kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku

Strona główna




Causa ramota

Tekst poniższy nie jest z założenia dalszym ciągiem polemiki dotyczącej spraw monetarnych chociażby z tego tytułu, że M.Machaj sam sobie wskazał dyskutanta, wskazując na cechy, które powinien on spełniać, co jest zresztą sprytną metodą stosowaną często w tzw. boksie zawodowym, gdzie obrońca tytułu dobiera sobie jak długo może takich przeciwników, by byli silni, ale nie tyle, by jemu za mocno "przywalili".

Celem publicystyki ekonomicznej - tak jak to rozumiem - jest dość przystępne tłumaczenie związków przyczynowo-skutkowych, których nie każdy i nie zawsze potrafi jasno dostrzec. Część osób może wprawdzie przeczuwać co jest przyczyną takiego a nie innego stanu rzeczy, ale nie do końca potrafi przeczuwaną sytuację objaśnić. Także tzw. "aparat pojęciowy" z zakresu nauk ekonomicznych nie musi być wszystkim znany, dlatego dobrze jest wyjaśniać chociażby to, iż pewne związki odkryto już znacznie dawniej niż myślimy, by nie odkrywać ich ponownie na nowo.

Teoretyczne rozważania dotyczące określonych hipotez ekonomicznych są w rzeczywistości niekończącym się sporem o wyniki empirycznej weryfikacji tych hipotez, gdyż keyneiści widzą to co chcą widzieć, monetaryści opierając się na utylitaryźmie chcieliby wciąż optymalizować, podażowcy znużeni i poirytowani technokratyzmem monetarystów chcieliby zwrócić uwagę na "nieokreślony czynnik X" itd.

"Tak to już jest na tym pięknym świecie, że lęgnie się robak nawet w pięknym kwiecie", także w sprawach praktyk religijnych mamy Katechizm ale ciągle trwają spory między różnymi progresistami, ekumenistami, tradycjonalistami itp., chociaż co do istoty i tak teoria sprowadza się do dziesięciu przykazań, a te do jednego tzw. "przykazania miłości". Ekonomiści również opracowują swoiste katechizmy, gdzie wyjaśniają pewne zależności i dają konkretne wskazania dla praktyki gospodarczej, z tym że dla większości wystarczy świadomość kilku przykazań, w tym przykazania poszanowania własności, wolności, sprawiedliwości prawa itp., a faktycznie problem ludzkiego gospodarowania i wymiany handlowej sprowadza się do dawno odkrytej zasady, którą można określić jako "przykazanie wzajemności" a przetłumaczyć je jako; "daję abyś i ty dał mnie".

Nie chcę popełnić małego bluźnierstwa ale podobnie jak biblijny Kohelet, z tym że studiując rożne problemy ekonomiczne, człowiek w końcu dochodzi do kilku pewnych elementarnych prawd, zdając sobie sprawę, że wszystko pozostałe to "marność" ale niestety "marność", która ma znaczenie dla naszego codziennego bytowania, tak jak praktyczne wskazówki Katechizmu przydają się na krętych drogach codzienności. Na nic jednak zdadzą się wszystkie prawa rynku, gdy nie poszanujemy chociażby tylko jednego prawa własności, na nic święte prawo własności, jeżeli braknie zasad moralnych, sprzedamy wolność za miskę soczewicy. Ważna jest konsekwencja, niekonsekwencja się mści, jak nie za rok to za dziesięć lat, jak nie w tym to w następnym pokoleniu. Piotr Skarga przestrzegał przed upadkiem Rzeczypospolitej na dwa wieki przed faktycznymi rozbiorami.

Ale wracając do ekonomii i pieniądza, należy stwierdzić, że faktycznie pieniądz jest wynalazkiem i - parafrazując - gdyby pieniądza nie było należałoby go wymyślić, co zresztą czyniono. Jestem natomiast przeciwnikiem przypisywania temu wynalazkowi zasług, które mu się nie przynależą. W moim rozumieniu "jałowość" pieniądza nie oznacza, że jest on niepotrzebny. Wprawdzie jestem niechętny różnym porównaniom a w szczególności porównaniom motoryzacyjnym, z czego słynął były prezydent i mistrz retoryki Lech Wałęsa, ale należy zauważyć, iż potocznie mówimy o tzw. "jałowym biegu" (przynajmniej w przypadku "ręcznej" skrzyni biegów), bez którego zmiana przełożenia byłaby utrudniona. Również pośrednictwo, handel niczego nie produkuje, ale jest potrzebne dla lepszego zaspokojenia potrzeb, termometr nie leczy ale wskazuje na rozwój choroby, zegarek nie wpływa na ruchy naszej planety wokół Słońca ale pozwala lepiej się organizować i zwiększa wydajność. Zapewne byłoby możliwe zarzucenie zegarków mechanicznych lub elektronicznych na rzecz zegarów słonecznych lub klepsydry piaskowej, ale po co? Z drugiej strony, jak każdy wynalazek, można samochód czy zegarek wykorzystać niekoniecznie w celach zbożnych (samochód można zamienić na "samochód pułapkę" a mechanizm czasowy użyć do konstrukcji "bomby zegarowej"), tak i pieniądz rodził pokusy innych zastosowań (Chińczycy nie bez powodu zakazali stosowania instrumentów pochodnych- tzw. derywatów pieniężnych).

Pieniądz faktycznie pełni dwie funkcje, ściśle ze sobą powiązane (można mówić o autokorelacji tych dwóch czynników) tj: funkcję cyrkulacyjną ułatwiającą wymianę towarów i usług oraz funkcję informacyjną, gdyż ceny informują jaka działalność jest opłacalna, czyli istnieje na nią zapotrzebowanie. Oczywiście bez cyrkulacji spowodowanej wymianą, czyli transakcjami rynkowymi funkcja informacyjna również byłaby wyłączona, gdyż cena pojawia się dopiero w momencie zawarcia umowy. W obecnej sytuacji, gdy większość pieniądza stanowi tzw. pieniądz elektroniczny stanowiący zapisy na kontach bankowych o funkcji tezauryzacyjnej można mówić jedynie teoretycznie, gdyż po pierwsze pieniędzy, które mamy - naprawdę nie ma, czyli ma je ktoś inny - więc zostały faktycznie wydane, zainwestowane lub skonsumowane a do nas wrócą później "kosztem" innych depozytariuszy. Te nowe wynalazki zmuszają do uzupełniania teorii pieniężnej, tak jak nowe produkty przemysłu gumowego, lub legalizacja związków homoseksualnych wymusza wprowadzenie do katechizmów objaśnienia dla tych spraw, co nie znaczy, że mówimy o jakimś całkiem nowym problemie, który wymaga zmiany teorii. Publicysta "Guardiana" G. Monbiot pisze "Jeśli pozwolimy, by rynek dalej sterował decyzjami politycznymi, jesteśmy skończeni. Możemy zapobiec katastrofie tylko poprzez przejęcie kontroli nad naszą ekonomią. ...To wymagałoby drakońskich obostrzeń, reglamentacji i zakazów. Czy będziemy do tego zdolni, czy raczej jesteśmy już skazani na lunatyczny marsz ku zagładzie?" (cytat za "Tygodnikiem Forum"). Jest to przykład osoby, której wyjątkowe gorące lato i trudności temu towarzyszące wystarczyły by domagać się opracowania ":nowej ekonomii" a właściwie porzucić rynek na rzecz gospodarki ręcznie sterowanej. Biedak nie zdaje sobie sprawy, że w takim systemie nie byłaby potrzebna żadna klęska żywiołowa dla wywołania kryzysu, a on sam nie miałby nawet możliwości wydrukowania swoich "przemyśleń".

To ludzka kreatywność, to wszystko co mieści się pod pojęciem przedsiębiorczości jest powodem produkcji, wytwarzania i innej ludzkiej aktywności a pieniądz jedynie ułatwia realizację tych celów. Nie jest natomiast w żadnym przypadku siłą sprawczą, chyba, że za regułę uznamy człowieka o kompleksie Midasa, którego radością napawa sam fakt napełniania się jego konta bankowego (chociaż kto wie, obserwując niektórych...).

Pieniądz powinien z założenia ułatwiać zadanie czynienia sobie ziemi poddanej ale oczywiście niekiedy przeszkadza temu zadaniu, gdyż ludzi którzy zamiast produkować chcieliby mieć z samego faktu filozofowania o możliwościach płynących z kredytu społecznego nie brakuje, jak i profesorów mędrkujących o wpływie przesunięcia się krzywej Philipsa-Lipseya w górę na wzrost ilości etatów w Ministerstwie Gospodarki, Pracy i Spraw Społecznych.

Nie sprzeciwiając się pomysłowi przywrócenia "parytetu złota" jak i doceniając zasługi tego systemu dla handlu międzynarodowego, warto jednakże podkreślić co już we wcześniejszych publikacjach czyniłem, że najbardziej zbliżonym do ideału rynkowego jest jednakże taki zdenacjonalizowany system pieniężny, który umożliwia konkurowanie różnych walut, także pieniądza papierowego ale nie takiego, którego wartość jest zadekretowana prawnie ale takiego, którego gwarantem jest określona instytucja lub osoba (wyobrażam sobie np. walutę, gdzie nominałem podstawowym byłby 1 kulczyk, 1 gudzowaty, 1 machay, 1 mazur ale najprawdopodobniej emitentami i gwarantami takiego pieniądza byłyby banki). A że rodziłoby to ryzyko...cóż no risk, no profit.

A przy okazji aby uświadomić jak duża jest różnorodność pieniądza i zarazem jak bardzo abstrakcyjny to wynalazek zacytuję obserwacje, które podobno jako pierwszy poczynił Monteskiusz: "Murzyni zamieszkali na wybrzeżu Afryki posiadają znak wartości bez pieniądza. Znak czysto idealny, oparty jest na oszacowaniu każdego towaru dokonanem w ich umyśle, wedle jego zapotrzebowania. Dane pożywienie lub towar wart jest trzy "macute", inny sześć, trzeci dziesięć macute". Cytat pochodzi z monografii traktującej o pieniądzu autorstwa Adama Krzyżanowskiego. I również z tej okazji chciałbym wielbicielom Misesa zwrócić uwagę na pewien mały szczegół. Otóż profesor Krzyżanowski, też "austryjak" swój traktat "Pieniądz" ogłosił w 1911 r., Ludwig von Mises "Teorię pieniądza..." wydał w 1912 r., Polak "Założenia ekonomiki" wydał w 1919 r., Austriak "Gospodarke społeczną" w 1922 r., Przedstawiciel krakowskich "Stańczyków" "Polityke i gospodarstwo" opublikował w 1931 r., kiedy i najwybitniejszy przedstawiciel "szkoły austriackiej" ogłosił "Przyczyny kryzysu gospodarczego". Jeżeli Nobel należał się Misesowi to Krzyżanowskiemu co najmniej podwójny ale jak widać trudno być prorokiem we własnym kraju.

I ponownie wracając do głównego tematu i niejako podsumowując kwestię polityki gospodarczej, niezależnie od tego czy wnioski przypiszemy teorii laborystycznej, czy podażowej lub jeszcze innej, a także aby nie narazić się na pryncypialną krytykę z powodu używania kolokwializmów ( z konieczności niestety używanych w publicystyce, gdyż inaczej czytanie fachowych tekstów byłoby zbyt nużące) należy wyraźnie stwierdzić, że w ramach transakcji rynkowych przedmiotem tych transakcji jest ludzka praca. Praca tworzy także "wartości" nie przeznaczone do obrotu rynkowego. Pielęgnując samemu ogródek, myjąc okna, sprzątając, niekiedy pisząc teksty ekonomiczne niekoniecznie myślimy w kategoriach zysku wyrażonego w jednostkach rozliczeniowych. Utylitaryści oczywiście przeliczyliby takie zachowanie na dolary i euro, tak jak uczestnictwo w niedzielnych nabożeństwach zaliczają do transakcji zakupu życia wiecznego, ale nie obdzierajmy naszego i tak ciężkiego życia z tych resztek świadomości, które Adam przehandlował 6 tysięcy lat temu.

Można pracować długo ale mniej wydajnie, można pracować krócej ale mając lepsze umiejętności więcej wytworzyć, ale zawsze mniej umiejąc ale dłużej pracując mamy więcej niż umiejąc mało i czekając, że nasz dobrobyt przyjdzie sam jak ożywienie gospodarcze wyczekiwane przez Hausnera. Pracując człowiek nabywa umiejętności, przez co zwiększa swoją wydajność, wyrabia więcej i lepiej, może się specjalizować itp., przez co zarówno teoretyczne krzywe popytu i podaży przesuwają się coraz dalej. W dobie telefonów stacjonarnych popyt na aparaty i usługi był określony, w dobie telefonii komórkowej, zapotrzebowanie na aparaty i usługi wzrosło a przecież nie można przynajmniej na razie mówić o masowym odłączaniu telefonów stacjonarnych. W gospodarkach socjalistycznych będących grą o wyniku ujemnym lub we współczesnych gospodarkach europejskich stanowiących przykład gry o sumie zerowej, wzrost zakupu na jedne dobra wiąże się z ograniczaniem w innych dziedzinach działalności ale w gospodarkach wzrostowych, jedno nie wyklucza drugiego, chyba że to drugie staje się niepotrzebne gdyż wyparte przez coś doskonalszego.

I dlatego aby nie przeładowywać artykułu zbyt dużą ilością twierdzeń i hipotez oraz nie wnikając w meandry polityki fiskalnej trzeba wszak podkreślić, że obecna tak polityka monetarna jak i polityka fiskalna jest wyjątkowo szkodliwa nie tyle przez zachłanność państwa ale przez fakt niszczenia związku między pracą a bogactwem. Mędrkowie dnia dzisiejszego przygotowali usprawiedliwienie dla nieróbstwa, stwarzając przekonanie, że winne są jakieś mechanizmy, które nie działają a faktycznie to mechanizmy, które tworzą rządzący służą utrzymywaniu warstwy lenników, którzy nie mogą się za bardzo bogacić, gdyż człowiek majętny jest bardziej niezależny, pewny siebie, odpowiedzialny. Jeszcze gotów sfinansować jakiś film typu "Pasja" albo świątynię w Łagiewnikach, albo nie będzie chciał czytać zatwierdzonych dziennikarzy i zechce wydawać własne pismo. Taki człowiek jest naprawdę niebezpieczny, więc najlepiej aby bogatymi byli wyłącznie biznesmeni zarządzający partnerstwem publiczno-prywatnym.

A co do pieniędzy to może i pozwoliłbym zaopiekować się nimi Panu Machajowi, z tym, że wcześniej z taką samą propozycją, ale tym razem propozycją nie do odrzucenia zwrócili się do mnie kosmopolityczni lichwiarze reprezentowani przez dyrektorów miejscowych oddziałów banków. Nie mając dużego wyboru pozwoliłem im na to, ba nawet ich polubiłem gdyż od pewnego czasu mój rachunek notorycznie wykazuje saldo debetowe.

Krzysztof Mazur
(1 września 2003)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię