kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku

Strona główna




Wokół zagadnienia demografii...
...czyli rzecz o absurdalności becikowego

Demografia jest mało popularną dziedziną wiedzy. Wiele osób podejrzewa że tak zwane "becikowe" jest absurdem, nie mającym nic wspólnego z ilością urodzonych dzieci, lecz nie jest w stanie tego udowodnić. Nawet w prasie jesteśmy świadkami wyłącznie jednostronnej dyskusji na temat zalet "becikowego".

Mam więc gorącą prośbę: Jeżeli widzisz, że ktoś jest zwolennikiem "becikowego" wyślij mu proszę ten tekst.

Obecnie z różnych frontów straszeni jesteśmy dwoma radykalnie różniącymi się od siebie koncepcjami: przeludnieniem Ziemi oraz malejącą liczbą urodzeń na terenie Europy. Według pierwszej teorii rodzi się zbyt dużo ludzi, przez co globalny ekosystem postawiony zostaje w stan zagrożenia, a pesymiści twierdzą nawet, że już przekroczono możliwości Ziemi - co doprowadzi do procesu degradacji środowiska naturalnego. Jednocześnie radykalnie topnieje ilość urodzeń w Europie, co w niedalekiej przyszłości spowoduje, iż Unia Europejska stanie się mekką ludzi starych, konsekwencją czego będzie wyludnienie terenów europejskich.

Takie dylematy to nic nowego w nauce. Od dawna istnieje głęboki spór, o to ile będzie i ile powinno być ludzi. Przebiega on pomiędzy populacjonistami, zwolennikami pozytywnego wpływu rosnącej liczby ludności na gospodarkę światową i antypopulacjonistami, których rozumowanie sprowadza się do przeświadczenia o nieuchronności ograniczenia i spadku wzrostu demograficznego. Niezależnie, w które ze stanowisk się wierzy, procesy demograficzne dobrze oddaje model czterofazowy:


źródło:http://pl.wikipedia.org/wiki/Demografia

Przyrost naturalny w fazie przedprzemysłowej był niezwykle powolny ( 1 ), co wynikało z wysokiej liczby zgonów i urodzeń. Polepszenie warunków sanitarnych , higieny osobistej, opieki nad niemowlętami , rozwój nauki a także szybkie bogacenie się społeczeństwa doprowadziło do znacznego obniżenia umieralności, podczas gdy poziom rozrodczości utrzymywał się bez zmian ( 2 ). W wyniku zmniejszenia liczby urodzeń, spada przyrost naturalny ( 3 ) i następuje względna równowaga, charakteryzująca się zerowym przyrostem naturalnym i małą wymianą pokoleń - rodziców zastępuje dwoje dzieci ( 4 ).

Jednakże obecnie jesteśmy świadkami piątej fazy, kiedy liczba urodzeń jest zdecydowanie mniejsza niż liczba zgonów. W demografii reprodukcja pokoleń wymaga dzietności na poziomie ok. 2,2 dziecka na jedną kobietę. Nie równo 2,0, gdyż w przybliżeniu 1/5 małżeństw w ogóle nie posiada dzieci. Często z przyczyn naturalnych. Gwarantuje to tzw. zastępowalność pokoleń czyli innymi słowy fakt, że nie będzie ubywać obywateli danego kraju. Tymczasem w całej Europie dzietność jest mniejsza niż 2 (Polska jest prawie na końcu tego peletonu), z czego faktycznie wynika, że się kurczymy. Średnio w Unii współczynnik dzietności wynosi - dla 27 krajów - (1,51) - dane dla 2005 r. Najwyższy współczynnik notuje Francja (1,92) i Irlandia (1,88). Obok Polski najmniej dzieci rodzą kobiety na Słowacji (1,25), w Słowenii (1,26), na Litwie (1,27), w Czechach (1,28). W Polsce (1,24)

To, że akurat liczba ludności Europy nie spada, jest skutkiem dodatniego salda imigracyjnego. Pozostaje problem, co zrobić z niezaprzeczalnym faktem, że coraz więcej osób w wieku "poprodukcyjnym" obciąża pracujących. Rodzą się też tu i ówdzie obawy, że Europa jest skanana na imigrantów z Afryki lub Azji. Aby odwrócić ten trend politycy sięgają po specjalnie wymyślone przez nich narzędzie - interwencjonistyczną politykę prorodzinną.

1. INTERWENCJONIZM

Interwencjonizm to polityka aktywnego oddziaływania państwa na przebieg procesów gospodarczych. Dokładne przeciwieństwo liberalizmu gospodarczego. Wśród ekonomistów do dzisiaj istnieją spory o faktyczne efekty różnych form interwencjonizmu. Dlatego też i niektórzy naukowcy są gotowi poprzeć działania interwencjonistyczne w takiej dziedzinie jak demografia.

W polityce ludnościowej stosuje się dwie grupy instrumentów: bezpośrednie i pośrednie. Te pierwsze, to normy (często prawne) nakazujące określone zachowania lub ich zakazujące (np. zakaz aborcji). Drugie tymczasem to pewne bodźce zachęcające jednostki do określonych zachowań lub do nich zniechęcające. Cały ten system istnieje po to aby zdopingować jednostki do posiadania potomstwa.

Przykładami działania bezpośredniego są:

Welonowe - gratyfikacja finansowa dla nowożeńców, za zawarcie małżeństwa

Bykowe - kara finansowa, za brak posiadania potomstwa, liczona od pewnego wieku.

Becikowe - gratyfikacja finansowa za urodzenie dziecka

"Welonowe" wprowadziły władze w Bośni-Hercegowinie. Obliczono, że od chwili, gdy każda młoda para dostaje czek opiewający na 250 euro - sumę równą średniej miesięcznej pensji, liczba ślubów wzrosła o 60%. Nie dziwne, pytanie tylko czy to przyczyniło się do większej liczby urodzeń. Oczywiście nie, przyczyniło się natomiast do większej formalizacji związków. Z punktu widzenia demografii "welonowe" jest więc absurdalne. "Bykowe", które istniało w Polsce w latach 70tych, dotyczy wyłącznie mężczyzn, karząc ich za brak posiadania potomstwa, najczęściej od 30 roku życia. "Bykowe" to taki podatek od bycia singlem. Jeżeli jesteś samotny, nie masz partnerki ( lub dziecka, zależnie od ustawy) zgłoszonej w urzędzie jako żony oczywiście, to płacisz podatek. Proste i głupie. Dlaczego? Ano dlatego, iż nowoczesna demografia koncentruje się na kobietach, nie na mężczyznach. To kobiety są dla demografów obiektem badań i ich płodność decyduje o ilości urodzeń. Wreszcie "becikowe" - czyli jednorazowa zapomoga z tytułu urodzenia się dziecka.

Podstawowym argumentem jaki słyszymy często, zwłaszcza z kobiecych ust, jest niska wysokość "becikowego". Za taką kwotę niewiele można kupić, więc jest finansowo nieodczuwalna dla beneficjentów. Wydaje się, iż inteligentna, wykształcona kobieta nie zrezygnuje z kariery zawodowej tylko i wyłącznie z powodu państwowego podarku na dziecko wynoszącego 1000zł, ani jednorazowego, ani stałego niskiego zasiłku w wysokości nie wystarczającej na utrzymanie dziecka. Przyjrzyjmy się więc danym: GUS podaje że w 2006 roku urodziło się 374 tys. dzieci. Rok wcześniej w tym samym okresie urodziło się 364,4 tys. dzieci. Różnica wynosi więc 9,6 tys., czyli około 800 dzieci miesięcznie. To niewiele, a pamiętać trzeba, iż procesów demograficznych nie cechuje duża dynamika. Rok 2007 jest z resztą już kolejnym, w którym odnotowuje się niewielkie zwiększenie liczby urodzeń. Wynika to m.in. z tego, że przybywa kobiet, z okresu wyżu demograficznego przełomu lat 70 i 80, w tzw. wieku rozrodczym, zwłaszcza w tych przedziałach (20-29 lat), które rodzą najwięcej dzieci. A więc w ciągu najbliższych lat prawdopodobnie liczba urodzeń nieznacznie się zwiększy. Wpływ "becikowego" więc jest na granicy błędu statystycznego, a skoro tak to "becikowe" nie działa. Nie jest prawdziwy więc potoczny argument, często używany w dyskursach, iż "becikowe" powoduje wzrost urodzeń u biednych.

