnym uwzględnieniem sfery monetarnej.

Przyjmijmy więc za cezurę rok 1933, te wydarzenia stały się bodźcem do wyznaczania nowej polityki pieniężnej. Nie ma co się łudzić, że obecny kryzys będzie nauczką dla polityków, wprost przeciwnie, skupią się oni na przekonywaniu Nas, że tylko scentralizowana władza ( bez znaczenia, czy państwowa, czy supranarodowa, czy nowe ciało o szczególnych kompetencjach) jest w stanie odpowiednio zareagować.

Możemy cofnąć się do czasów monarchii, psucia monet, osłabiania siły nabywczej pieniądza – czy nie lepiej byłoby porównać Kaczyńskiego do zachłannego despoty? Odwołać się na przykład do koncepcji J. Bodin'a.

Poszedłbym nawet dalej, cuda premiera Tuska przypominają o pewnej mitycznej postaci. W tej konfrontacji trudno wskazać zwycięzcę: złotoręki czy złotousty?

3. Czy suwerenność monetarna jest przeżytkiem? Najprościej byłoby zapytać się, o to te państwa, które nie zrezygnowały z własnej waluty. I rzeczywiście, w tych krajach dostrzega się pewne cechy z XIX wieku: przedsiębiorczość, oszczędność, szacunek dla własności prywatnej et cetera. PO deklarowała poparcie dla tych wartości. I na deklaracjach się skończyło.

Włodzimierz Siwiński Ekonomia dla Prawników. Rozdział: Gospodarka światowa analizuje zjawisko integracji, dostrzegając korzyści z niej płynące, ale i wyrzeczenia ze strony państw:

Wzrost międzynarodowej integracji powoduje narastające uzależnienie krajów. (...) Bezprecedensowym wydarzeniem jest dobrowolne wyrzeczenie się własnej waluty uważanej za jedną z ważniejszych cech suwerenności państwowej. Oczywiste jest także, że kraje będące członkami unii walutowej nie mogą prowadzić własnej polityki pieniężnej wobec tego powierzają ją organom ponadnarodowym.

Autor uważa, że jeżeli zmiany są korzystne rezygnacja państwa z tej kompetencji nie powinna budzić niczyich obaw. W przedstawionym stanowisku brakuje jednak bilansu zysków i strat.

Skąd to przywiązanie do zbawczej roli euro, jakby państwa z tą walutą ominęła zapaść finansowa. Biedną Islandię przekonuje się, że ratunkiem dla niej jest przyjęcie wspólnego pieniądza. A wystarczy posłuchać naszego premiera, mówiącego, że My nie doświadczamy podobnych problemów. Czy złotówka przeszkadza ekipie Tuska uczynić polską gospodarkę silną a obywateli zamożnymi?

W tej sytuacji można odwołać się do przenikliwości polskiego obserwatora z XVI wieku, który przestrzegał, że rozwijają się te kraje, które mają dobrą monetę, upadają zaś i giną te, które używają złej. Z pomocą przychodzi też Rober Gwiazdowski, w Dzienniku zwięźle i trafnie opisał zjawisko zachłyśnięcia się europejskim pieniądzem:

Argumenty zwolenników euro są na poziomie argumentów za proszkiem do prania: "Ten wypierze lepiej!". A tak naprawdę co to jest za argument, że dzięki euro będzie szybszy wzrost gospodarczy? Jakim cudem? Jaki jest związek między kolorem farby na papierze waluty będącej oficjalnym środkiem płatniczym a tempem wzrostu gospodarczego? Makroekonomiści, którzy używają takich argumentów, nie mają zielonego pojęcia, co się dzieje w realnej gospodarce.

Drugi argument. Będzie bezpieczniej. Bardzo przepraszam, ale pierwszy z drugim jest sprzeczny! Jak się chce jechać szybciej, to się jedzie mniej bezpiecznie.

Dyskusja o wspólnej walucie sprowadza się nie do tego, czy wprowadzić, ale kiedy wprowadzić. Jednym tchem wymienianie są zalety, wady zaś pomijane. Najważniejszym dla mnie argumentem przemawiającym za zachowaniem własnej waluty jest autonomiczność kształtowania polityki monetarnej. Piszę to nie bez pewnego oporu - będąc przeciwnikiem administracyjnego sterowania gospodarką, czy to przez polskich, czy zagranicznych polityków (biurokratów), uważam jednak że bezpieczniej by polski aparat państwowy zachował ten ograniczony wpływ, niż nie miał wcale.

Czy polskie partie (przede wszystkim PiS) stać na uczciwą debatę o wejściu do strefo euro oraz o zyskach i stratach wynikających z takiej decyzji? Czy znowu zgoda na euro zostanie przehandlowana za jakieś ustępstwa na rzecz partii, która przyłączy się do chóru apologetów nowego pieniądza?

Wojciecj Łapiński
(12 stycznia 2009)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Przedruk za Prawica.net

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię