Strona główna




Znów o mentalności antykapitalistycznej

W rubryce "Czytelnicy piszą" możemy odnaleźć interesującą krytykę kapitalizmu zakończoną ostrym atakiem na metodologie austriacką.

"Nie dziwota, że znany ekonomista Mark Blaug wyraził opinię, że metodologia "austriaków" jest "so cranky and idiosyncratic that we can only wonder that they have been taken seriously by anyone" - Mark Blaug, The Methodology of Economics (New York: Cambridge, 1980), str. 93."

Zanim przejdziemy do kwestii samych przedsiębiorców zwróćmy uwagę na ten końcowy komentarz. Metodologia Ludwiga von Misesa zdaniem Marka Blauga, ekonomisty mainstreamu (w Polsce możemy czytać jego "Teorię ekonomii w ujęciu retrospektywnym") jest "tak dziwaczna i maniakalna, że możemy się tylko zastanawiać, dlaczego była poważnie traktowana przez kogokolwiek".

Sposób budowania ekonomicznej teorii jest w przypadku Austriaków bardzo precyzyjny. Możemy albo odwołać się do arystotelesowskiego empiryzmu lub kantowskiego aprioryzmu. Jak mawiał jeden z największych filozofów starożytnej Grecji, patrząc na dany przedmiot musimy się doszukiwać właściwości bytu. Pewnych uniwersalnych i niepodważalnych prawd - jedną z nich jest właśnie działanie przez człowieka. Metodologia Arystotelesa (Rothbard) nie różni się specjalnie od kantowskiego aprioryzmu, do którego wolał się odwoływać Mises.

Teoria ekonomii (czyli teoria ludzkiego działania) jest budowana właśnie na tym aksjomacie. Wszystkie jej prawdy, ścisłe prawa ("exact laws", jak nazywał je Carl Menger) biorą się z dedukcyjnej analizy, a nie statystycznych manipulacji. Jeśli założenie przez nas przyjęte jest prawdziwie, to implikacje z niego też siłą rzeczy muszą być prawdziwe. I wcale nie oznacza to, że są one pustą tautologią.

Dlatego też Mark Blaug (jakiego lubią w tej kwestii cytować anty-austriacy) po prostu się zapędził i to zapędził niemiłosiernie. Wyobraźmy sobie go mówiącego: "Metodologia Arystotelesa jest tak dziwaczna i maniakalna, że możemy się tylko zastanawiać, dlaczego była poważnie traktowana przez kogokolwiek". Albo może: "Metodologia Kanta jest tak dziwaczna i maniakalna, że możemy się tylko zastanawiać, dlaczego była poważnie traktowana przez kogokolwiek". Nie mówiąc już o tym, że ten sposób widzenia ekonomii jako nauki o prakseologii możemy odnaleźć u Saya, czy na przykład przedstawicieli wczesnej Szkoły Chicagowskiej (dopiero później profesor Milton Friedman zmienił tę sytuacje publikując w latach 50 skrajnie pozytywistyczne podejście do tej nauki; sugerował, że wszystko należy weryfikować empirycznie).

Hans Herman-Hoppe w swojej ciekawej rozprawie "Economic Science and Austrian Method" odpowiada Blaugowi:

"Blaug nie dostarcza ani jednego argumentu na poparcie tej zniewagi. Jego rozdział o Austrianizmie po prostu kończy się tą tezą. Czy nie jest tak, że odrzucanie aprioryzmu Misesa przez Blauga i innych może mieć więcej wspólnego z faktem, że apriorystyczna metodologia wymaga niezbędnych standardów rygorystycznego argumentowana i jest dla nich zbyt wymagająca?"

Krótko mówiąc, zadanie, przed jakimi musiałby stanąć Blaug i współcześni zwolennicy "ekonomii eksperymentalnej", byłoby trudniejsze niż zabawa matematycznymi modelami. Superstruktury liczbowe są dla nich wygodniejszą formą aniżeli racjonalna analiza (jeśli ktoś odrzuca racjonalizm, nie musimy wymagać od niego konsekwencji w rozumowaniu). Przykro trochę, że tak dokładny naukowiec jak Blaug dopuścił się takiego wybryku.

Co do dalszej części listu, to już możemy się tylko zastanawiać, o co chodziło autorowi.

"Pisze pan: >>Wiemy, że przedsiębiorstwa powstają na rynku po to, żeby spełniały potrzeby klientów<<. To z von Misesa? Tak czy inaczej konstatacja ta, moim zdaniem, radykalnie rozmija się z rzeczywistością."

Żeby nie zamieszać się w kłótni ideologicznej, trzeba zdefiniować pewne pojęcia. Na pewno zastanawiamy się, czym się tak przeraża autor listu oraz, dlaczego "konstatacja ta mija się z rzeczywistością". Możemy się założyć o to, że autor siedział w butach jak i odzieży zrobionych przez prywatnego przedsiębiorcę przed komputerem wyprodukowanym przez prywatne firmy. Na pewno głowę miał umytą szamponem prywatnej firmy itd. Zgodnie z duchem Misesa możemy powiedzieć, że gospodarka rynkowa nie potrzebuje pomnika - wystarczy rozejrzeć się wkoło, aby dostrzec sukcesy, jakie zapewniła ludzkości. Wynalazki, wyższy dobrobyt, ogrom dóbr kapitałowych zapewniających masową produkcję dla rzeszy klientów. To wszystko oczywiście raczej brzmi hasłowo, bo każdy owoc, jaki dzisiaj zbieramy jest skutkiem działania jednostek, które przyczyniają się do rozwoju. To nie magiczny rynek, a przedsiębiorczy ludzie pchają cywilizację do przodu. Tak również założę się, że autor listu z niechęcią korzysta z usług rozmaitych monopolistów, służby zdrowia, poczty, telekomunikacji, kolei. Gołym okiem widać, że problemy rodzą się w sektorze państwowym, a nie prywatnym, ale nie to jest przedmiotem dysputy.

O co chodzi w handlu? Można powtarzać do znudzenia. Dwie strony spotykają się i dokonują między sobą transakcji. Jednostka A wraz z jednostką B wymienia tytuły własności bądź też świadczą sobie nawzajem usługi. Jeśli jednostka A ma pieniądze i płaci je jednostce B za reperowanie dachu, to oznacza, że jednostka A jest nazywana konsumentem, a jednostka B przedsiębiorcą. A płaci B w zamian za reperowanie dachu - w momencie wymiany tytułów własności dochodzi do zawarcia umowy. B jest teraz zobowiązany do zreperowania dachu, aby dopełnić transakcji. Jeśli tego nie zrobi, mamy do czynienia z naruszeniem umowy i złamaniem zasad rządzących handlem. W tej sytuacji nie mówimy już o konsumencie i przedsiębiorcy, a o złodzieju i okradanym. Niestety Pan Szlomo całkowicie pominął ten aspekt wpadając w pułapkę antykapitalistycznych haseł.

Powiedzmy, że zawarłem umowę z Grzesiem: 1000 złotych za jego telewizor. W momencie, gdy dałem mu tysiąc złotych, jego telewizor przechodzi w moje posiadanie. Gdy okaże się, że dostałem puste pudło, to zostałem okradziony. Nie jestem już kupcem, a on nie jest sprzedawcą. Taka sytuacja nie jest handlem, a drugim negatywnym sposobem pozyskiwania bogactwa - kosztem drugiej osoby. Szlomo Naiman musi o tym pamiętać, jeśli chce dyskutować o naturze gospodarki rynkowej. O tym, jak szkodliwe może być mieszanie pojęć przekonaliśmy się w publikowanych na "Stronie Prokapitalistycznej" w ramach dyskusji na temat Unii Europejskiej artykułach Tomasza Laskowskiego.

Zatem znowu powróćmy do tego handlu. Jeśli dochodzi do transakcji między przedsiębiorcą a konsumentem, to oboje na niej zyskują. Co więcej, jest dokładnie tak, jak napisałem w artykule: "przedsiębiorstwa powstają na rynku po to, żeby spełniać potrzeby klientów". I znowu dochodzimy do konkluzji, że to tautologia i prawda, jaka nie musi być udowadniania empirycznie w żaden sposób. Przedsiębiorstwo, aby sprawnie funkcjonować na rynku, musi kierować się potrzebami klienta i starać się je zaspokajać, aby Ci przekazywali dobrowolnie swoją własność w zamian za otrzymaną usługę. Oszukanie podczas handlu sprawia, że nie jest to już handel, a kradzież i bezprawne nabycie tytułu własności.

Mam nadzieje, że wyjaśniłem podstawę problemu, jaki porusza pan Szlomo Naiman. Zatem jego problem nie polega na tym, że przedsiębiorstwa nie spełniają potrzeb klientów. Problem brzmi inaczej: jaki system społeczno-gospodarczy zbudować, aby na rynku funkcjonowało jak najwięcej układów "wymiana z obustronną korzyścią", a jak najmniej sytuacji, gdzie dochodzi do bezprawnego zawłaszczenia? Nie wiem, jaką receptę ma na to Szlomo Naiman. Być może chce zsocjalizować biznes, albo być może chce wprowadzić maksymalną biurokratyczną kontrolę nakładaną na przedsiębiorców, wierząc w uczciwość urzędników (można dostrzec tę naiwność i zarazem ewidentny paradoks na przykład u laureata Nagrody Nobla Jospeha Stiglitza - rynek działa źle, ale państwo już dobrze). No, ale to już temat na inną dyskusję, do której niezbędna była zaznaczona przeze mnie poprawka.

Mateusz Machaj
degaulle@wp.pl
(10 luty 2003)

Skomentuj ten artykuł



Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW









Webmaster
Copyright 2001, Paweł Sztąberek






Wśród autorów tekstów
m.in.:

Ludwig von Mises
Mark Skousen
Lawrence W. Reed
Doug Bandow
Walter Block
Donald K. Jonas
Burtom Folsom
Alan Levite
Paul A. Cleveland
Hans F. Sennholz
Albert J. Nock
Dwight R. Lee
Michael Novak

ooooooooooooooooooooooooi
Przyślij swoją opinię


Czytelnicy
piszą