Rozważmy więc hipotetyczną sytuację, kiedy "becikowe" wynosi 4000zł. Czy wtedy "becikowe" zadziała? 4000zł to dla jednych spora suma pieniędzy, dla innych jedna, dwie pensje. Pracujące kobiety na pewno nie będą zainteresowane takim demograficznym bodźcem ze strony państwa, zwłaszcza kiedy policzą sobie koszt alternatywny, na który składa nie tylko utrzymanie dziecka, ale także odłożenie prywatnych aspiracji na dalszy plan. Z punktu widzenia państwa obojętny jest stan materialny rodzin i dzieci. Liczy się tylko czy przybędzie urodzeń, a więc wystarczy aby rodziny o najmniejszych dochodach generowały urodzenia, dzięki czemu wzrośnie ogólna liczba dzieci. Ludzie jednak racjonalizują sobie swoje możliwości, następnie je kalkulują aby podjąć działanie. Nikt, bądź prawie nikt, za 4000zł nie postara się o dziecko, gdyż jest to nieopłacalne ekonomicznie. A jednak kobiety robiące karierę też często posiadają dzieci, wydaje się więc że należy postawić inne pytanie: Czemu więc ludzie decydują się na dzieci?

Dziecko posiada użyteczność w kilku kategoriach: jako źródło osobistej radości; jako producent, przynoszący dochód w przyszłości; jako potencjalne źródło zabezpieczenia na starość. Wydaje się, iż w Krajach Rozwiniętych, a więc takich w których obywatele są względnie zamożni, dwa ostatnie punkty tracą na znaczeniu, a pozostaje tylko ten pierwszy. Co więcej, patrząc pod kątem psychologii społecznej: Na pierwsze dziecko ludzie decydują się z pobudek emocjonalnych, a dopiero na każde kolejne z racjonalnych. Innymi słowy, obecnie dzieci posiada się, gdy się chce je mieć (lub gdy się nie ma wystarczająco wiedzy oraz pieniędzy by ich nie mieć). A ponieważ bogacimy się względnie szybko, zarówno w pieniądze jak i w wiedzę, to spada liczba urodzeń. Ludzie nie chcą mieć dużo dzieci, ponieważ im się to nie opłaca, bo istoty ludzkie z natury wykazują tendencje do kalkulacji i racjonalizowania swoich możliwości w każdym istniejącym systemie społeczno-ekonomicznym.

"W porządku" - powie zwolennik "becikowego" - "zróbmy tak aby ludziom opłacało się posiadać dzieci". Jest na to prosty sposób - płaćmy im za to naprawdę porządne pieniądze. Niemcy od 1 stycznia 2007 roku wprowadziły becikowe w wysokości 25.000 euro, wypłacane po urodzeniu dziecka, w ratach po 1800 euro miesięcznie. To prawie 100.000zł , ale zostanie to wypłacone tylko takiej matce lub ojcu, która pracowała, ale ze względu na urodzenie dziecka pozostaje w domu (urlop macierzyński, wychowawczy). Dla przeciętnego Niemca jest to znaczna kwota (średni roczny zarobek statystycznego Niemca mierzony w PKB per capita wynosi 28605 euro - dane z 2004 roku). Rosja będzie wypłacać "becikowe" wynoszące jednorazowo 7000 euro za każde drugie dziecko.

W ten sposób poprzez interwencję państwo próbuje zaburzać racjonalizację ludzką jaka odbywa się, gdy nie istnieje "becikowe". Jednak posiadanie dzieci dalej się nie opłaci, mimo takich udogodnień. Można więc rzec, iż "becikowe" nadal nie działa. Nie działa bo najważniejszym kosztem alternatywnym posiadania dziecka jest czas.

To politycy są zwolennikami becikowego, gdyż to dość tanie kupowanie sobie poparcia. Dużo trudniej jest im zastanowić się, czym jest ten problem i gdzie leży rozwiązanie. Nie można zmienić ludzkiego działania za pomocą zakazów i nakazów.

2. LIBERALIZM GOSPODARCZY

Dla liberałów gospodarczych znacznym problemem jest duży społeczny koszt "becikowego" i całej polityki prorodzinnej. Samo przyznanie "becikowego" kosztowało podatników w 2006 roku 360 mln zł. To dużo - całkowity koszt budowy Mostu Świętokrzyskiego zamknął się w kwocie ok. 160 mln zł. Zamiast ulg, liberałowie proponują obniżenie pozapłacowych kosztów pracy, likwidację "becikowego" i ograniczenie innych mechanizmów polityki społecznej, wówczas większość rodzin "stać" byłoby na dzieci gdyż można by było liczyć na spadek bezrobocia a problem z czasem rozwiązałby się sam - Tak rozumują liberałowie. Tymczasem to rozumowanie zakłada jeden poważny błąd myślowy - nie ma pewności, że przy niskich podatkach, braku "becikowego" i innych mechanizmów polityki prorodzinnej, ludzie zaczną się reprodukować.

W XVIII i XIX wieku istotna była zależność - im płaca za prace wyższa, a koszt utrzymania niższy tym szybciej spadał wiek zamążpójścia kobiet, a więc rodziło się więcej dzieci. Tak jednak już nie jest. Można zauważyć, iż bogacenie się społeczeństw, nie idzie w parze z rozwojem demograficznym od czasu, gdy zaczęto masowo stosować antykoncepcję. Posiadanie małych dzieci to często wydatki i kłopoty. Kiedyś, rodzenie dzieci zapewniał instynkt zachowania gatunku, obligujący do kontaktów seksualnych bez świadomego pragnienia posiadania dzieci. Czy ludzie chcieli mieć dzieci, czy nie - i tak się rodziły poprzez instynktowne działania. Kiedy pojawiła się nowoczesna antykoncepcja, instynkt zachowania gatunku przestał działać. Dzięki antykoncepcji, można instynkt skutecznie oszukać i podjąć działania prokreacyjne, zaspokajając instynkt bez "niechcianych" konsekwencji w postaci dziecka. Jednakże istnieje też, drugie zabezpieczenie - tak zwany "instynkt macierzyński", czyli chęć posiadania dzieci przez kobietę, a nie tylko odbycia działań prokreacyjnych w postaci utrzymywania kontaktów seksualnych. Zabezpieczenie takie jest nieefektywne, gdyż "instynkt macierzyński" zaspokaja już jedno dziecko. A to właśnie pierwsze dziecko, jak już wspomniałem, rodzi się z przyczyn emocjonalnych, tymczasem reprodukcja pokoleń wymaga dzietności na poziomie ok. 2,2 dziecka na jedną kobietę.

Problem leży jednak gdzie indziej. To nie środki antykoncepcyjne stworzyły problem spadku urodzeń w Europie. Antykoncepcja jest z natury dobrowolna, kto chce, ten jej nie używa i posiada liczną gromadkę dzieci. Z resztą , w latach 80-tych , w Europie Zachodniej środki antykoncepcyjne nie były wiele gorsze niż obecnie, a urodzeń było znacznie więcej. Wydaje się, iż jesteśmy świadkami pewnej rewolucji demograficznej, która opiera się na połączeniu wzrostu bogactwa społeczeństwa, przy jednoczesnym zwrocie ku indywidualizmowi. Innymi słowy, jesteśmy coraz bogatsi i chcemy swój czas i bogactwo wykorzystać jak najlepiej. Niekoniecznie na dzieci. Im bardziej bogate społeczeństwo, tym bardziej nastawione konsumpcyjnie i tym mniej rodzi się potomstwa, które "nie pozwala" na zbyt dużo wolnego czasu i korzystania z życia. Pojawia się indywidualistyczne myślenie - im mniej dzieci mam tym mam więcej czasu dla siebie. Antykoncepcja jest więc środkiem na osiągniecie tego, a nie przyczyną. Indywidualizm spowoduje, iż obowiązującym modelem rodziny stanie się "2+1" (rodzice z jednym dzieckiem), więc współczynnik dzietności 2,2 jest niemożliwy do osiągnięcia. Do czego to zaprowadzi? Francis Fukuyama w swej książce "Koniec człowieka -Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej" pisze że podział pomiędzy Pierwszym a Trzecim Światem będzie niebawem dotyczyć nie tylko dochodów i kultury, ale również wieku. Według niego w Europie, Japonii i części Ameryki Północnej średnia wieku wynosić będzie 60 lat, a w słabiej rozwiniętych krajach sąsiednich będzie to 25 lat.

Dochodzi jeszcze czynnik natury ekonomicznej. W handlu towarami można konkurować albo ilością albo jakością. Podobnie jest obecnie demografii - Indywidualizm powoduje, iż kobiety skupiają się na własnym życiu, czerpiąc z niego całymi garściami, a te które chcą posiadać potomstwo zapewniają, że jedno dziecko im wystarczy i dołożą wszelkich starań aby potomkowi zapewnić przyszłość najlepszą z możliwych. Konkurują więc "jakością" dzieci, jednocześnie nie zapominając o swoim życiu.

Paradoksem tej sytuacji jest fakt, iż kiedyś, przy braku polityki prorodzinnej, ludzie mający problemy finansowe chętniej posiadali dzieci. Obecnie, nawet nie trzeba myśleć - wszystko jest podane na talerzu, nawet pani z pomocy społecznej pomoże wypisać wnioski. Tylko efektów nie ma.

Tymczasem wiele osób ponosi jednak kwestię dużej skuteczności systemów prorodzinnych we Francji (współczynnik dzietności aż 1,92) czy Szwecji. Na to bezpośrednio wpływa jednak duży napływ ludności z poza tych krajów, które charakteryzują się innymi trendami demograficznymi. W Europie, gdzie do bon tonu należy odmowa publikacji i badań nad dzietnością z uwzględnieniem podziałów etnicznych, trudno udowodnić oczywisty fakt, iż we Francji ludność pochodzenia arabskiego mnoży się szybciej niż rdzenni Francuzi. Badania tego typu są publikowane w USA i można podejrzewać że w Europie jest podobnie. Im bogatsza i bardziej zindywidualizowana społeczność kulturowa (etniczna) tym mniej chętnie jej członkowie posiadają dzieci.



3. BLISKA PRZYSZŁOŚĆ

Zmartwieniem społeczeństw europejskich, jest bismarckowski międzypokoleniowy system emerytalny czyli obciążenie młodych pracujących na emerytury osób starszych. Skutki mogą być fatalne dla gospodarek mających wysoko rozwiniętą opiekę socjalną (Szwecja, Niemcy) a jedynym ratunkiem, może być ciągłe zasilanie gospodarki w siłę roboczą z zagranicy by utrzymać rozwiniętą politykę socjalną. Także w Polsce wysoki przyrost naturalny jest potrzebny aby ZUS nie ogłosił bankructwa. Potrzebne są więc radykalne reformy, wraz ze zwrotem państwa w kierunku organizacji indywidualistycznego systemu emerytalnego.

Prokurat Sergiusz
(17 grudnia 2007)
Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Redakcja Strony Prokapitalistycznej dziękuje Autorowi za udostępnienie powyższego artykułu, który wcześniej ukazał się w tygodniku "Najwyższy Czas!".

Czytaj także:
Przekleństwo systemu przymusowych ubezpieczeń



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW








Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię