Strona główna




Dlaczego a vista nie jest lokatą?

Poniżej publikujemy polemikę p. Wojciecha Czarnieckiego do artykułu p. Stanisława Chmielewskiego - Depozyty, rezerwa, NBP......

Pan Stanisław Chmielewski w polemicznym artykule "Depozyty, Rezerwa, NBP..." kwestionując zasadność odróżniania lokat terminowych od a vista, uwzględnił jedynie aspekt techniczny.

Rzeczywiście, ze statystycznego punktu widzenia, przy założeniu stabilności rynku, łączne salda na rachunkach a vista oscylują wokół pewnej wartości. Ale jest to punkt widzenia od "kuchni" bankowej, natomiast od strony wymiany rynkowej, rachunek a vista traktowany jest przez jego uczestników na równi z gotówką w kieszeni przewidzianą do wydania w najbliższym okresie czasu. Ponieważ utrzymywanie gotówki jest kosztowne (utracone odsetki + inflacja) więc należy liczyć się z dużymi jej wahaniami, w reakcji na niespodziewane sygnały z rynku (np.: wymiana na inne waluty bo zmienił się kurs, kupowanie na zapas bo mówią o podwyżkach, zakup akcji, obligacji itp..). A jak Pan zapewne wie, nie ma znaczenia ile pieniędzy jest "uwięzione" w systemie bankowym, lecz ile "grasuje" na rynku wymiany. Siła nabywcza pieniądza zależy od relacji ilości dóbr pożądanych do ilości pieniądza w obiegu. Jeśli wyliczoną jako stałą, część wartości rachunków a vista, potraktujemy jak lokaty długoterminowe, to szybko może się okazać, że udzielone na ich podstawie kredyty nie mają pokrycia w lokatach - będzie ich więcej w obiegu niż wycofano na lokaty.

Nie jest argumentem fakt, iż lokaty terminowe również można zerwać, bo jeśli ktoś deponuje pieniądze na pewien czas to dlatego, że istnieje cel w przyszłości, którego wartość obecna jest większa od potencjalnych celów bieżących. Toteż tylko wydarzenia nieprzewidziane i wyjątkowe mogą zmienić te wartościowania (uwzględniające dodatkowo utratę odsetek). W literaturze ekonomicznej większość rozważań na temat pieniądza prowadzona była wokół sposobów stabilizacji oraz przyczyn, znacznych fluktuacji gotówki będącej w posiadaniu gospodarstw domowych. Ma Pan rację, że rodzaj pieniądza nie ma tu znaczenia - mogą to być przelewy, karty płatnicze, czeki - bo istotny jest tylko fakt jaką wartość reprezentują i czy jest ona bez zwłoki osiągalna (płynność).

Trudno mi wywnioskować z tekstu, czy jest Pan zwolennikiem 100% rezerwy - jeśli tak, to znika w ogóle przedmiot sporu, bo banki depozytowe byłyby przechowalniami pieniędzy bez prawa udzielania kredytu, zaś funkcję kredytodawcy musiałyby pełnić wtedy banki inwestycyjne. Dla mnie zawsze punktem wyjścia jest wpływ subiektywnego wartościowania uczestników rynku na ceny dóbr realnych, udostępnianych na rynkach wymiany, tym samym pieniądz jak pośrednik wymiany, wartość tę nabiera poprzez powiązanie z tym rynkiem i jest ona zawsze wtórna a nie samoistna.

Przychodzi mi w tym momencie pomysł: czy nie warto, zastanowić się jak wyglądałby rynek kapitałowy po zgromadzeniu przez banki takiej ilości środków własnych, że musiałyby konkurować o klientów na rynku kapitałowym z oszczędnościami innych podmiotów.

Cenię sobie przemyślane uwagi, bo są obiektywnym sprawdzianem siły użytych argumentów a nadto pozwalają wyłowić luki i niejasności w rozumowaniu. I uważam, że każdy z nas powinien znaleźć czas by konfrontować, bez uprzedzeń, własne przekonania (zwykle są one w 90% przyswajane bezkrytycznie od "autorytetów") z każdą opinią (dostatecznie uzasadnioną), która je podważa.

Wojciech Czarniecki
(18 stycznia 2010)

Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)

Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW










Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek




Spis Autorów

Komentarz tygodnia

Książki
polecane

Czytelnicy
piszą

1 2 3 4
oooooooooooooooooooooooi
Subskrypcja
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na "SP" wpisz swój adres e-mail


Powiadom znajomego o "SP" wpisując jego adres e-mail

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię