Strona główna




Bieda bogactwem socjalizmu

Jedynym prawdziwym i niezaprzeczalnym bogactwem socjalizmu, w jego wszelkich mutacjach, jest bieda. Wynika to z arytmetyki, gdzie iloraz (czyli wynik redystrybucji) kapitału poszczególnych obywateli będzie zawsze niższy niż iloczyn bogacenia się poszczególnych jednostek nie objętych nadmiernymi obciążeniami fiskalnymi. Ale zwróćmy uwagę, że bieda jest warunkiem sine qua non socjalizmu. Logicznie - gdyby nie było biedy socjalizm nie byłby potrzebny. Mało tego, trzeba powiedzieć jasno, że czym więcej biedy, tym większe pole do popisu dla "sprawiedliwości społecznej", będącej uniwersalnym uzasadnieniem dla wspomnianej redystrybucji.

W Polsce kapitalizmu nie ma z definicji, albowiem do budowy onego, jak sama nazwa wskazuje, potrzebny jest kapitał, i to bynajmniej nie autorstwa Karola Marksa. Kapitał, czyli: pomysł, czas na realizację i wreszcie fundusze. O ile o dobry pomysł nietrudno, o tyle z czasem na realizację bywa znacznie gorzej, bo co i rusz trzeba pozwoleń, zezwoleń, zaświadczeń, poświadczeń, raportować, sprawozdawać itp. zaspakajania urzędniczych fanaberii. Każdemu się odechce no i nie ma czasu na prowadzenie biznesu. Z kapitałem jest jeszcze gorzej. Najpierw wszystko było własnością państwa, które potem zdecydowało się na prywatyzację i zaproponowało pozbawionym własności i kapitału Polakom odkupienie od urzędów i różnych państwowych agencji tego, co najpierw za ich pieniądze wybudowano aby mieli gdzie pracować, co dotowali itd. Tych, którzy na początku lat 90. zaczęli coś robić i zarabiać na swoim, spacyfikował prof. Leszek Balcerowicz, likwidując nawis inflacyjny.

"Biednym nic nie przyjdzie z tego, że bogaci też zbiednieją" pisał Stefan Kisielewski. Słuszność jego twierdzenia wynika z banalnej prawdy - to bogaci dają pracę biedniejszym, a nie na odwrót. Stąd też podnoszenie podatków czy wprowadzanie nowych "danin" kończy się jednakowo: wzrost bezrobocia, bankructwa, bieda. Ale politycy jakoś pozostają ślepi i głusi i miast ułatwiać ludziom żyć, wciąż utrudniają życie i za nic w świecie nie chcą przyjąć do wiadomości, że ich działalność tylko pogarsza sytuację, choć wedle deklaracji miała poprawiać.

Oto media doniosły, że samorządowcy chcą wielokrotnego podniesienia wysokości podatku od nieruchomości w dużych miastach. Uzasadnienie rodem z PRL-u: władze miast chcą "prowadzić własną politykę gospodarczą".

Z kolei związki zawodowe gardłują za wzrostem płacy minimalnej, zaś dzięki minister Jolancie Fedak podatnik będzie mógł oprócz własnych opłacić również składki za ubezpieczenie społeczne niani, którą zatrudnia sąsiad.

Skutki realizacji powyższych pomysłów są łatwe do przewidzenia - wzrost cen, wzrost bezrobocia, bieda i coraz większa dziura budżetowa, bo przecież bezrobotni podatków nie płacą. A politycy dalej swoje - pomagamy ludziom. A przecież wystarczyłoby aby przestali utrudniać społeczeństwu życie. Tylko komu wtedy byłaby potrzebna ich opieka?

W tej sytuacji pomysły dalszego ograniczania dostępu do broni jak również wprowadzania cenzury internetu tylnymi drzwiami w ramach Parlamentarnego Zespołu ds. Promocji Wolności Przekazu i Poszanowania Zasad Dialogu Społecznego w Komunikacji, mającego "strzec wolności słowa[...] i dbać o ochronę godności osobistej osób pojawiających się w mediach - z naciskiem na fora internetowe" wpisują się w kanon działań, sformułowany przez Józefa Stalina: "w miarę postępów socjalizmu walka klas zaostrza się". Tylko czekać zakazu opuszczania miejsca zamieszkania, chyba że udowodni się, iż osobnik wyszedł z domu w celach zgodnych z prawem.

Michał Nawrocki
(8 lutego 2011)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW










Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię